niedziela, 2 września 2012

XII. Tankyori no Jutsu


„Co skraca mi czas? – Działanie!
Co wydłuża go niemiłosiernie? – Bezczynność!”
Johann Wolfgang Goethe


Z dedykacją dla Senseless:

         Sakura wyprostowała się jak świeca, z wysoko uniesioną brodą. Ponieważ była amatorką w kwestiach aktorzenia, od razu poznałem, że coś było nie tak. Itachi natomiast dopiero po kilku sekundach zdjął dłoń z jej pleców i gestem nakazał mi zamknąć drzwi.
         Wykonałem jego prośbę, a moja duma siedziała cicho w zakamarkach osobowości. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie otrzymanie racjonalnego i natychmiastowego wyjaśnienia. W takim przypadku byłbym zdolny nawet wycałować jego stopy za choćby niewiele znaczącą wskazówkę.
         - Lepiej usiądźcie. To rozmowa na dłużej – polecił. Niecierpliwie wykonałem jego polecenie i opadłem na sofę. Kątem oka zauważyłem małego Satoshi’ego, którego pogrążył sen. Sakura klapnęła obok mnie, dygocząc. Nic nie rozumiałem. – Zacznijmy od tego, że ja sam nie umiem znaleźć logicznego wytłumaczenia na to co się wydarzyło. Tylko jedno jej jasne; ktoś bardzo nie lubi waszej dwójki.
   - To żart? – Sakura zgromiła go lodowatym spojrzeniem. – Dlaczego, gdy tylko Sasuke wyszedł znowu dopadła mnie choroba? Jak to możliwie?
    - To nie był przypadek.
    - Czekajcie! – znów za dużo informacji! Wystawiłem dłonie przed siebie i spuściłem wzrok. Musiałem przeanalizować pewne fakty. W przeciągu paru chwil odkryłem coś nieprawdopodobnego. – Znowu się dusiłaś, kiedy poszedłem?
   Przytaknęła.
   - Jesteście jakimiś magikami, czy co? A może to właśnie dlatego zbywałeś mnie wiecznie z tymi wampirami! Sam nim jesteś…
   - Sakura, nie przesadzaj. To, co mówisz to absurd. Tu nie ma żadnych wampirów, to czysta technika Ninja.
   Oczy moje i Haruno otworzyły się bardzo szeroko.
   - Czyli… - Sakura nieprzekonana zmarszczyła czoło. – Gdy Sasuke nie ma w pobliżu to… duszę się – wybuchła nerwowym śmiechem. – Cha, cha! To chyba jakieś żarty! Razem z Naruto postanowiliście nas wkręcić?
   A wydawałoby się, że to będzie kolejny melancholijny dzionek. Taka niespodzianka przekroczyła moje wszelkie oczekiwania, ale gdy w milczeniu zagłębiłem się w temat; Itachi rzeczywiście dziwnie zareagował, kiedy wyznałem mu, że ani razu nie widziałem Sakury podczas rzekomych duszności… i to jego zachowanie…
  - To nie są żadne żarty! – ton Itachi’ego był nad wyraz surowy. – Nawet nie macie pojęcia jak pokręcona jest ta sytuacja! Użycie Kyori to jedno, ale powody i sprawcy to to, co jest najistotniejsze.
- Kyori? – nie dopuszczałem do siebie myśli, że ten scenariusz jest prawdą. Wierzyłem raczej w jakieś błahe nieporozumienie.
Mój brat sprawiał wrażenie podłamanego. Zaszczycił nas przeciągłym westchnięciem i przeszedł krótki odcinek drogi, gładząc własną brodę.
- Tankyori no Jutsu. Dosłownie raz w życiu słyszałem tą nazwę. Ta technika wyszła z użycia wieki temu. Sakura… - nachylił się nad nią i wręcz atakował spojrzeniem. – Ty nie jesteś chora. Nigdy nie byłaś. Ty i Sasuke padliście ofiarą zakazanej techniki, którą prawdopodobnie wykonał złodziej zwoju.
Haruno wstała tak gwałtownie, że Itachi omal się nie wywrócił. Uratował go stół, gdzie od kilku dni leżała jego niedopita kawa. Teraz odrobina cieczy rozlała się po stole.
- Pieprzysz! – ryknęła.
Momentalnie się wyprostowałem i przytrzymałem jej nadgarstek.
- Uspokój się i daj wyjaśnić. Czy ty na wszystko musisz reagować tak pochopnie?
- A czy ty słyszysz jakie absurdalne rzeczy wygaduje twój brat? Że niby co? Ja i ty jesteśmy złączeni jakąś pieprzoną techniką i teraz, gdy ciebie nie ma w pobliżu ja… ja się duszę? Um wybaczcie, ale ja tego nie kupuję.
OK. Teoria Itachi’ego rzeczywiście brzmiała bardzo, ale to bardzo nieskładnie. Brakowało tu sensu, dlatego czekałem niecierpliwie na jakieś rozwinięcie wypowiedzi.
Łypnąłem na Sakurę. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Soczysta zieleń tęczówek iskrzyła płomieniami gniewu i roztargnienia. Była tak samo skołowana jak ja.
- Mi też wydaję się to bez sensu, jasne? – przyznałem. – Ale spróbujmy wysłuchać go do końca, a nie odstawiać sceny. Sami ocenimy czy to tylko głupie przypuszczenia, czy… - słowo „prawda” nie potrafiło przejść przez moje usta. Ta opcja była niemożliwa.
- Sasuke ma rację – poparł mnie brat. W tym czasie zdążył już okrążyć stół i stanąć na środku salonu. – Musicie mnie wysłuchać. Przeszukałem mnóstwo ksiąg i zwoi należących do klanu Uchiha. Byłem w bibliotece. Ten tydzień przeznaczyłem na poszukiwania. Bo widzicie… już w momencie, kiedy usłyszałem, że Sakura ma problemy z oddychaniem, a w rzeczywistości wszystko z nią w porządku, zaczynałem nabierać podejrzeń. Sakura. Musisz przyznać, że zaczęłaś się dusić zaraz po przyjęciu, prawda?
- No tak – powiedziała cichuteńko. Przez chwilę zrobiło mi się jej żal. Wyglądała na naprawdę zmęczoną. Cieszyła się, że mój brat odkrył powody, ale z drugiej strony nie chciała ich zaakceptować.
Itachi nabrał powietrza.
- Pozwólcie, że na początek wyjaśnię wam czym jest Tankyori no Jutsu, zwane potocznie Kyori.
- Usiądźmy – zwróciłem się szeptem do Sakury i już miałem ją prowadzić w kierunku sofy, kiedy momentalnie wyrwała rękę z mojego uścisku.
- Wolę stać.
Mogłem się tylko na nią gapić. Bladego pojęcia nie miałem co robić w sytuacjach, kiedy kobieta jest w takim stanie. Po prostu wróciłem na poprzednie miejsce i w jednej chwili, idealnie zsynchronizowani, spojrzeliśmy na Itachi’ego.
Kolejne westchnięcie.
- Nasz ojciec mi o tym opowiadał. Zwięźle i krótko, ale zapamiętałem tą jedną kwestie o problemach z oddychaniem przy zdrowych płucach. Wydawało mi się to wówczas dziwne, cała ta technika była chora i niespójna, dlatego nie prosiłem o dokładniejsze tłumaczenie. Dopiero w Konohańskiej bibliotece czegoś się dowiedziałem, ale nie jest to wystarczająca wiedza.
- Wystarczająca wiedza na co? – Sakura wykorzystała moment, w którym Itachi nabierał powietrza i wstrzymała oddech.
- Na zlikwidowanie tej techniki, rzecz jasna. Sasuke, nasi pradziadkowie również padli jej ofiarami. Ale w tamtych czasach… nie inaczej. Ech. Po prostu Kyori służyło kiedyś do parowania ludzi.
Zanim zgoła pojąłem fakty, mój brat zdążył ponownie się odezwać:
- Jak sami wiecie dawniej klan Uchiha był elitą. Było też wiele innych klanów, a ich członkowie pilnowali, aby następni potomkowie byli dziećmi  „dobrej krwi”. Zazwyczaj parowano Uchihów z innymi potężnymi klanami. Naturalnie znaleźli się buntownicy, którzy zakochiwali się w zwykłych mieszkańcach wioski, nie należących do elity. Na początku Kyori używano tylko w niektórych przypadkach, ale potem technika stała się popularniejsza. Osoba, która się buntowała została wbrew własnej woli parowana z kimś, kogo nie pragnęła. Była od niej uzależniona. Podobnie jak Sakura dusiła się, gdy nie było jej w pobliżu. Ich życie było mocno ograniczone, ale pobierali się i zakładali rodziny. Dopiero po długich latach cofano technikę, kiedy było już pewne, że nic złego się nie wydarzy, a kolejni potomkowie zawitali na świecie.
- Ale jeśli na mnie i na Sasuke miałaby zostać ona użyta… to w jakim celu? Nie jestem z żadnego klanu i…
