niedziela, 3 lutego 2013

XXV. Niech rozpocznie się bitwa!


„Nie sztuka pokochać, znacznie trudniej wytrwać.”
Elizabeth Taylor


Sasuke zakasłał i wzdrygnął się. Oczy miał zaciśnięte, a blisko jego lewej piersi widniała długa szrama krwi, zajadająca czerwienią ciemną kamizelkę. Powściągnęłam się przed natychmiastowym odruchem warunkowym, jakim byłoby rzucenie się na Wampira. Teraz moim priorytetem stało się udzielenie Sasuke pomocy.
Ciepła energia obtoczyła moje dłonie. Przyłożyłam je płasko do torsu Uchihy, który stęknął z bólu i zakrztusił się.
 - C-co oni ci zrobili? – majaczyłam, walcząc ze łzami. Bądź co bądź nie spodziewałam się takiego potoku wydarzeń. Dopiero widok krwi uprzytomnił mi, że Sasuke, tak jak ja, jest tylko człowiekiem.
 - Zaplanowaliście to? – usłyszałam znajomy głos. Ren stał dwa metry od nas, odwrócony przodem do Wampira. Widziałam jak dygocze ze złości.
Wróg pokiwał głową i pochwycił jedno z kilkunastu kunai, zetkniętych za grubym pasem.
 - To była tylko kwestia czasu. Byłem pewien, że nie zostawią cię na pastwę losu. Nie schwytaliśmy cię dla informacji. Nie były nam one potrzebne… - zaśmiał się cierpko. – Z kolei wam… wręcz przeciwnie, nie mam racji, Sakura Haruno?
On mówił do mnie.
Podniosłam zaszklone oczy i spojrzałam na niego. Dopiero teraz miałam okazję dokładniej przyjrzeć się Ketsuto. Miał krótko ścięte jasne włosy, niemalże białe. Jego hipnotyzujące głębokie oczy wpatrzone były we mnie. Wampir był równie przerażający w światłach dnia, co na poł połkniętym przez mrok przyjęciu powitalnym dla braci Uchiha. Usiłowałam zebrać się w sobie, by sprawić wrażenie silnej, ale widok Sasuke i świadomość obecnej sytuacji były zbyt wielkim ciężarem. Mimo to zdobyłam się na przyprawione złością parsknięcie.
 - Widzę, że w twoich oczach czają się dziesiątki pytań – mówił dalej, używając pogardliwego tonu. – Śmiało, nie krępuj się. Król pozwolił mi chwilę z wami porozmawiać. Jest bardzo zaintrygowany.
Pociągnęłam nosem.
Ren obrócił się i ruchem ręki nakazał mi milczeć. Nie miałam zamiaru dostosować się do jego polecenia. Być może była to jedyna szansa na wyciągnięcie jakichkolwiek informacji.
 - Jak zdołaliście tak szybko zareagować? – spytałam. – Skąd w ogóle wiedzieliście, że jesteśmy w zamku?
Westchnięcie Ren’a przerwał złowieszczy ton Wampira:
 - Masz do czynienia z ludźmi posiadającymi spis zakazanych Jutsu i pytasz się skąd wiedzieliśmy, że jesteście w zamku? To proste! Dzięki pewnej technice mam kilkakrotnie wzmocniony słuch i węch. Tak naprawdę pierwszy wasz odgłos usłyszałem już przed wejściem do tylnych drzwi. Słyszałem wasze słowa, szepty, cały niecny plan, który niestety nie do końca się powiódł – urwał, przeszedł kilka kroków i zaczął jeździć kciukiem po stalowej powierzchni ostrza. – Choć muszę przyznać, że mnie zaskoczyliście. Nie spodziewałem się, że wytrzymacie tyle czasu. A jednak.   
 - Kto zranił Sasuke? – dopytywałam się, starając lekceważyć jego niepotrzebne uwagi.
Na twarz mężczyzny wpełzł uśmiech zwycięscy.
 - Ja – wycedził. – Jeszcze chwila, a powaliłby całą naszą armię, a na to nie mogłem pozwolić, nawet jeśli oglądanie waszej dwójki było przednią zabawą.
Czułam jak do krwi wdziera mi się adrenalina, jak panoszy się w żyłach, rozprowadza w moim wnętrzu. Złość sprawiła, że strumień buzującej chakry powiększył się dwukrotnie. Sasuke jęknął cicho i uchylił powieki. Widziałam jego zdezorientowanie i pytające spojrzenie, które wodziło po moim obliczu.
 - Sakura?
Krew na jego torsie zakrzepła. 
 - Leż spokojnie, jeszcze moment – nakazałam surowo, koncentrując się na zielonkawym światełku, które jarzyło się w okolicach moich dłoni.
Nagle Ren poderwał się do biegu.
 - Zapłacicie mi za wszystko! Za zwój, za spisek! Za wszystko!
 - Ren, nie rób tego! – Cudem powstrzymałam się przed gwałtowną reakcją. Nie mogłam teraz przerywać. W żołądku poczułam nieprzyjemny ucisk, gdy Wampir rozpłynął się przed oczami Kanoe. Ułamek sekundy później chłopak uderzył kolanami o grunt. Niewidzialna siła odepchnęła go, a potem przyłożyła w twarz. Wydobyłam z siebie pisk przerażenia.
 - Sempai! – rozległo się wołanie.
Sempai?
Wytężyłam wzrok, a tuż za odgrywającą się sceną grozy zauważyłam Akashi’ego, który był uwięziony w ramionach jednego ze strażników. Do przytrzymania szargającej się Tsubaki potrzeba było aż dwóch mężczyzn, ale dziewczyna i tak stawiała opór, trzęsąc się w dzikich spazmach paniki.
 - Chcę rozmawiać z wujkiem! – warczała.
Wampir zaprzestał używania Jutsu i pojawił się za klęczącym na ziemi Ren’em, który usiłował złapać oddech. Serce podeszło mi do gardła, gdy Ketsuto rzucił nim niczym szmacianą lalką, a następnie podnosząc go oburącz przygwoździł do przedniej ściany zamczyska.
Tabuny ludzi nagromadzonych przy najbliższej uliczce cofnęły się kilka kroków i z przestrachem obserwowały wydarzenia.
Żaden z nich nie wykazywał chęci do udzielenia pomocy.
 - To złodzieje! – z płuc Tsubaki wydobywał się głośny krzyk, kierowany do mieszkańców. – Wasz ukochany król jest złodziejem! On ukradł zwój! Nie stójcie tak, tylko coś zróbcie!
Uścisk Wampira wokół szyi Ren’a zelżał, gdy ten wściekle odwrócił się w stronę dziewczyny.
 - Zaprowadźcie ich do środka! No już! A wy… - tu zwrócił się do zgiełku ludzi. – Wracać do swoich zajęć! My zajmiemy się intruzami – syknął.
Ren zaczął wierzgać nogami, usiłując odciągnąć ramiona Wampira swoimi dłońmi.
 - Ren!
Krzykiem zdołałam zwrócić jego uwagę. Kanoe spojrzał na mnie. Twarz miał poczerwieniałą przez brak dopływu tlenu. Wtem jego wzrok nabrał ostrości, przekierował go na Wampira i z głośnym okrzykiem grzmotnął w jego brzuch obiema nogami.
Mężczyzna zachwiał się, ale prędko odzyskał balans, na powrót rozpływając się w powietrzu.
Spojrzałam na Sasuke.
Wciąż był otumaniony, ale szrama na jego torsie prezentowała się już znacznie lepiej. Krew przestała napływać, a oddech Uchihy zaczynał przybierać miarowy rytm.
Ostatnie nawoływania Tsubaki i Akashi’ego ucichły echem w zamkowym wnętrzu, tak jakby oboje zostali wciągnięci przez wir nicości.