- To było dawniej. Teraz władza się zmieniła i nie ma tak dużego nacisku na pochodzenie. Myślę, że w tym wypadku chodziło o zwyczajnie utrudnienia. Sakura… Opowiadałaś mi, że Sasuke przerwał twoją rozmowę z Ninją, który napadł cię na przyjęciu. Może wiedział kim jest Sasuke? Może nie spodobało mu się, że prawdopodobnie przez niego cała jego misja została opóźniona? Skoro był taki szybki…
***
To był jakiś koszmar. Jutsu, parowanie… wszystko brzmiało jak wyjęte z jakieś starej legendy. Ale Itachi był śmiertelnie poważny, wyrażał się jakby z całą pewnością żywił przekonanie do tej teorii, choć jakaś część jego nie do końca chciała w to uwierzyć.
W głowie miałam pustkę. Kilka minut temu snułam tysiące hipotez, a teraz nagle z tego zrezygnowałam. Wszystko było już wystarczająco zagmatwane. No i jeszcze wzrok Sasuke. Czułam jak raz za razem ukradkiem na mnie spogląda. Ja nie miałam tyle odwagi. Wbiłam wzrok w ziemię. Nawet nie wiedziałam o co powinnam się zapytać, czego pragnęłabym się dowiedzieć. Kompletny harmider w moim umyśle.
Poddałam swoje skronie krótkim masażom. Niechybnie zbliżałam się do płaczu, ale usiłowałam z tym walczyć.
- Jak dokładnie działa to Jutsu, skoro twierdzisz, że zostało na nas użyte? – Sasuke naraz nabrał więcej ostrości. Widocznie również nie dopuszczał do siebie tej informacji.
- Jedna osoba zawsze ma gorzej. W tym przypadku padło na Sakurę. Sami możecie się domyśleć, że gdy Sasuke nie ma w pobliżu, Sakura ma trudności z oddychaniem. Z książek wyczytałem wiele intrygujących rzeczy na ten temat. I wytłumaczenie jest proste. Wiem też dlaczego nie czujesz jej chakry.
Ze strachu nie byłam zdolna się poruszyć. Sasuke nie czuje mojej chakry? Myślałam, że się przesłyszałam, bo jego jest dla mnie wyraźnie odczuwalna. Z bezradności zakryłam twarz rękoma.
- Kiedy mi to powiedziałeś byłem już pewien. Nie odczuwasz chakry Sakury, ponieważ… masz ją w sobie. Jest częścią ciebie i twój organizm nie odczytuje jej jako obcej…
- Itachi! – Sasuke zrobił krok przed siebie i zazgrzytał zębami. Stałam osłupiała, tym bardziej nie zdolna do wykrztuszenia czegokolwiek.
- To nie moja wina, że zostaliście ofiarami! Wszystko na to wskazuje! Masz w sobie odrobinę chakry Sakury. Czy to nie jest idealne wytłumaczenie? Nie wypierajcie się. Dla mnie jest to tak samo niemożliwe. Ta technika od wielu lat jest zakazana! Nie rozumiem jak do cholery ten Ninja jej użył skoro po przyjęciu nie miał jeszcze zwoju!
- Właśnie, to niemożliwe – powiedział Sasuke, choć nie był już tak pewien swoich słów. Zerknął na mnie z wyrzutami. – Sakura…
Diabli wiedzą, kiedy ukryłam twarz w dłoniach. Ostatkami sił tamowałam łzy. To dzięki obecności Sasuke. Nie pokażę mu swoich słabości. Nie jestem już tą Sakurą, którą znał wcześniej!
Ale jestem pod wpływem jakiegoś chorego Jutsu.
Kyori…
- Wszystko dobrze? – w tle słyszałam Itachi’ego.
- A czy wygląda jakby wszystko było z nią dobrze?!
- Sasuke, rozumiem, że to jest szok, ale wszystko się zgadza. Gdy cię nie ma, Sakura zaczyna się dusić. Dzieje się tak, ponieważ jej chakra wyczuwa, że ta odrobina, która jest zamknięta w tobie jest daleko i próbuje się do niej zbliżyć. Tyle, że chakra ot tak nie może opuścić właściciela. Tworzy wtedy coś na podobieństwo bariery i…
- Nie! – zakryłam uszy. – Nie chcę tego dłużej słuchać! Jestem chora. C h o r a!
Sasuke w ostatniej chwili ścisnął mój nadgarstek i przyciągnął do siebie. Uderzyłam czołem w jego tors i w innych okolicznościach zapewne zarumieniłabym się po uszy… Teraz było mi obojętne jak blisko niego się znajduję…
- Nigdzie nie idziesz. Musimy to wyjaśnić… - powiedział surowo i odwrócił się za siebie. – Itachi! Czy jest jakiś sposób, aby to potwierdzić?
- Znak – oświadczył pośpiesznie.
- Jaki znak do diabła?
- W książkach czytałem, że osoby pod wpływem techniki zostają oznakowane. To podobno drobne, czarne elementy.
- Tatuaż?
- Nie wiem jak to wygląda. Najgorsze jest to, że nie wiadomo w jakiej chwili ten Ninja was zaatakował. Nie wiadomo jak można odwrócić technikę, ani jak ją wykonać…
Sasuke zwrócił się z powrotem w moją stronę. Sterczałam przed nim, zagapiona w jego klatkę piersiową.
- Domyślasz się, gdzie może być ten znak?
Pokręciłam głową.
Sasuke z bezsilności zwinął ręce w pięści i mogłam tylko wyobrazić sobie jak potężny ból wstrząsnął jego ciałem.
Chwila namysłu.
Rzeczywiście… Przy Sasuke zawsze czułam się dobrze, nawet lepiej niż zazwyczaj. Nie czułam duszności, ani tępego bólu w płucach.  Po prostu…
- Sakura! Sasuke! Przypomnijcie sobie! Może coś wam dokuczało, jakieś miejsce na ciele… może swędziało, lub w jakiś inny sposób dawało o sobie znać.
- Ja naprawdę… - zaczęłam pośpieszne, ale równie szybko zrobiłam pauzę. Oczy Sasuke zrobiły się nagle wielkie niczym spodki i sekundę później wyrósł tuż za mną. – Sasuke…
- To może być to – cichy pomruk.
- Co? – pytamy chórem z Itachi’m.
Poczułam jego dotyk na szyi. Ciepły i delikatny. Gdyby nie panujące we mnie napięcie, być może znowu poddałabym się słodkiemu odurzeniu. Ale teraz… trwałam w bezruchu nie chcąc choćby w najmniejszym stopniu zrujnować jego koncentracji. Odrzucił moje włosy w przód.
- Podejdź tu – zwrócił się do brata trybem rozkazującym. – Ostatnio Sakura co chwila chwytała się za potylicę. Kilka razy zdarzyło się jej to przy mnie.
Ach no tak, on ma rację.
- Zgadza się – przyznał Itachi i wyglądał trochę tak, jakby miał poczucie winy. – Szczwany lis z tego Ninja. Wybrał sobie idealne miejsce.
- Ej, zaraz! To jednak coś tam jest? – spytałam się.
- Mała czarna kropka. Więcej nie jestem w stanie zobaczyć przez twoje włosy – odpowiedział Sasuke.
No, nie. I oni tak bezceremonialnie grzebali mi w włosach, podczas gdy hipoteza Itachi’ego stopniowo odnajdywała swoje spełnienie? Coś niepozornego przeistoczyło się w istną katastrofę. Gwałtownie odwróciłam się przodem do nich i obrzuciłam surowym spojrzeniem. Byłam w rozsypce. Moja głowa była jednym, olbrzymim bałaganem.
- I co? – Ino byłaby zadowolona z mojego prychnięcia. – To wszystko? Okazało się, że jesteśmy pod wpływem jakiegoś Jutsu i tyle?
- Oczywiście, że nie. Jutro musimy zrobić testy. Trzeba się dowiedzieć po jakim dystansie zaczynasz odczuwać duszności. Naturalnie misja Sasuke musi zostać odwołana i przydzielona komuś innemu. Może ANBU uda się odnaleźć tego Ninja. W każdym razie teraz odzyskanie zwoju jest przymusem. Tam dowiemy się jak odwrócić działanie Kyori. Naruto jutro ma przeszukać wszystkie raporty i spisać potencjalnych podejrzanych.
Nie mogłam uwierzyć! Jak głos Itachi’ego mógł być taki lekki? Jak mógł przerzucić się na swój beztroski styl bycia w obliczu takiej sytuacji?
- Szczęście w nieszczęściu, że mieszkamy blisko siebie. Przynajmniej w domu jesteś wolna od działania tej techniki.
- Chcę dowodów! – ryknęłam w oczekiwaniu na zadowalającą odpowiedź. – Dlaczego na początku dusiłam się rano i wieczorem, a w szpitalu jedną noc miałam przekichaną, drugą było znośnie i… Cha, cha! Mam was! Kiedyś w szpitalu zdjęłam maskę i wszystko było w porządku! Sasuke nie był wtedy obecny…
Ok, być może miałam lekkie paranoje, ale tego było dla mnie za wiele. Tłumaczenia Itachi’ego już po pierwszym zdaniu przerosły mój umysł.