Tylko ja mogłam pomóc.
Ale w jaki sposób?
Zielonkawa chakra nie powstrzyma Wampira przed zabiciem mojego przyjaciela.
Resztami sił utrzymywałam łzy w środku. Spodziewałam się niemalże wszystkiego po podróży na tajemniczą wyspę, ale takiego scenariuszu nie byłam w stanie przewidzieć. Rozsadzała mnie złość i przytłaczający smutek. Niebo spowite było kilkoma drobnymi chmurami, a zza jednej właśnie przedostał się ciepły blask słońca. Nagle jakiś metalowy przedmiot ściągnął na siebie promienie i zamigotał, rażąc mnie oślepiającym połyskiem.
No tak!
Katana Sasuke!
Podniosłam wzrok. Ren z prawdziwą brawurą walczył o utrzymanie przewagi, próbując jednocześnie okiełznać napierającą na niego siłę. Ketsuto raz za razem znikał przed jego oczami przeistaczając się w niewidoczną dla ludzkiego oka siłę, która ciskała Ren’em o ziemię. Na pierwszy rzut oka było jasne, że pojedynek jest z góry przesądzony.
 - Nie próbujcie odbierać nam tego, co nasze! – rozległ się ryk Ketsuto, który właśnie zjawił się za Ren’em i zgarnął chłopaka z powrotem na ścianę zamczyska. Z jego ust wydobył się straszliwy jęk bólu.
Zatrzymałam pulsującą w moich dłoniach leczniczą chakrę i ścisnęłam rękę Sasuke, pochylając się nad nim. Drugą sięgnęłam po katanę, która tkwiła w jego dłoni.
 - Trzymaj się. Za chwilę będzie po wszystkim – powtórzyłam swoją mantrę.
Sasuke znów zaniósł się dławiącym kaszlem i wykrztusił moje imię. Najwyraźniej podczas ataku Ketsuto do krwi Sasuke przedostała się jakaś substancja otępiająca. Na szczęście nie zdawała się być szkodliwa. Udało mi się pozbyć większej jej części podczas leczenia.
Kiedy wreszcie dosięgnęłam katany stanowczym ruchem wyrwałam ją z uścisku Uchihy, wiedząc, że on sam do końca nie jest świadom tego, co dzieje się na przestrzeni jego otoczenia. Podniosłam się z ostrzem w ręku, zachwycona jego lekkością i swobodą, jaką czułam starając się dogodnie nim obsługiwać.
Po mojej prawej rozciągały się tłumy gapiów, którzy mimo rozkazu Ketsuto, nieustępliwie trwali w miejscu, obserwując moje działania. Teraz byłam im wdzięczna za milczenie. Póki co Wampir nie dostrzegł moich poczynań.
Obserwując wroga niczym drapieżnik szykujący się do skoku, zamknęłam oczy przywołując w wyobraźni oblicze mojej dawnej trenerki.
Analiza! Analiza to pierwsze co należy zrobić! Czasami najdrobniejsze szczegóły mogą wyrwać z najgorszej opresji! Zapamiętaj to sobie!
Pamiętałam. Pamiętałam nawet jej rygorystyczny głos, którym prawiła mi niekończące się morały, i których ja, jako młody i potulny uczniak, musiałam wysłuchiwać z podkulonym ogonem.
Ren znów zdołał sobie poradzić. Z jego wnętrza wydobyła się platforma energii, odpychająca nikczemnika niczym stalowa tarcza. Usłyszałam chrzęst kości i wzdrygnęłam się. Wampir zawył z bólu, zazgrzytał zębami i wściekle chwycił się za prawą nogę.
Na twarzy Ren’a zagościł triumfalny uśmiech.
 - To cię oduczy tego typu rozrywek.
Nie wiedziałam o czym  mowa, umysł przesłaniał mi bowiem obraz kolejnego ruchu oprycha. Minęło pięć sekund, a moja teoria odnalazła urzeczywistnienie. Wampir któryś raz z kolei zastosował Ritsu i zniknął nam sprzed oczu, pozostawiając po sobie gwałtowny, krótki powiew wiatru, który momentalnie we mnie uderzył. 
Ren oberwał w brzuch i opadł na ziemię. Z ledwością powstrzymywałam nachodzący, piskliwy krzyk. Weź się w garść, powtarzałam sobie. Zacisnęłam oczy, gdy zadano Ren’owi następny bolesny cios, tym razem w szczękę. Chłopak przeklął głośno, masując pulsujące nieznośnym bólem miejsce.
To był właśnie ten moment.
Wampir ponownie ukazał się oczom moim i zebranych mieszkańców. Ponownie zbliżył się do Ren’a, pochylając się i rozpoczynając lakonicznie drwiny. Ponownie cała procedura trwała zaledwie pięć sekund.
Poruszyłam się wprzód z kataną w ręku. Wedle moich przypuszczeń mężczyzna stracił się z pola widzenia i używając nadludzkiej prędkości, zaczął nacierać na bezradnego Ren’a, który z kwaśną miną przyjmował na siebie ataki, próbując w jakiś sposób sobie zaradzić.
W głowie zadźwięczały mi słowa Akashi’ego:
Technika nazywa się Ritsu. Jej użycie jest ograniczone i nie jest to Jutsu trwałe, ale Ketsuto ma swoje sposoby.
 - To musi być to – wyszeptałam do siebie. Bardziej pragnęłam dodać sobie otuchy, niż ruszyć i wykonać to, co planuje. Wampir potrzebuje pięciu sekund. Pięciu sekund na regeneracje i ponowne użycie zabójczej prędkości. Przede mną majaczyły wspomnienia z wieczoru u państwa Uzumakich. Nawet wówczas co chwila mi się ukazywał, repetując pytania o zwój.
W napięciu przeczekałam chwilę, a gdy Ketsuto na powrót zmaterializował się przed Ren’em bez wahania, bez zatrzymujących mnie wątpliwości i oporu mojego instynktu samozachowawczego puściłam się pędem w ich stronę, wystawiając długie ostrze katany przed siebie i zamykając oczy.
Miecz śmignął do przodu, jakby w rzeczywistości nie napotkał żadnego oporu. Usłyszałam jednak niepokojący świst i ostrożnie uniosłam powieki.
Wybałuszyłam oczy na widok strużki krwi wypływającej z ust Wampira. Jego niegdyś intensywne i czarujące spojrzenie straciło blask i przez chwilę wydawało się być w zupełności opustoszałe.
Cofnęłam się, przerażona.
Ren znieruchomiał. Najwyraźniej uparcie starał się wmówić sobie, że to, co obecnie widzi nie zalicza się do halucynacji, wywołanych drastycznymi przeżyciami. Puściłam katanę, a ona zawisła w powietrzu. Jej druga końcowa wbita była w podbrzusze mężczyzny. Widocznie tylko ból pomagał mu uwierzyć, że cokolwiek uczyniłam.
 - Ty… - Niespokojny oddech nagle zaczynał przeistaczać się w dzikie, zwierzęce sapnięcia wściekłości. Ofiara mojego polowania nie była zadowolona, że to akurat ją wybrałam sobie jako swój cel. – Zapłacisz mi za to.
Ren momentalnie zareagował na te słowa, przyciągając mnie do siebie i zasłaniając własnym ciałem.