- Czy to przypadkiem nie był dzień później po spotkaniu czarn…ekchm, to znaczy Ren’a w szpitalu? – widziałam po minie Sasuke, że oczekiwał zaprzeczenia.
Niestety….
- Tak, było.
- A więc wyjaśnione! – starszy Uchiha znów stał się kłębkiem nerwów i zaczął nerwowo krążyć po pokoju. – Sasuke rano i wieczorem chodzi na treningi, dlatego się dusiłaś. W szpitalu byłaś bardzo oddalona od naszego domu, dlatego duszności nie ustępowały. Tego dnia, Sasuke i ja byliśmy w szpitalu na holu, czekając na godzinę odwiedzin. Był blisko ciebie, dlatego na chwilę przestałaś odczuwać duszności…
Od początku drażnił mnie styl bycia Sasuke. Ten taki opanowany i napełniony pewnością. Nie chciałam być gorsza. Od dłuższego czasu usiłowałam mu pokazać, że nie jestem starą, płaczliwą Sakurą, która czeka na jego ratunek! Ale teraz naprawdę nic nie było w stanie mnie powstrzymać. W ułamku sekundy odepchnęłam od siebie poprzednie myśli, miałam dość. Słowa „duszności” i „Jutsu” były zbyt często używane. Brak mi cierpliwości. Pod tym względem nie mogłam równać się z Sasuke.
Dlatego też, czując nagromadzone łzy, zacisnęłam oczy i z niezrozumiałym bełkotem (wpływ Satoshi’ego na mnie powoli zaczyna być widoczny) minęłam braci. Dosłownie połykałam kolejne metry. Nie dbałam o nic. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz, gdzie deszcz walił we mnie ze zdwojoną siłą, a niebo było tak ciemnie, jak podczas późnej nocy.
- Sakura! – głos Sasuke był jak dźwięk trąbki przystawionej do ucha. Zatrzasnęłam z impetem drzwi, które równie szybko z powrotem się uchyliły. Dobiegły mnie stanowcze kroki. Itachi szumiał w tle; nadal coś terkotał, ale pozostał w domu.
- Ja tego nie akceptuję! – maszerowałam jak w amoku. Ślepa na wszystko. Sasuke jednak szybko mnie dogonił i obrócił w swoją stronę.
Krople deszczu spływały po jego twarzy. Wyglądał przepięknie w takiej odsłonie. W jednej chwili zalała mnie potężna fala ciepła.
- Sakura, posłuchaj mnie! – zatrząsnął moimi ramionami. – Nie jesteś jedyną poszkodowaną. Dla twojej wiadomości ja też siedzę w tym bagnie i tak samo jak ty nie mam pojęcia jak do tego doszło ani kiedy to się stało!
- Ale to bezsensu! Co ze znakiem?!
- O czym ty mówisz? – zdziwił się.
- Nie pamiętasz? Przecież pierwszy raz poczułam ból, kiedy byliśmy razem na balkonie! Wtedy nie spotkałam jeszcze tego Ninja.
Zwęził oczy, zerkając na mnie podejrzliwie. Był tak blisko. Ku memu zdziwieniu tym razem, nawet będąc w rozsypce, poczułam jak rumienię się na policzkach, a ciepło opatula moje serce. Staliśmy na środku uliczki.
W końcu Sasuke odzywa się:
- Co nie oznacza, że wtedy go tam nie było! Jest jeszcze wiele do wyjaśnienia!
O nie! Pisnęłam przestraszona, kiedy łza potoczyła się po moim policzku. Miałam czystą chęć odskoczyć w tył, ale Sasuke mocno mnie trzymał. Pośpiesznie wytarłam ją wierzchem dłoni.
- Przepraszam… Ja po prostu…
Ale jego reakcja nie była taka, jakiej oczekiwałam.
- Nie płacz, Sakura – zrobiło mi się ciepło w okolicy serca, kiedy słuchałam jego pięknego, mocnego i aksamitnego głosu. Położył dłoń na mojej głowie i delikatnie pogładził. Wzdrygnęłam się. – To wszystko jest bezsensu, ale przysięgam ci, że odkryję kto i dlaczego nam to zrobił. Musiał mieć w tym jakiś powód. Naruto szuka podejrzanych, ja…
- Co zrobisz? Jesteś uwięziony w wiosce z mojego powodu – przerwałam mu ostro. Choć zachowanie Sasuke, rodem z innej ligi wprawiło mnie w trans, nie odebrało resztek rozsądku.
Podekscytowana, bez tchu, położyłam dłonie na jego torsie. Pociągnęłam nosem.
- Wiem jak bardzo zależało ci na przyłączeniu się do ANBU. Przepraszam cię…
Sasuke pochylił się i teraz nasze oczy znajdowały się na tej samej wysokości.
- Jesteśmy ofiarami jakiegoś Jutsu służącego do parowania ludzi, a ty przepraszasz mnie za to, że nie mogę wyruszyć na misję? – cień uśmiechu przeleciał po jego twarzy. Odgarnął kosmyk moich włosów, który przykleił się do czoła. – Daj spokój, dobra? Póki co postępujmy według wskazówek mojego brata i Naruto. Oni na pewno będą w stanie jakoś nam pomóc.
- Skoro tak mówisz – bąknęłam niczym nadąsane dziecko.
- No już, weź się w garść – otarł z policzka moje łzy i naraz się odsunął. Chyba jego samego zadziwiło to zachowanie. – Wracajmy. W domu jest przecież Satoshi.
Przez suchość w ustach, kiwnęłam głową.
***
- Yo, Sasuke. Jak się trzymasz? – Kilka dni później Naruto dosiadł się do mojego stolika, a w ręku trzymał krwiście czerwone pudełko. W milczeniu przyglądałem się jak je otwiera, wyciągając potwornie wielką kanapkę. – Posłuchaj, chciałem z tobą porozmawiać. Itachi mówił mi, że tu jesteś.
- O co chodzi? – zapytałem mechanicznie.
Uzumaki zacząwszy przeżuwać kanapkę, toczył po mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Przeglądałem raporty. Znalazłem kilka ciekawych rzeczy, ale więcej powiem ci jak znajdziemy Sakure. Właściwie, gdzie ona jest?
- Zawsze blisko mnie – parsknąłem ponurym śmichem i naraz rękawy mojej bluzy stały się niezwykle interesujące. Miętoliłem je palcami, które były w ciągłym ruchu.
- Czyli gdzie dokładnie?
- W środku – wysunąłem przed siebie palec wskazujący. Sakura Haruno i Sasuke Uchiha od wczorajszej nocy żyli w ograniczeniu. Dla mnie cała ta sytuacja była mocno pokręcona. Gdziekolwiek chcieliśmy się udać, musieliśmy się wzajemnie informować, tak, aby druga osoba była w pobliżu. Podczas treningów, Sakura zabierała Satosi’ego, Ino i Hinate na spacery okolicami blisko pola treningowego. W południe Haruno zastukała w nasze drzwi, a przemawiała przez nią czysta chęć spotkania się z przyjaciółką. Teraz one dwie były w barze z dzieckiem, a mi wystarczył stolik na zewnątrz. Konwersacja była opleciona jakimiś wyniosłymi słowami.
Prędko jednak pojąłem, dlaczego Sakura tak nagle zachciała spotkać się z Yamanaką.
- Pozwoliłem Sakurze-chan wtajemniczyć we wszystko Ino – Naruto przechylił się bliżej, rozglądając na boki. Tak jakby słowo „wtajemniczyć” przyciągało do nas krążących obok klientów baru.
Zrobiłem wielkie oczy.
- Ino? Do reszty odebrało ci rozum? Przecież wiadomość o Jutsu rozniesie się po wiosce z prędkością światła…
- Być może – wzruszył ramionami. – Ale weź pod uwagę stan Sakury. Nadal nie pogodziła się z tym wszystkim.
- Nie tylko ona – bąknąłem, wkładając do ust odrobinę ryżu. – Ja też nic z tego nie rozumiem, a już w szczególności powodów tego Ninja. Ta cała jego akcja pozbawiona jest sensu.
Na zwrot: „Ta cała jego akcja pozbawiona jest sensu!”, Naruto zmarszczył czoło i spojrzał na mnie jak gdybym to ja był winien całej tej katastrofie. Znów sprawiał wrażenie wiedzącego więcej ode mnie. Nienawidziłem tego! Świadomość, że taki młotek posiada więcej informacji (nie! miałem gdzieś, że jest Hokage) doprowadzała mnie do paranoi.
Rozzłoszczony patrzyłem jak plądruje kieszeń płaszcza i wyciąga kartkę o barwię wyblakłej żółci. Chwilę potem ów przedmiot z szelestem wylądował na stole.
- Co to jest?
- Dzieło Itachi’ego – oznajmił, a ja wiedziony ciekawością chwyciłem kartkę i zacząłem przywracać ją do pierwotnego kształtu.
No proszę, a jednak zapragnął uwikłać mnie w intrygi Wampira. 

30 lipca; przypuszczana data użycia Tankyori no Jutsu. Interwencja Sasuke podczas napaści. Oprawca wcześniej znał znaki do wykonania Zakazanej Techniki.
Podejrzani; na razie brak.
Znak umieszczony na potylicy.
Oprawca poruszał się z nadludzką prędkością.

Poważnie się za to zabrali. Właściwie nie powinno mnie to dziwić. Działania tego człowieka rzeczywiście były nieskładne i bez racji bytu. A koncepcja odnoście swatania mnie i Sakury była jak najbardziej absurdalna. Jakoś niezbyt przekonywało mnie to, że Ninja-Wampir, złodziej zwoju, zachciał ni z tego ni z owego, abyśmy zapadli się w czeluść miłości i namiętności.
Tu toczyła się gra o coś innego.
I kiedy powinienem dumać nad przyczynami użycia tajemniczego Jutsu, ciągle dręczyły mnie upiorne myśli odnośnie akcji przed domem. Co mnie podkusiło, aby otrzeć jej łzy? Co mnie podkusiło, aby pogładzić jej głowę? Co mną w ogóle kierowało w tamtym momencie? To jakiś obłęd! Nigdy, przenigdy nie okazywałem tyle czułości… zwłaszcza Sakurze.
Naruto zmierzył mnie wzrokiem. Czekałem na komentarz, ale on tylko przesadnie głośno westchnął.
- Pokręcone, prawda?
Zmarszczyłem brwi. Naruto był podłamany, owszem. Ale nawet mojemu bratu udało się pogodzić z sytuacją i wyrwać z bujania w obłokach. Lecz Naruto nieprzerwanie zamyślał się i z każdą spędzoną z nim chwilą byłem coraz pewniejszy tego, że coś ukrywa.
- Bądźcie jutro rano w moim gabinecie z Sakurą. Ta sprawa nie może czekać – odezwawszy się, przesunął czerwone pudełeczko na środek i wstał. – Idę powiadomić Sakurę. Zaraz wracam.
I wrócił. Tyle, że nie sam. Wytrzeszczyłem na niego oczy, kiedy po niespełna dwóch minutach, opuścił budynek z dzieckiem na rękach. Mijani ludzie pozdrawiali go z serdecznym uśmiechem przyklejonym do twarzy, a on sam jedynie kiwał głową, chichocząc pod nosem.
Pieprzeni Hokage…
- Sakura wcisnęła ci dzieciaka? – zapytałem znużony. Satoshi wodził zagubionym wzrokiem po przestrzeni. Z całą pewnością płoszyła go obecność tak wielu osób. Machał rączkami, nie widząc czy śmiać się czy płakać.
Uzumaki usiadł z powrotem usadawiając malucha na kolanach, przodem do mnie.
- Nie do końca. Sam go wziąłem.
- Co? – myślałem, że się przesłyszałem. – Oszalałeś? Sakura tego nie zauważyła?
- Oy! O co ty mnie posądzasz? Zapytałem Sakurę-chan czy mogę na chwilę z nim wyjść. W środku jest jeszcze większy tłok niż na zewnątrz i Satoshi był strasznie marudny. Sakura-chan jakoś nie specjalnie była przekonana do tej sugestii, ale Ino stanęła po mojej stronie.
- Jesteś niemożliwy…
- Wiem – odsłonił zęby w szerokim uśmiechu i od razu zwrócił uwagę na malca. – Tylko pamiętaj, żeby nic nie gryźć. I najważniejsze; nie śliń się. Wiesz, że wujek Naruto nie ma żadnej chusteczki?
Na miłość boską. On też ma schorzenie idiotycznego gadania do dziecka, które w tym czasie pochłonięte jest przez zupełnie inne zajęcie? Na przykład Satoshi zainteresował się teraz serwetką i sięgnął po nią rączkami.
- Powiedziałeś czarno-wł…kurczę, znaczy Ren’owi o całej sprawie? – zniosłem nierozumne spojrzenie blondyna. Po prostu nie potrafiłem przywyknąć, że on jednak ma jakieś imię.
- Musiałem. On i tak jest wystarczająco dociekliwy, więc prędzej czy później by to wyczaił. Właściwie to był przy mnie obecny, kiedy Itachi przyszedł, mówiąc, że ma podejrzenia w sprawie tej choroby.
To nie była zadowalająca odpowiedź.
- Wolałbym, aby jak najmniej osób o tym wiedziało. Nie dość, że on, to jeszcze Ino…
- Ren nie zaszkodzi sprawie. Zaufaj mi. Znam go od bardzo długiego czasu i wiem, że… jest po prostu dobrym człowiekiem.
- Lubisz go? – zapytałem, niestety na głos.
- A czemu miałbym go nie lubić? Jest z nami już sporo lat i ani razu się nie zawiodłem – przy ostatniej kwestii zrobił skwaszoną minę i spuścił wzrok.
Z trudem przyszło mi to zaakceptować, ale czarno-włosy arogant swoim obecnym charakterem przypomina odrobinę moją dawną wersję. Czy ona przypadkiem nie działała Uzumaki’emu na nerwy i nie zauroczyła Sakury? Być może na początku wszystko ze sobą współgrało. Sakura zakochała się w Kanoe, a Naruto nie mógł się pogodzić, że jest tak bezczelny i arogancki. W końcu Satoshi musiał jakoś powstać. Dlaczego więc naraz role się zamieniły? Sakura nienawidzi Ren’a, a Naruto darzy go pełnym zaufaniem…
Kolejna podejrzana rzecz… Koniecznie dopiszę ją do swojej własnej listy.
Wtedy z tłumu krzątającego się przy barze wynurza się jakiś mężczyzna i ponad wszelką wątpliwość śpieszy w naszą stronę. Naruto siedział tyłem, więc nie mógł tego dostrzec.
- Wielmożny Hokage! – krzyczał, używając łokci do torowania drogi. Naruto podskoczył w miejscu i obrócił się. Jego uśmiech zbladł.
- Usabi? Co ty tu u licha robisz? Miałeś być w moim biurze!
Mężczyzna zatrzymał się przy naszym stoliku i podparł na kolanach, sapiąc. Miał na sobie zieloną, szeroką koszulę, a w pasie obwiązany był srebrnym paskiem. Jego krzywe nogi podkreślały dosyć obcisłe spodnie, a piegi na twarzy zdawały się tańczyć w promieniach słońca.
- P-przepraszam, ale jest pilne wezwanie! – wyprostował się. – Do gabinetu zgłosił się członek ANBU, który ma pewne informacje. Podobno ominął je pisząc raport.
- Rozgłosiłeś to po całym ANBU? – warknąłem na Uzumaki’ego. Satoshi jęknął w tle i Naruto szybko posadził go na blacie stołu. Maluch w końcu dosięgnął upragnionej serwetki.