Wampir zaryczał z furią i jednym szybkim ruchem wyciągnął ostrze ze swojego wnętrza. Ludzie zgromadzeni kilkanaście metrów za jego plecami zaczęli panikować, a kilkoro zrezygnowało z dalszych obserwacji i pokonawszy ciekawość, pośpieszenie zniknęło w głębi tłumu. Na zwieńczeniu ostrza spływały krople krwi, zaś z brzucha wroga ciecz wylewała się ciurkiem.
 - Uważaj – usłyszałam ciche ostrzeżenie Ren’a.
Potrząsnęłam głową, aby nie skupiać się na odrażającym widoku. Kanoe użył swoich różdżkarskich zdolności i zaczął sterować skupiskiem chakry, przysłaniając nas jej niebieskawym blaskiem. Ketsuto nie przejął się nową taktyką, tylko od razu zaczął burzyć w mur. Z krwią wypływającą z kącików jego ust i dziką furią w oczach wyglądał jak fanatyczny szaleniec-morderca, próbujący dorwać umykające mu ofiary. Byłam sparaliżowana przez strach. Brałam udział w wielu misjach, widziałam rozmaite formy śmierci, Jutsu, krew… Nigdy jednak nie bałam się tak, jak w tej chwili. Miałam wrażenie, że chakra Ren’a lada moment rozkruszy się, a morderca będzie nas miał podanych na tacy.
Przez nagromadzone emocje usytuowałam dygoczące dłonie na nagich plecach Ren’a i mocno zacisnęłam, wbijając paznokcie w jego skórę.
Kanoe spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się przepraszająco.
 - Chibi, nie wytrzymam za długo.
 - W porządku – Przytknęłam czoło do jego pleców. – Musimy odwrócić jego uwagę od Sasuke. Potrzeba mu czasu na dojście do siebie.
 - Co się stało z Uchihą? – Nie umknęło mi jak bardzo jego głos się zmienił zawierając w sobie imię jednego z towarzyszy. Ren znów zrobił się zagniewany i odwrócił spojrzenie.
 - Do krwi dostała mu się substancja otępiająca. Dawno nie miałam z nią do czynienia. Usunęłam jej większość, ale… - spojrzałam na Sasuke przez otaczającą nas energię chakry. Wydawał się być pogrążony we śnie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. – Musimy walczyć. Boję się jednak, że niedługo na pomoc przybędzie reszta armii.
Ren sapnął ze zmęczenia.
 - Przygotuj się – wydusił słabo. – Jeszcze chwila, a chakra do mnie powróci.
Ketsuto zawładnął szał, a przez jego szaleńcze ruchy, które spływały lawiną na tarczę, nie był w stanie słyszeć naszych słów. Wstrzymałam oddech, gdy Ren zacisnął pięść, a ławica chakry prysła niczym bańka mydlana, nakierowując się od razu na Ren’a i pozwalając się wessać w jego wnętrze.
Kanoe odepchnął mnie do tyłu, a sam zaczął atakować.
Wampir jednak nie miał ochoty dłużej z nim zabawiać. Jego ociekający grozą wzrok natychmiast padł na mnie, dając do zrozumienia, że z drapieżnika zmieniłam się w ofiarę.
Z pomocą Ritsu, techniki, o której opowiadał nam Akashi, dotarcie do mnie zajęło mu mniej niż ułamek sekundy. Poczułam siłę jego rąk, która napiera na moje barki i spycha na nieszczęsną ścianę zamku.
Dostałam solidny cios w szczękę i zachwiałam się. Gdyby nie punk oparcia za mną z pewnością grzmotnęłabym o ziemię. W każdym razie zakręciło mi się w głowie, a jeden Ketsuto przeistoczył się nagle w kilku żądnych krwi Wampirów, którzy bardzo nieostro znajdywali się milimetry od mojej twarzy.
Czułam, że za chwilę stracę przytomność, ale jakimś cudem utrzymywałam się przy świadomości. Ren chyba starał się oderwać ode mnie oprycha, bo twarze Wampirów odwróciły się na moment, by pozbyć się czegoś za sobą, po czym na nowo skoncentrowały się na mnie. Pozbawieni ostrości wrogowie nie tylko się pomnażali, ale znienacka zaczęli wirować.
Poczułam uścisk na koszuli, a chwilę później siła odrzuciła mnie w powietrze. Szybując, straciłam poczucie czasu, ale wiedziałam, że utrzymuję się w górze na tyle długo, żeby upadek był dla mnie bolesny. Nie myliłam się. Ziemia wbiła mi się do kości, wprawiając każdą z nich w bolesne wibracje. Nie potrafiłam stłumić krzyku. W ferworze dostrzegłam Ren’a, który spoglądał na mnie rozwartymi oczyma, podnosząc się z ziemi. 
 - Sakura! – wykrzyknął. Coś za mną na chwilę przykuło jego uwagę. Ren równie oszołomiony spoglądał na nieosiągalny dla mnie element i znów odwrócił się we właściwym kierunku.
Spośród bębniących w mojej głowie odgłosów i dźwięków, usłyszałam powolne kroki wampira, podnoszące napięcie. Mężczyzna ponownie zbliżał się do mnie wraz ze swoim złowróżbnym spojrzeniem.
Wtem jego przechadzkę przerwała kolejna chmara głosów i szczęków żelastwa. Z początku myślałam, że to mój umysł przez otępienie urządza sobie chaotyczne przebieżki, ale do Wampira również dobiegły owe dźwięki. Ren stanął dęba, wpatrując się przed siebie z szeroko otwartymi oczami. Wysilając jeden ze zmysłów, zapulsowało mi w głowie, ale udało mi się dostrzec rój wojowników pośpiesznie opuszczających zamczysko. W panice zaczęłam czołgać się po podłożu, chcąc jak najprędzej się od nich oddalić, ale wtedy zrozumiałam, że wcale nie jesteśmy ich celem. 
 - Co się… - zaczął Ren, ale odpowiedz przyszła zanim dokończył pytanie. Królewska armia skierowała się na zgromadzenie gapiów i ostrzegawczymi gestami wyprowadzała ich z pola naszej widoczności. – Cha! Obawiacie się, że prawda wyjdzie na jaw! Lud dowie się o waszym złodziejskim wyczynie! – Najwyraźniej planem B u Kanoe stało się prowokowanie przeciwnika, lub odwrócenie jego uwagi ode mnie.
Plan niestety nie powiódł się sukcesem, podobnie jak strategia A.
Zdyszana, spróbowałam podnieść się przynajmniej do pozycji półsiedzącej, ale natychmiast tego pożałowałam. Przez moje mięśnie przebiegła elektryczna iskra, przez co z powrotem uderzyłam łokciami i głową w ziemię.
Stęknęłam z bólu.
Ren puścił się przed siebie i na krótką chwilkę jego twarz zmaterializowała się tuż przed moimi oczyma. Swoją drogą nigdy nie miałam okazji oglądać go z tyloma kipiącymi emocjami. Ren był rozgorączkowany i z zatroskaniem powtarzał moje imię. Czułam ciepły dotyk na policzku i pod głową. Niestety przyjemność szybko odpłynęła, a chłopak został brutalnie odepchnięty. Widziałam nad sobą niewyraźną sylwetkę Wampira, która z głośnym charchotem odrzuciła Ren’a.
 - Zostaw go – wykrztusiłam. 
Ketsuto chwycił za kawałek koszuli, tuż pod moją szyją, i mocno ścisnął podnosząc mnie do pionu. Nogi dyndały mi metr nad ziemią, a mężczyzna dusił mnie jedną ręką.