- Nie rozgłosiłem – powiedział Naruto, protestując ruchem ręki. – Kazałem poszukać im jakiś potencjalnych podejrzanych. Nie mówiłem w jakim celu. Usabi… - przekierował wzrok na rudego mężczyznę. – Kto dokładnie zgłosił się do gabinetu i jakie ma informacje?
Perfekcyjny wzór męskiej niedoskonałości ukradkiem na mnie zerknął, a potem ściszył głos do minimum.
- Takich informacji mogę udzielić tylko tobie, Wielmożny.
Rany, co za podlizywacz. Sądząc po sposobie zwracania i „wyglądzie” (co jak co, ale rude włosy, krzywe nogi i piegi to nieczęsty widok) prawdopodobnie był on sekretarzem Naruto. Więc to on zastąpił miejsce Ren’a? Właściwie dlaczego czarno-włosy arogant nie pracuje u Naruto, skoro ten darzy go tak wielkim zaufaniem?
Coraz bardziej zaczęło mi się to wszystko nie podobać.
Uzumaki zerwał się na równe nogi, trzymając Satoshi’ego.
- Usabi, natychmiast tam idź i każ mu czekać. Za chwilę cię dogonię.
Nie wiem dlaczego, ale gdy popatrzyłam na syna Sakury, ogarnęły mnie mroczne przeczucia. Pech chciał, że słusznie. Naruto na zmianę spoglądał na mnie i na Satoshi’ego.
- Sasuke…
- Chyba żartujesz – prychnąłem wyniośle. – Zanieś go do Sakury, ja nie umiem zajmować się dziećmi.
- Nie mam czasu – rozłożył paniczne ręce, dosłownie rwąc się do rozpoczęcia biegu. – To pilna sprawa! Dotyczy w końcu ciebie i Sakury-chan i może jakoś uda nam się to rozwiązać! Błagam! Zanim przecisnę się do Sakury-chan i Ino miną wieki!
- Nie.
- Sasuke! Nie bądź idiotą!
- Nie jestem idiotą i nie jestem również niańką!
- W takim razie sam zanieś go do Sakury, ja muszę lecieć za Usabi’m!
- Naruto nawet nie próbuj…! – jakby dane mi było dokończyć! Naruto posadził malca z powrotem na stole i poderwał się do biegu. - …mnie z nim zostawiać – dodałem smętnie.
W innych okoliczność darłbym się na niego póki nie zniknąłby za zakrętem, albo, jeśli byłbym już porządnie rozwścieczony, spróbowałbym go dogonić, ale… Satoshi. Nie chciałem, aby wystarczył się mojego ryku. Jego płacz to ostatnie czego potrzebowałem…
Chwila milczenia.
To chyba niekulturalne, aby dziecko poruszało się po stoliku, przekonały mnie do tego zniesmaczone spojrzenia mieszkańców, którzy o tej porze również wałęsali się blisko baru, lub zajmowali miejsca niedaleko.
Westchnąwszy, podniosłem się z miejsca i zrobiłem najgłupszą rzecz na świecie. Z niezwykłą ostrożnością poszedłem śladami Naruto i posadziłem Satoshi’ego na kolanach.
Malec w ręku trzymał serwetkę i momentalnie włożył ją sobie do buzi.
- Ej! – warknąłem instynktownie mu ją wyrywając. Coś wewnątrz podpowiedziało mi, że zjedzenie tego nie najlepiej wpłynie na jego układ pokarmowy. – Tego się nie je, zapamiętaj to. I weź sobie do serca słowa Naruto; nie śliń się.
Wielkie nieba! Czy ja właśnie gadam do dziecka?
Chyba postanowił sobie ze mnie poszydzić, bo naraz wybuchł śmiechem i zamknął w dłoni mój kciuk. Znów zadziwiła mnie wielkość jego rączki w porównaniu do mojej. Poczułem jak robi mi się ciepło w okolicach serca.
Wstrząsnąłem ramionami, jak gdybym próbował wyrwać się ze snu.
I wtedy przy wejściu zatrzymała się jakaś staruszka. Pięćdziesiąt/sześćdziesiąt lat. Nigdy nie szło mi wyznaczanie wieku po krótkim kontakcie wzrokowym. Jej ciepły i kojący uśmiech nie wróżył dla mnie nic dobrego. Tym bardziej, gdy bez cienia wątpliwości patrzyła właśnie na naszą dwójkę.
- Co za słodki bobas… – westchnęła, wprawiona w nostalgiczny nastrój. Z szoku coś stępiło moje zmysły i kazało odwrócić za siebie, upewniając się, że kobieta zwraca się do mnie. Ale cichy chichot utwierdził mnie w przerażającym przekonaniu. Kiwnęła rozbawiona głową. – Ile ma?
Dobre pytanie.
- Niedługo będzie miał roczek – wypaliłem pierwsze lepsze co przyszło mi na myśl. Przynajmniej tak odpowiedziała ostatnio jakaś kobieta w filmie. To była chyba komedia romantyczna. W każdym razie Itachi był nią wielce podekscytowany.
Prosiłem tylko, aby dystans między mną, a tą staruszką nie uległ najdrobniejszym zmianą. Błękit jej tęczówek wwiercał się w Satoshi’ego.
- Och, jest do pana taki podobny.
Matko Boska!
- Nie, nie… to nie moje dziecko. Tylko się nim opiekuję – wypowiedzenie tych słów przymilnym tonem było dla mnie ogromnym wysiłkiem.
Kobieta spochmurniała.
- Nadal uważam, że jest do pana podobny.
I weszła do baru. Najgorsze było to, że nie zdążyłem wyjść z osłupienia, a już w drzwiach moja poprzednia rozmówczyni minęła się z przybitą Sakurą i Ino, która pocieszająco klepała ją po plecach.
Obserwowałem jak zaciekle próbują wypatrzyć mnie w morzu ludzi. W końcu spojrzenia moje i Ino spotykają się. Blondynka pociągnęła Sakurę za rękaw i już miała wysunąć palec wskazujący, gdy niespodziewanie zastygła w bezruchu. Przez głowę przeleciało mi setki myśli, a kiedy Sakura podążyła wzrokiem za przyjaciółką, myślałem, że stanie mi serce.
Momentalnie zjawiła się przy stoliku, lekceważąc zbulwersowane uwagi potrąconych osób typu: „Uważaj jak chodzisz!”, lub „Do jasnej cholery, dziewczyno!”
- Sasuke – stanęła w lekkim rozkroku z szeroko otwartymi oczami. Ino czaiła się za jej plecami. – Gdzie Naruto i… co robisz tu z Satoshi’m?
- Dostał pilne wezwanie do biura – wyjaśniłem, siląc się na naturalność. – Zostawił mi go i uciekł. Nawet nie zdążyłem nic powiedzieć… Młotek.
- Sakura, czy ty widzisz to, co ja? – Ino nachyliła się nad uchem Sakury. Była od niej znacznie wyższa.
Haruno milczała.
- O czym wy mówicie? – nie mogłem znieść ciężaru ich spojrzeń. Zerknąłem na malca. Usilnie starał się wydostać serwetkę z mojej dłoni, nieprzerwanie ściskając mi kciuk.
W tle rozlegał się gwar rozmów i skrzyp drewnianej podłogi. Ponieważ Sakura bez słowa podeszła bliżej i wzięła malca na ręce, Ino poczęła zalewać nas potokiem słów:
- Satoshi boi się obcych. Boże… który raz widzi ciebie, Sasuke? Chyba dopiero trzeci, albo czwarty. Do mnie nawet po miesiącu nie mógł się przekonać i ciągle płakał… Niesamowite! Ech, może po prostu nie działam pozytywnie na małe dzieci.
- I co? Mam czuć się zaszczycony? – Sakura wywróciła teatralnie oczami na moje słowa i mlasnęła zirytowana.
Tak, tak. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego co obecnie myślała. „Boże! Moje dziecko z kryminalistą i mordercą! Koniec świata.” W każdym razie dobrze, że nie słyszała moich myśli, bo z całą pewnością by ją przeraziły. Satoshi ostatecznie nie okazał się taki zły. Miło też było wiedzieć, że jest się wyjątkiem wśród wszystkich osób.
- On nie lubi nawet Ren’a – dodała Ino, jakbym rzeczywiście powiedział to wszystko na głos.
Ach! Rozpierała mnie niesamowita duma. Pokonałem nawet tatuśka.
- Ino, skończ już. Dziękuję ci za spotkanie – zrugała ją Sakura.
- Żartujesz? To spotkanie zapamiętam do końca życia! Cha! To jest wręcz genialne! Nie wiedziałam w ogóle, że da się być tak mocno od siebie uzależnionym. Teraz rozumiem, że każdą chwilę musicie spędzać razem… prawda, Sakurcia?
***
Gdy Ino zwracała się do mnie „Sakurcia” oznaczało to, że w swoim wnętrzu knuje jakieś intrygi. Nie spodobała mi się jej reakcja. Naturalnie była zaskoczona, ale bardziej ekscytował ją fakt na jakiej podstawie działa to Jutsu, niż Ninja, który wyrządził nam te krzywdy.
Rozmawiała z nami jeszcze kilka minut, po czym usprawiedliwiła swój pośpiech zbliżającym się obiadem.
- A-ale przecież właśnie jadłyśmy… - spierałam się. Od kiedy prawda o Jutsu wyszła na jaw, czułam się niekomfortowo w towarzystwie Sasuke. Yamanaka jednak była już oddalona o kilka stóp, szczerząc zęby w uśmiechu.
- Widocznie ja potrzebuję dużo więcej energii. Nadal jestem głodna.
- Ino!
- No co? – wzruszyła ramionami. – Spotkamy się jutro, OK? Musisz mi koniecznie opowiedzieć więcej rzeczy na temat Kori.
- Kyori – poprawił ją Sasuke. Ciarki przeszyły moje ciało na dźwięk tego słowa i jego lekkiego głosu.
- Wszystko jedno. Na razie!
Rozpłynęła się w powietrzu.
Z sercem w gardle odwróciłam się na pięcie. Sasuke zasunął za sobą krzesło i wyprostował się.
- Przepraszam, że to tak długo trwało – powiedziałam. – Ino strasznie przeżywała całą tą sytuacje, a potem jakaś banda młodzików wcisnęła nam się w kolejkę. Ino mocno się wkurzyła i myślę, że do końca życia będą omijać ją szerokim łukiem.
- W porządku. Ja też długo czekałem na swoje zamówienie.
- Co to za sprawa, w której został wezwany Naruto?
- Nie wiem – gestem nakazał mi iść przodem. Oboje wyszliśmy na środek Konohańskiej uliczki, która o tej porze spowita była tysiącami mieszkańców, spieszącymi w rozmaite miejsca. W przeciwieństwie do nich, ja wraz z Sasuke spacerowałam tak wolno, że zdawało mi się, iż w ogóle się nie poruszamy. Satoshi niespokojnie wiercił się w moich ramionach, wydając z siebie jęki. – Ten cały Usabi powiedział, że nie może udzielić mi tych informacji. Wiem tylko, że jakiś ANBU stawił się w gabinecie, twierdząc, że ma potrzebne informację – dodał nagle Sasuke.
- Naprawdę? – zdziwiłam się. – Może dzięki temu… Hej, kochany! Uspokój się, bo zaraz spadniesz! – skarciłam syna.
Sasuke miał rację. Dzieci i tak tego nie zrozumieją. Z przeciągłym westchnięciem wzmocniłam uścisk. Teraz rozległ się cichy śmiech.
Ponownie dopadła mnie ta straszna myśl. Sasuke, Satoshi. Wyglądali tak… ach! Nie potrafiłam opisać tego słowami. Coś zakuło mnie wtedy w sam środeczek serca i do teraz prześladuje. Maszerowałam obok Sasuke, ocierając się o jego ramie.   
- Dowiedziałaś się czegoś nowego? – wyłapałam jego głos pośród gardłowych śmiechów i głośnych rozmów.
- Nie. Całymi dniami siedzę z Satoshi’m w domu. Wychodzę tylko podczas twoich treningów. Dzisiaj pomyślałam… po prostu chciałam, żeby Ino wiedziała. Byłam w tym sama i nie miałam komu się wyżalić. Sam wiesz… - uśmiechnęłam się blado. – Kobiety czasem tak mają.
- Nie jesteś w tym sama. W końcu to ode mnie jesteś uzależniona.
- Mam się tobie wyżalać? – zaśmiałam się, lecz powaga Sasuke nakazywała mi wziąć się w garść. Tak też zrobiłam. – Yyy…
- Możesz się wyżalać. Od tej chwili stanowimy duet.
- Duet? – tego się nie spodziewałam.
Sasuke sprawiał wrażenie zmieszanego i nerwowo skrzyżował ręce na piersiach.
- Wiesz o czym mówię. Musimy współpracować i zrobić coś, aby dowiedzieć się prawdy.
- Ale ja miałam na myśli raczej takie babskie wyżalanie się.
- Zniosę nawet to – kąciki jego ust leciuteńko się uniosły. Patrzyłam na niego z ukosa, oczarowana takim zachowaniem. To znowu podchodziło do zupełnie innej ligi. Sasuke, który bezczelnie wtargnął w nocy do mojego domu, nigdy by się tak nie zachowywał.
Może to całe Jutsu nas do siebie zbliży?
Nakaz bycia blisko siebie jest w końcu dość surowy i nieoczekiwany. A może Sasuke zwyczajnie zezłościł się, że bez jego zgody wygadałam wszystko Ino?
- Masz rację – zamiast rozsądku, przemówiło moje serce. – Od teraz stanowimy duet i odkrycie prawdy to nasz obowiązek.