 - A jednak sprawiacie więcej problemów, niż na początku mi się wydawało! Widzisz do czego doprowadziłaś, dziewczynko? Owszem, król kazał przyprowadzić mi was żywych, ale wiesz co? - Do oczu napłynęły mi łzy. Słuchałam jego jadowitego tonu i cicho szlochałam, usiłując jednocześnie zebrać w płucach powietrze. Uczucie było znacznie gorsze od działania Kyori, tym bardziej, że Sasuke był niedaleko.   - Mam cię dość! – syknął Ketsuto. – Zwój jest dla naszej wyspy korzeniem, z którego wyrastają potężne i wytrzymałe rośliny. Nie możemy wam go oddać! Nie możemy też pozwolić, aby nieupoważnione osoby się o nim dowiedziały! Jeśli nie potrafisz tego zrozumieć… umrzesz! – zaśmiał się cierpko i wzmocnił uścisk na mojej szyi. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie najprostszego dźwięku. Głowę rozsadzał mi puls, a szczęka wciąż dotkliwie dawała mi odczuć wpływ ostatniego uderzenia. Po policzkach spłynęły mi łzy, uderzając o metalowe ostrze, które Wampir mozolnie i z wiszącym w powietrzu napięciem przystawiał do mojego gardła.
 - Jeden ruch… - wymówił niczym misterne zaklęcie.
Doskonale wiedziałam, że wystarczy jeden ruch, abym podzieliła losy oprycha z królewskiej armii na dachu zamczyska. Mądrzej byłoby zagadać Ketsuto tak, aby zdążył się wykrwawić przed wymierzeniem ciosu. Na moje nieszczęście ręka napastnika skutecznie blokowała przepływ dźwięków, a Ren dopiero co zbierał się po ostatnim uderzeniu.
Kątem oka zauważyłam jak z zaskoczeniem uzmysławia sobie powagę sytuacji i moje ostatnie sekundy życia.
 - Sakura, nie!
Zacisnęłam oczy z myślą o Satoshi’m, rodzicach, Sasuke, Naruto, Hinatcie, Ren’ie, nawet Akashi przemknął przez moje myśli.
Łup!
Zgrzytnięcie metalu znów obiło mi się o uszy. Wciąż nie odczuwałam żadnego dodatkowego bólu, oprócz moich poprzednich obrażeń. Słyszałam wyłącznie dzikie sapanie przy uchu i odgłos przepływającej w powietrzu chakry, przypominającej dźwięk moich leczniczych zdolności.
Otworzyłam oczy.
Tęczówki Wampira zrobiły się maleńkie niczym groszki, a zaschnięty strumień krwi w jego kącikach znienacka odżył. Przekierowałam wzrok na lewą stronę.
Czarne oczy kipiały wściekłością, opatulone przez fioletową energię.
Sasuke…
***
Gigantyczna łapa bestii brutalnie zacisnęła się wokół pasa mężczyzny i uniosła w górę. Z zachwaszczoną wściekłością przypatrywałem się chwilę szarawym oczom oprawcy, po czym nakazałem Susanoo zwiększyć siłę ucisku.
Wampir, przemknęło mi przez myśl, gdy dłuższą chwilę analizowałem obliczę człowieka i wsłuchiwałem się w donośny ryk agonii. Przypomniałem sobie moment, w którym straciłem balans na szczycie zamku, a na moim torsie znikąd pojawiło się długie zacięcie, natychmiast wypełniające się strumieniem krwi. Przypomniałem sobie jak mknąłem w dół, a potem reszta ukazywała mi się tylko niewyraźnie. Jakby ktoś przysłonił obrazy zmąconą folią.
Pamiętałem też Sakurę. Jak nachylała się nade mną, szeptała niezrozumiałe słowa i w magiczny sposób łagodziła rwący ból w mięśniach.  
 - Sasuke! – jak za ruchem magicznej różdżki dobiegł mnie jej słaby, desperacki głosik.
Ren otrząsnął się z transu i stanął obronnie przy Haruno, lustrując mnie spojrzeniem wielkich, przerażonych oczu.
 - Czyżby to…
 - Ren, co się z nim dzieje? – Chłopak pochwycił dziewczynę w ramiona, gdy ta zachwiała się i miała upaść. Rozpaczliwym gestem spojrzała w jego oczy chcąc uzyskać odpowiedzi, lecz Ren uporczywie milczał, nie powstrzymując się od oględzin.  
Sakura była rana.
Przez  n i e g o.
Bestia szybująca nad moją głową zaryczała głośno ściągając na siebie miliardy par tęczówek zajmującej się tłumem armii. Zauważywszy mnie, natychmiast odpuścili przeganianie mieszkańców, którzy i tak na widok bestii zaczęli samoistnie zwiewać z pola mojej widoczności. Rozległa się głośna kakofonia dźwięków, bitewnych okrzyków, uderzeń o tarcze i błagających o pomoc wołań.
 - To Susanoo! – wykrzyknął Ren.
 - Susanoo? – spytali równocześnie Wampir i Sakura. Oboje właściciele głosów z ledwością to z siebie wykrztusili.
 - Naruto mnie ostrzegał zanim wyruszyliśmy. To Jutsu klanu Uchiha. Nie zostało do końca przez niego okiełznane. Podobno na polu bitwy przeciwko Madarze, Sasuke również stracił kontrolę.
 - Co chcesz przez to powiedzieć?
 - On nie jest sobą – wysyczał cicho.
On nie jest sobą.
O n  n i e  j e s t  s o b ą.
Jestem sobą.
Na potwierdzenie tych słów nakazałem bestii zmiażdżyć siłą trzymanego w łapie Wampira. Z jego ust popłynął wartki strumień krwi, a ból nie zezwolił mu nawet na ostateczny udręczony jęk, symbolizujący koniec jego dni. Zadowolony, cisnąłem mężczyzną gdzieś w bok, koncentrując się na śpieszącej ku mnie armii.
Zawahali się, widząc moje poprzednie poczynienia. Kilkoro z nich zatrzymało się w miejscu, rujnując rytmiczny bieg i wprowadzając chaos.
 - O mój Boże! – usłyszałem szloch Sakury.
Płakała.
Płakała przez  n i c h.
Chakra unosząca się wokół mnie buchnęła silniejszym ogniem, a wniebowzięty demon od razu pochłonął nowo nabytą energię. Ostatecznie kilkadziesiąt śmiałków ośmieliło się ponowić bieg i spróbować ze mną swoich sił. Roześmiałem się srogo, szykując się do ataku.
 - Hej… Hej! – w uszach zadźwięczał mi głos Ren’a, a chwilę później w przestrzeń między mną, a armią wbiegł nadprogramowy element.
Zmarszczyłem gniewnie brwi.
***
Mięśnie gromko protestowały, zanosząc się rozdzierającym bólem. Z ledwością udało mi się dokuśtykać we właściwie miejsce, ale dokonałam tego. Ren przyszykował się do interwencji. Spojrzałam na niego błagalnie i słabym ruchem ręki nakazałam pozostać w miejscu.
Ketsuto leżał kilka metrów ode mnie, pod drzewem, ledwo żywy, zaciekle próbujący złapać kolejny oddech… Jego ciało zajadało się czerwienią, a spojrzenie nabierało szarości.
Przez łzy ujrzałam jak Sasuke ściąga brwi i patrzy na mnie z nienawiścią swoimi krwisto czerwonymi tęczówkami. Mangekyo Sharingan. Rozłożyłam ręce na wysokości barków, usiłując stłumić w sobie szloch. Ciche chlipnięcie wydostało się na zewnątrz, łącznie z łzą, która spłynęła mi po policzku. Stałam na wpół zgiętych kolanach, zatrzymując tym samym tabuny mężczyzn za moimi plecami.
 - Nie rób im krzywdy, Sasuke…
 - Sakura, do licha! To nie jest zwierzę, które można wytresować! – zawołał ostrzegawczo Ren.
Powietrze rozbrzmiało przeraźliwym rykiem demona, który zatrząsnął się mocno, urażony uszczypliwością mojego przyjaciela.  Jego siła obtoczyła Sasuke kolejnymi, utworzonymi z chakry elementami, przypominającymi żebra.
 - Milcz! – nakazałam mu i na powrót przekierowałam spojrzenie na Sasuke. – Prawie go zabiłeś… - wskazałam na Ketsuto. – Czy to jest sposób na rozwikłanie tajemnicy? Zabijanie osoby, która może nam pomóc? Zabijanie ich wszystkich, którzy w ogóle nie są wplątani w naszą sprawę? Sasuke, proszę cię…
 - On skrzywdził ciebie – Zacisnął pięści i rzucił krótkie, tryskające nienawiścią spojrzenie w kierunku półmartwego wojownika.
 - To nie oznacza, że musi płacić za to najwyższą cenę!
 - Musi…
 - Sasuke, proszę, wysłuchaj mnie! Ci wszyscy ludzie z całą pewnością nie mają bladego pojęcia dlaczego tu jesteśmy! Wykonują tylko rozkazy, nie możesz ich zabijać!
 - Chcesz się przekonać?
Na moment skrzyżowałam spojrzenia ze złocistymi ślepiami Susanoo i niemal natychmiast tego pożałowałam. Bestia przeniknęła mnie na wskroś swoim spojrzeniem. Przełknęłam ślinę. Nie mogę stchórzyć.
On nie jest sobą…
Armia za mną pogrążona była w ciszy. Jakby nie mogli dorzucić swoim dwóch groszy, dopomóc mnie i jakoś potwierdzić, że nie wiedzą nic o Tankyori no Jutsu, ani naszym prawdziwym celu. Ratowałam im życie, do diabła!
Ren delikatnymi ruchami ręki i z zatroskaniem ponaglał mnie do opuszczenie obecnej pozycji. Pokręciłam głową. Owszem, pragnęłam znaleźć się jak najdalej od tego monstrum, ale nie miałam zamiaru zostawiać Sasuke.
Zrobiłam krok wprzód.
 - Nie wierzę, że byłbyś zdolny zrobić coś takiego. Chyba naprawdę nie jesteś sobą – wykrzywiłam usta w półuśmiechu. – Sasuke, którego ja znam, na pewno wymyśliłby doskonały plan i doprowadził nas do króla.
Wtedy usłyszałam pierwsze dźwięki wyciekające spośród królewskiej armii.
 - Przesuńcie się, do licha!
Znałam ten głos.
Znienacka coś otarło się o moją nogę. Spojrzałam w dół, a na widok Akashi’ego nie mogłam zatrzymać lawiny radości jaka na mnie spłynęła. Zdyszany kociak na sekundę skrzyżował za mną zaniepokojone spojrzenie, a potem rozwarte ślepia padły na Sasuke.
 - A ja myślałem, że ognista kula jest techniką godną podziwu – wydusił.
 - Jak udało ci się wydostać? Gdzie Tsubaki?
 - Strażnicy otrzymali rozkaz na rozproszenie mieszkańców. Skorzystałem z tego chaosu i uciekłem. Tsubaki niestety nie dała rady. Nie martw się, z pewnością rozmawia teraz z wujkiem. Tak a propos… Masz zamiar z nim walczyć? – roześmiał się ponuro i ruchem łba wskazał na Uchihę.
 - Mam zamiar go zatrzymać.
Akashi wodził chwilę wzrokiem po otoczeniu pożartym przez ciszę. Za naszymi plecami nie rozchodziły się nawet najcichsze szepty. Horda mężczyzn i kobiet w milczeniu przypatrywała się moim poczynaniom, zbyt przerażona, by wydusić cokolwiek. Dlaczego cały ciężar spoczął na moich barkach?
 - Ketsuto… - Głos Akashi’ego jeszcze nigdy nie był nasączony tyloma emocjami. Patrzyłam jak zwierzę z niedowierzeniem przygląda się Wampirowi. – O-on nie żyje?
Zachlipałam żałośnie.
 - Jest w poważnym stanie, ale jeszcze żyje… Czuję to. Jak tylko zatrzymam Sasuke, postaram się go…
 - Sakura!
Krzyk Ren’a momentalnie mnie ocucił. Jednak było już za późno. Ostatnim co ujrzałam była utworzona z chakry pięść Susanoo, która zepchnęła mnie w bok. Z impetem grzmotnęłam plecami w pień drzewa i poczułam jak z mojego wnętrza wydobyła się jakaś ciecz o metalicznym posmaku.
 - Zejdź mi z drogi – dobiegł mnie srogi ton Sasuke.
Następnymi dźwiękami były gardłowe wołania mężczyzn. Byłam zbyt otępiała, by dokładnie się temu przyjrzeć, ale słyszałam jak co poniektórzy decydują się walczyć, zaś inny uciekają w popłochu w stronę zamczyska, wiedząc, że przegrają z kretesem. Ból rozbiegał się po moim ciele w zaskakującym tempie. Czułam nieprzyjemne mrowienia, a także trud z jakim moje płuca pompowały powietrze. Obraz ponownie się zamazał, ale tym razem nie byłam w stanie wychwycić żadnych kształtów ani zarysów – wszystko było niczym mętna ciapa czerni, srebra i fioletu.
W tle stękał Ren. Papkę rozmaitych kolorów zastąpił jego złocisto brązowy tors. Poczułam jego dłoń pod szyją i to, jak przyciąga mnie do klatki piersiowej.
 - Sakura? Sakura, słyszysz mnie?
Skinęłam głową.
 - Spróbuj się uleczyć. Masz jeszcze resztki chakry! – Przez chwilę wydawało mi się, że Ren płacze. Głos miał podłamany, raz za razem doprawiony cichym szlochem. Słyszałam jak bije jego serce. Niepokojąco szybko, bez żadnego konkretnego rytmu.
Ren nie widząc żadnego odzewu z mojej strony, chwycił moją rękę i przyłożył mi ją do brzucha. Skupiłam się na moich leczniczych umiejętnościach, a kiedy mizerny płomień chakry w końcu się rozżarzył, odetchnęłam z ulgą, uśmierzając odrobinę wewnętrze katusze.
 - Co za gbur! – Dopiero teraz zrozumiałam, że w pobliżu nas przebywa również Akashi. – Naprawdę nie potrafi opanować tej techniki?
 - Nie – odezwał się Ren.
 - To zakazane Jutsu?
 - A skądże. To trzecia zdolność Mangekyo Sharingana. Tylko dla potomków klanu Uchiha. Dla Sasuke nie jest jeszcze kompletna. Naruto mówił mi, że oprócz spełniania roli genialnego strażnika dla Sasuke, pożera także jego życie. Musimy go zatrzymać…
Zapadła cisza. Usłyszałam ryk bestii, wrzaski mężczyzn i jęki zdziwienia ze strony Akashi’ego i Ren’a. Spróbowałam podnieść głowę, ale Kanoe położył mi dłoń na czole, kategorycznie zabraniając wykonywania jakichkolwiek ruchów.
 - C-co się dzieje? – wykrztusiłam.