Od autorki: Owszem, musiałam to zagmatwać do tego stopnia, ale pomysł na taką fabułę przypadkowo narodził mi się w głowie. Postanowiłam natychmiast go wykorzystać. Póki co wszystko wydaje się bezsensu, ale na tym opiera się właśnie cała historyjka, więc mam nadzieje, że cierpliwie poczekacie. Wiecie, że jutro szkoła? Ja tez wiem xD Dlatego śpieszyłam się z tym rozdziałem, aby trochę zabarwić ten okrutny wieczór. Ech, wakacje tam szybko przeminęły. Przyuważycie błędy? Proszę o zawiadomienie ;)
Dedykacja dla kochanej Senseless. Masz talent i zdania nie zmienię!


22 komentarze:

  1. Genialne .. !!! *.* nie mogę się doczekać nexta ;p a z racji tego, że jesteś naprawdę niesamowitą pisarką . ? (mogę tak do cb mówić ^^), a rozdziały są zawsze nieprawdopodobnie wciągające i jeszcze to, że na pojawienie się następnego rozdziału czekam zawsze z tydzień (codziennie po kilka razy wchodząc na tego czy tez na Twojego pierwszego bloga) więc dzisiejszą notkę czytałam dokładnie 34 min . aby jak najdłużej móc cieszyć się Twoim wspaniałym dziełem .. Aha i jeszcze co do SOH rozdział i grafika.. SupeRr.. =) i przepraszam, że ostatnio twierdziłam, że odpuściłaś sb bloga SOH .. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 34 minuty? O rzesz ty... w takim razie piszę strasznie długie rozdziały xD
      Aj, aj. Dziękuję, że uważasz mnie za "niesamowitą pisarkę" :D