 - Chyba nie będziemy musieli go zatrzymywać – mruknął kociak, ale w jego głosie i tak wyczułam przedzierający się strach i oszołomienie. – Albo gbur jest zazdrosny, albo uzmysłowił sobie co zrobił Sempai – Na te słowa odepchnęłam dłoń Ren’a i lekko podniosłam głowę. Stwór szybujący nad Sasuke wciąż rozprawiał się z nadlatującymi członkami armii, zaś oczy jego właściciela spoglądały na nas. Mangekyo Sharingan robił wrażenie zrozpaczonego i zagubionego. Sasuke wysyczał coś cicho, co po ruchu warg rozpoznałam jako swoje imię, po czym wczepił palce we włosy i zaczął lekko się szargać, tracąc panowanie nad humanoidalną istotą.
Złote oczy Susanoo poczęły tracić swój blask.
Przy ramieniu poczułam kocią sierść.
 - Mamy uciekać, czy co? Nie wiem jak ty, żołnierzyku, ale mi wydaje się, że on patrzy na nas.
 - Poczekaj – wyszeptał cicho Ren.  – Chyba miałeś racje.
 - Z czym? – wtrąciłam.
 - Sasuke wraca do siebie – wyjaśnił. – Najwyraźniej zrozumiał, że w czasie jego furii skrzywdził Sakurę, a przecież uprzednio chciał zabić tego mężczyznę za próbę uśmiercenia jej.
Pogrążeni w milczeniu dalej obserwowaliśmy męki Sasuke. Pragnęłam tam podejść, wesprzeć go, lecz byłam zbyt słaba, półprzytomna, dodatkowo czułam, że powoli tracę świadomość. Akashi i Ren znów wdali się w żywą dyskusję, ale nie byłam w stanie rozpoznać słów, ani jakoś włączyć się do rozmowy. Obraz zaczął nabierać więcej czarnych barw. Zniknął złocisto brązowy tors Ren’a, zniknęła pulsująca chakra Sasuke, zniknęła również moja lecznicza energia, a ból zdawał się powrócić.
Słyszałam głosy, ale żadne z nich nie tworzyło znanego mi słowa. Chwilę jeszcze walczyłam z pogrążającym mnie mrokiem, aż ostatecznie zapadłam się w czeluść.
***
Upadłem na kolana. Wokół mnie rozniósł się trzask znikającej energii. Susanoo zawyło kilkakrotnie, po czym zaczęło rzednąc, póki ostatnie zalążki chakry nie rozpłynęły się w powietrzu. Hordy mężczyzn i kobiet przestały atakować. Utworzyli półkole i otoczyli mnie, szeptając między sobą. Słyszałem jak co chwila wypowiadają słowo król i wezwanie. Szybko jednak moją uwagę pochłonęła inna sprawa.
Przetoczyłem spojrzenie na Ren’a, Akashi’ego i Sakurę, która tkwiła w objęciach chłopaka. Oczy mnie piekły i wyraźnie odczuwałem wpływ Mangekyo, ale jeszcze sekundy temu przysiągłbym, że widziałem jak zielone tęczówki są we mnie wpatrzone. Kiedy zrozumiałem, że nie skontaktuje się wzrokowo z Sakurą, spuściłem głowę, skupiając się na opanowaniu oddechu.
Kilkoro mężczyzn rzuciło się pędem w stronę Wampira i w popłochu zatrzymywało krwawienie. Po paru momentach jeden z nich podniósł Ketsuto i w otoczeniu innych zaczął kierować się ku wejściu do zamku.
Wydałem z siebie skowyt godny rozwścieczonego zwierzęcia i łupnąłem pięścią o grunt, co spowodowało, że – wciąż przerażona armia – cofnęła się o krok.
Akashi upewniwszy się, że nie stanowię dłużej zagrożenia, dokuśtykał się do mnie, obrzucając gniewnym spojrzeniem.
 - Co to miało być?
 - Miałem pozwolić twojemu Ketsuto zabić Sakurę?! – Susanoo zniknęło, ale furia wciąż we mnie bulgotała, niczym lawa, która ledwo co wydostała się z krateru wulkanu.
 - Nie o tym mówię! – warknął. Kot na mnie warczy. Dobre sobie. – Rozumiem twój impuls, ale… dlaczego ją odepchnąłeś? To bezsensu! Najpierw ją całujesz, a teraz dałeś się okiełznać jakiemuś paskudnemu potworowi i ośmieliłeś się skrzywdzić Sempai? Myślałem, że jesteście drużyną!
Ren znieruchomiał. Pięć sekund później podniósł się raptownie z Sakurą w ramionach i zmierzył mnie wzrokiem.
 - Całowałeś ją?
Niechętnie podniosłem wzrok, ale nie odpowiedziałem.
Akashi patrzył na nas naprzemiennie.
 - Coś nie tak?
 - Zabroniłem ci! – żachnął się Ren, posiadając ze złości. – Jak śmiesz całować dziewczynę, którą próbowałeś zabić!
 - Zabić? – Akashi zrobił wielkie oczy.
Wciąż milczałem. Miałem w sobie aż zanadto bulgoczącej lawy, a kłótnia z Ren’em doprowadziłaby do kolejnej erupcji. Zamiast tego zerknąłem na Sakurę. Leżała nieprzytomnie z głową opartą na ramieniu Ren’a, a na jej twarz nachodziło pasmo włosów. Chciałbym go odtrącić, ale nie mogłem. Nie miałem prawa tykać osoby, którą niegdyś chciałem zabić, a dzisiaj… ją skrzywdziłem.
Akashi zdzielił mnie po plecach.
 - Hej.
 - Co?
 - To nie twoja wina – powiedział, ale pod ciężarem mojego spojrzenia jego wzrok przybrał bardziej poważny wyraz. – Dobra. Może jednak twoja, ale pamiętaj, że w większości przyczynił się do tego ten straszliwy demon.
Ren lekko odepchnął kota nogą.
 - Nie próbuj go w ten sposób uniewinniać. Gdyby był silniejszy, mógłby opanować technikę. To jego wina.
To moja wina.
Z żałością po raz drugi uderzyłem pięścią w grunt.
Wszyscy troje podnieśliśmy równocześnie głowy na chrząknięcie jakie wydobyło się z tłumu otaczającej nas armii.
Szczupła, uzbrojona kobieta wyszła naprzód i odsunęła tarczę, by lepiej się nam przyjrzeć. Jej wzrok uprzytomnił mi jak irracjonalne jest nasze obecne zachowanie.
 - Rozumiem, że macie swoje porachunki, ale teraz niestety musicie odłożyć tę telenowelę na później. Jesteście oficjalnie zatrzymani w imieniu króla Michigatty.
Kilku wojowników za nią przyklasnęło sprzymierzeńczyni i również ośmieliło posunąć się wprzód.
Ren przyglądał mi się jeszcze kilka chwil. Z jego spojrzenia strzelało błyskawicami i śmiałem twierdzić, że również doświadczył lawiny nienawiści, poczucia winy i bezradności. Chłopak zatrząsnął się w konwulsyjnych spazmach i wydobył z siebie jęk, przez który pomyślałem,  że płacze. Oczy miał zaciśnięte i ku memu zaskoczeniu oprócz bezwzględnej nienawiści na jego twarzy odmalowywał się również smutek.
 - Wszystko musi zostać mi odebrane – wyszeptał. – Wszystko…
Widocznie nikt, oprócz mnie, tego nie dosłyszał.
Kobieta przerzuciła wzrok na Akashi’ego i parsknęła szyderczym śmiechem.
 - Myślałeś Kazuma, że uda ci się uciec przed Ketsuto?
 - On sam mnie wywalił – odmruknął.
 - Nie wyrzucił cię po to, byś wiązał się z naszymi wrogami i dzielił się informacjami. Pożałujesz tego.
Akashi najwyraźniej zrozumiał, że dalsze zgryźliwości nie mają najmniejszego sensu. Spuścił łeb i czekał.
Ja też czekałem.
Ren zacisnął rękę na ramieniu Sakury, a z jego twarzy uszło napięcie.
Armia zaczęła maszerować w naszą stronę. Zdyszana i zadowolona ze zwycięstwa.


Od autorki: Uff, wreszcie koniec. Nie jestem dobra w opisywaniu walk, co zresztą widać. Poza tym staram się ograniczać starcia między Ninja w tym opowiadaniu. Przeczytałam rozdział kilkakrotnie i ostatecznie jestem z niego zadowolona. Nawet walkę z Ketsuto uznałam za nie najgorszą.
Wiecie, że przez dwa dni grzało mnie słoneczko, a dzisiaj rano znów wrócił śnieg i mróz? Brr. Nie mam nic do śniegu, ale… co za dużo to nie zdrowo, prawda? Marzy mi się już wiosna.
Dziękuję za wszystkie głosy na Blog Roku 2012. Nie zdobyłam ich zbyt wiele, ale świadomość, że więcej jest od czytelników, niż od rodziny jest naprawdę podbudowująca xD. Pozdrawiam i do następnej, nieco spokojniejszej notki. 

12 komentarzy:

  1. Ojej, biedny Sasuke. Po tych wydarzeniach poczułam do niego jeszcze większą sympatie.
    Użył Susanoo w obronie Sakury. To było imponujące. Chłopak na prawdę się zakochał :D
    Cały rozdział poświęciłaś walce. Zgrabnie ci to wyszło :) Ale ja jestem bardziej ciekawa rozmowy z królem, powodu użycia Kyori oraz o co chodzi z tym Czarnym Księciem. Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam, Miliko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dziwnego, że jesteś z niej zadowolona, bo jest po prostu świetna!
    Wszystko przeczytałam niemal na jednym wdechu... No, najwyżej na dwóch xD
    Naprawdę. Przeżywałam wszystko tak, jakbym to ja była bohaterem w tym opowiadaniu. Każdy ból, każda łza. Myślę, że zdajesz sobie sprawę z tego, jak trudno doprowadzić czytelnika do takiego stanu, prawda?
    Sasuke... Teraz widzę, że on naprawdę się pogubił w życiu i myślę, że właśnie tak wygląda to w anime.
    Biedny. Naprawdę mi go żal...
    Pozdrawiam, Rina

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, ja też chcę już wiosnę. Ta zima - śnieg i mróz, przez który sterczenie na przystanku w oczekiwaniu na autobus jest jeszcze gorsze - mnie już męczy. Bo ile można?

    Co do rozdziału, to zachwycił mnie mniej niż poprzedni, ale tego mogłam się spodziewać, bo... no, raczej rzadko się zdarza, żeby coś wprawiało mnie w tak dziwny humor, jaki Ci zaprezentowałam w poprzednim komentarzu xd Ale, Boże broń, nie zrozum mnie źle! Bo notka tak czy inaczej była świetna!

    Chyba najbardziej spodobał mi się fragment opisywany przez Sasuke, kiedy Ren mówił, że podczas użycia Sussano nie jest sobą. "On nie jest sobą. Jestem sobą" Nie wiem czemu, ale te słowo jakoś tak.. we mnie uderzyły.
    Co mnie zdziwiło, że Sasuke zrobił coś Sakurze! Kiedy przed nim wystąpiła, myślałam, że wszystko będzie cacy, a Uchiha odwoła Demona. Że będzie to coś na zasadzie akcji z anime, kiedy Przeklęta Pieczęć się cofnęła tuż po tym jak Haurno przytuliła Sasuke. Żałuję trochę, że bardziej nie opisałaś uczuć Gbura, kiedy doszedł do tego co zrobił. Może refleksje w następnym rozdziale, he?