      Usuń
  2. Cóż mogę powiedzieć... Rozdział był na prawdę dobry. Wreszcie było czuć trochę czułości. No i jak zwykle wykazałaś się jeśli chodzi o styl i pomysłowość.
    Ale błędy też się znajdą. Jak np. to jak zmieniasz narracje z Sasuke na Sakurę i na odwrót. Nie ma w tym żadnej spójności. Piszesz ja zrobiłam, a zaraz ja zrobiłem, to potrzebuje odpowiedniego odcięcia od siebie. Kiedy zaczynasz pisać w innej narracji, stawiaj przedtem trzy gwiazdki, czy co tam innego wymyślisz.
    Nie wiem, czy znalazłam coś jeszcze, a jeśli nawet, to zapomniałam. (To wszystko przez tą szkołę.)I na prawdę doceniam twój wysiłek, żeby dodać rozdział akurat dziś. To faktycznie osłodzenie.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ikula

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co się nie wypowiadam na temat rozdziału, zrobię to jutro, żeby zdążyć ochłonąć — jestem póki co zbyt zdziwiona faktem, że dostałam dedykację po raz pierwszy w życiu. W dodatku, na moim ulubionym blogu. <3
    Jezu, kochana, dziękuję Ci! Dostałam wspaniałego kopa od weny i może w związku z tym jeszcze w tygodniu sie coś pojawi. :D
    Swoją drogą, jestem zachwycona faktem, że następny rozdział wypada w moje urodziny. <3
    Pozdrawiam, Senseless

    PS. cytat na początku cholernie pasuje do mojej osoby, wiesz? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie musisz mi dziękować. Uwierz, że to prawdziwa przyjemność pisać rozdział z myślą o tobie :P.
      A jeśli dostałaś kopa od weny, to jestem z siebie podwójna zadowolona! Czekam niecierpliwie na nowy rozdział u ciebie!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Oh tak! Z pewnością wieczory stają się milsze, gdy czyta się coś tak wspaniałego! Lubię, gdy Sasuke ma do czynienia z Satoshi'm. Strasznie bawi mnie jego zachowanie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezmiernie miło, że potrafiłam umilić ci wieczór ;)

      Usuń
  5. A więc.
    Ekhem, ekhem, ekhem.
    Błędy chyba jakieś były, ale mało mnie one obchodzą, szczerze mówiąc. Jakiś brak przecinka nawet mnie nie drażnił, choć na punkcie interpunkcji mam świra. Po prostu... rozdział był tak świetny, że nie zwróciłam na to uwagi.
    Wreszcie się czuło zrobiło, no!
    Jejku, już sobie wyobrażam Sasuke z Satoshi'm, naprawdę. Gdyby nie fakt, że przekręciłaś to w drugą stronę, byłabym sobie w stanie wyobrazić płacz chłopczyka i to, jak ciągnie go za rękaw, a gdy Uchiha podchodzi do wózka, mały instynktownie się odsuwa gdzieś wgłąb. xD
    Swoją drogą, jeszcze raz dziękuję Ci za dedykację, pozdrawiam i życzę weny, Senseless

    OdpowiedzUsuń
  6. Ją też lubię gdy sasuke jest z małym:-) noo cudownie co mam więcej pisać? Nawet błędów nie widziałam:-) Hay

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze powiedziawszy nie zauwazylam bledow, bo bylam zbyt oczarowana przebiegiem wydarzen. Co do Sasuke+ Satoshi chce wiecej! Uwielbiam jak Sasuke z nim siedzi. Mam nadzieje ze szybko napiszesz dalej, bo zjada mnie ciekawosc. Mam pewne podejzenia ale nie bede nic mowic. Ciekawe czy sie sprawdza ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej. Piszesz naprawdę fantastycznie! Masz talent, zdecydowanie. Ładnie rozwijała się akcja, a pomysł jest bardzo ciekawy. Dodawaj zaraz następne rozdziały :) zapraszam do mnie na http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle super :) mam nie jasne przeczucie, że Satoshi to nie jest dziecko Rena... :)
    Zapraszam na nowy rozdział po wakacjach na

    http://anastasiane-reheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Również pozwoliłam sobie dodać Cię do linków, ponieważ, jak wcześniej pisałam Twoja twórczość mi się spodobała. Oczywiście będę tu zaglądać i pewnie komentować nowe rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za dodanie do linków :3

      Usuń
  11. Super, że dodałaś rozdział. Tak podejrzewałam, że "choroba" Sakury jest uzależniona od Sasuke. Wreszcie pojawiło się trochę wątku romansu :)) Uwielbiam Twój styl pisania! Czekam na następny, a u mnie pojawił się trzeci rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. Agh! Super, lepiej być nie może, lecz przeczytałabym jeszcze CO NAJMNIEJ 5 takich rozdziałów xP
    Co mogę powiedzieć więcej... Chyba wszystko co miałam powiedzieć, powiedziałam.
    Sorki, że tak krótko i nieskładnie, ale jestem kompletnie padnięta...
    Na koniec zaproszę cię (nie pamiętam, czy już cię zawiadamiałam) na pierwszy rozdział :)
    house-of-nightmares
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. http://ikirukoto-o-aisuru.blogspot.com/ Mój nowy blog, serdecznie zapraszam :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytam Twojego drugiego bloga już od samego początku jego powstania i utwierdzam się w przekonaniu że masz ogromny talent.Naprawdę ;) Szata graficzna podoba mi się i moim zdaniem świetnie pasuje do opowiadania. A co do samego opowiadania to ... ŁAŁ :) Ciekawy pomysł,dobrze rozwijająca się akcja i w ogóle nie mogę się doczekać każdej następnej części;)

    Pozdrawiam i życzę weny ;)
    Keade153

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapraszam na nowy rozdział na
    http://anastasiane-reheart.blogspot.com/
    P.S
    patrząc na datę dodania kolejnej notki aż mi się płakać chce, że dopiero 15 września...

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytam twój blog na Onecie i jestem nim oczarowana.
    Zamierzam się właśnie za to opowiadanie.
    Nie chciałabyś w wolnej chwili wpaść na http://zbrodnie-milosci.blogspot.com/ ?
    Co prawda jest tam tylko prolog...
    Z góry przepraszam za Spam,jeżeli chcesz po prostu zignoruj go;d

    OdpowiedzUsuń
  17. Woooow. To jutsu... No kompletnie sie go nie spodziewałam. Mam nadzieję, że więcej czasu będą spędzać we trójkę - w mojej wyobraźni to tak słodko wygląda :3

    OdpowiedzUsuń
  18. To otarcie łez i pogłaskanie po głowie... ^^ A potem opiekowanie się Satoshim. Jak Sasuke musiał świetnie wyglądać z takim małym brzdącem na rękach. xd :3
    Nowe informacje, nie mogę się ich doczekać..
    Haahah. Rude, krzywe nogi, piegi, to pewnie sekretarz Naruto. Niektóre teksty Saska mnie rozwalają. xd
    Hmm.. ciekawe czy ten tatuaż na głowie Haruno rzeczywiście jest taki malutki. :>

    OdpowiedzUsuń