    Co by tu... a! Mam! Scena zazdrości i wyrzuty Rena pasowały mi idealnie <3 już myślałam, że bardziej dowali słownie Sasuke, ale nie... Rozmyślenia samego Sasuke "nie mogę jej dotykać" też trafne. Tylko zastanawiają mnie mocno słowa Rena "Wszystko musi zostać mi odebrane". Ojoj, czyżby jednak kochał Haruno? To sprawa się komplikuje.. ale dlaczego wtedy jest takim dupkiem, ej! Masz tu koleżanko co nieco do wyjaśnienia ;)

    Błędy.. no niestety, nowe marzenie trzeba zacząć!
    "Niebo spowite było kilkoma drobnymi chmurami, a zza jednak właśnie przedostał się ciepły blask słońca." --> "zza jednak właśnie" masło maślane? "..a zza jednej z nich właśnie.." mniemam, że o to Ci chodziło :)
    "Wampir jednak nie miał ochoty dłużej z nim zabawiać." --> zjadłaś "się" po "dłużej"
    "Sasuke wysyczał coś cicho, co po ruchy warg.." --> literówka "ruchu"
    Wyhaczyłam też jedno powtórzenie, ale właściwie sama nie miałam pomysłu, jak je zastąpić, więc darowane xd i przecinki; zauważyłam, że nie zawsze je stawiasz tam, gdzie być powinny, jednak ich już mi się nie chciało wypisywać, wybacz ^^ nie biją jednak one ostro po oczach, więc właściwie możesz to olać xd

    To tyle na dziś ode mnie :) Jestem ciekawa, jak rozwiążesz sprawę z aresztowaniem.

    Weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. o czym ty kochana mówisz?.. że niby nie potrafisz opisywać momentów walki, brutalności, terroru?.. BZDURA!
    to było niesamowicie wciągające xD. gwałtowne zmiany ruchów, uderzeń i upadków. cud, miód i malinka xD
    jedyne co mnie trochę rozczarowało, to moment gdy pojawił się Sosanoo i sam moment walki z jego urzyciem. tak. w tym fragmencie się z tobą zgodzę. ale cała reszta to istna bajka. panika Sakury, otumanienie Sasuke, impulsywne reakcje Rena jak i otwarty na otoczenia umysł Akashiego.
    oj tak. chcę przeczytać więcej xD
    pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boze twoj blog mi sie tak podoba :-) nie moglam sie doczekac kolejnej notki blagam powiadamiaj mnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty nie przepadasz za opisywaniem walk, a ja nie przepadam za czytaniem bądź oglądaniem ich. Ale muszę przyznać, że wyszło ci to całkiem fajnie, miło więc spędziłam te pół godziny :) Starć między Ninja nie da się ominąć - w końcu to ff o "Naruto" (:D) - można je jednak trochę ograniczyć.

    Przez cały poprzedni rozdział zastanawiałam się czemu Sasuke nie użyje Susanoo. Przecież od razu mógłby ich wszystkich pozabijać... No, ale teraz widzę, że trzymałaś je na ten moment.
    Dobra, nie wiem czy coś jest ze mną nie tak, ale ja uwielbiam kiedy u Sasuke włącza się tryb: I want to kill everybody in the world. Przypomniało mi się jak podczas Egzaminu na Chuunin'a chciał obronić Sakurę. I obronił oczywiście... Tyle, że ta pobiegła i zaczęła go błagać, żeby przestał! Mimo że to była piękna scena sasusaku, miałam ochotę wrzeszczeć: "Co ty robisz, głupia?!"
    I masz za swoje. Było nie lecieć, nie próbować go zatrzymywać, to by cię nie walnął... Ekhem, już przestaję.
    Liczę na lekkie wyrzuty sumienia u Uchihy. Kurczę, te dwa słowa w ogóle do niego nie pasują... Sasuke i wyrzuty sumienia. Ale, ale! Co tam, w końcu to ff, możesz coś pokombinować :D

    Okropnie chciało mi się śmiać kiedy Ren dowiedział się o pocałunku, Akashi o próbie zabójstwa... A potem wyszła ta kobieta i już nie wytrzymałam; rechotałam na cały dom.

    Wiesz, zauważyłam, że śmieję się w nieodpowiednich momentach...

    Szkoda, że nie przedostałaś się do kolejnego etapu, ale to dobrze, że nie bierzesz tego zbytnio do siebie :) Z resztą Licznik Odwiedzin i Obserwatorzy powinny Cię pocieszyć. W zeszłym tygodniu zaobserwowałam ponad 1000 odświeżeń... Szacunek, dziewczyno.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. o boże obiecałam sobie, że jeśli ten rozdział zwali mnie z nóg to przy każdym twoim rozdziale będę pisała komentarze, czego, prawdę mówiąc, nigdy nie robiłam bądź nie robię xd ale tak strasznie uwielbiam czytać twoje prace,że chyba bym sobie nigdy nie wybaczyła gdybym tego nie wyraziła w komentarzu.
    Nie mogę doczekać się 10 xd i liczę na więcej Sasuke(nie zrozum mnie źle, lubię gdy Sakura opowiada wszystko ze swojej perspektywy ale i tak najlepszy zawsze będzie w tym Sasuke xd)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa byłam jak opiszesz sceny walki i po lekturze tego rozdziału jestem pod wrażeniem;) Podobają mi się te zwroty akcji, dynamizm, skumulowane emocje, adrenalina i umysł pracujący na wysokich obrotach analizujący każdy ruch przeciwnika;) Po prostu bardzo dobrze zgrałaś ze sobą poszczególne elementy i wyszło Ci świetnie;)

    Podobała mi się postawa Sakury, która pohamowała swoje emocje i zaatakowała Ketsuto bez żadnych wątpliwości bez cienia zawahania. Sasuke stający w obronie Sakury za pomocą Susanoo, co prawda traci kontrolę i ją krzywdzi ale to i tak duży plus dla niego. W tym rozdziale miałam wrażenie, że Ren czuje coś do Sakury, że Sasuke jest jeszcze bardziej zagubiony niż dotychczas.Mam wiele pytań i wątpliwości ale wiem, że ich rozwiązania doszukam się w kolejnych rozdziałach;)

    Czuję niedosyt, po przeczytaniu;) mam dziwne ukłucie, że zbyt szybko rozdział się skończył;) Jeszcze lecący w tle soundtrack z The Hobbit momentami dodawał napięcia ;) Jestem ogromnie ciekawa rozmowy z królem, przecież jest tyle pytań na które trzeba odpowiedzieć a ważnym (moim zdaniem) pytaniem jest pytanie o Kyori i powód jego użycia.

    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku, biedna Sakura :C Od tego rozdziału Sasuke będzie jeszcze większym gburem niż dotychczas xd Mimo to, rozdział boski ♥

    Hmm, mimo wszystko liczyłam na te życzenia urodzinowe pod notką.. ach, no trudno :c

    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  10. http://allegro.pl/sliczna-sukienka-roz-38-i3170875039.html

    OdpowiedzUsuń
  11. E tam nie umiesz opisywać. Jak dla mnie opis tej walki był bardzo dobry.

    W pewnej chwili myślałam, że Sakura zakończy swój żywot, ale w końcu to dopiero 25 rozdział, więc nie mogło tak się stać. xd Zawsze podziwiałam Sasukę za władanię nad Susanoo. To coś jest przerażające. No, ale uratowało różową.

    Zastanawiam się tylko czemu Uchiha się obwiniał? :c

    Zostali aresztowani... no nieźle się sprawy pokomplikowały, a na razie żadnej poszlaki dotyczącej tego dziwnego jutsu. :> Hmm.. ciekawe czy oni trafią do jakiś cel, czy najpierw będą ich przesłuchiwali? No i gdyby mieli ich zamknąć to razem? ;>

    OdpowiedzUsuń