niedziela, 10 lutego 2013

XXVI. Lochy


„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz,
przestałeś go już kochać na zawsze.”
Carlos Ruiz Zafón


Tutaj zawsze panowała noc. Mrok osaczał każdy zakątek zmurszałych cegieł, powleczonych zielonkawą mazią ścian, zardzewiałych krat, dopadając nawet leżące bezwiednie kajdany, w których zamknięte były moje nadgarstki. Chociaż tyle mogłem zawdzięczać władzom Michigatty. Nie wiem czy mój temperament pozwoliłby siedzieć nieruchomo z ramionami uniesionymi na wysokości barków i rękoma przykutymi do ściany. Kajdany, owszem, były przymocowane do cegieł, ale łańcuchy pozwalały mi swobodnie się poruszać.
Królewska armia zaryglowała mnie tu z własnych powodów. 
Ja traktowałem to jako surowy wyrok za swoje czyny. Śmiem nosić nazwisko wzbudzające respekt, nie potrafiąc nawet okiełznać Susanoo – techniki mojego klanu. Mlasnąłem niezadowolony językiem i postanowiłem sprawdzić jak daleko dopuszczą mnie łańcuchy. Ostrożnie zacząłem przesuwać się wprzód. Rana na moim torsie boleśnie piekła, mimo interwencji Sakury. Po chwili z ledwością udało mi się dopaść zimnych krat, ale na nic innego nie było mnie stać.
Dwa metry dalej, naprzeciwko mnie, usytuowana była kolejna cela, w której spoczywała, wciąż nieprzytomna Sakura. Rany opatrzyło jej kilka kobiet, ale zniknęły prędko nie zwracając uwagi na nawoływania moje i Ren’a. Zastanawiałem się dlaczego go pominęły? Dlaczego udzieliły pomocy wyłącznie Sakurze? Zlekceważenie mojej osoby zdołałem jeszcze jakoś przełknąć. Byłem odpowiedzialny za zmasakrowanie większej części armii, ponadto omal nie zabiłem jednego z głównych członków władz. Ren też nieźle oberwał, ale mimo wszystko robił to, co Sakura. Atakował bez żadnych szczególnych uszczerbków na zdrowiu wrogów. Szczęście, że Kanoe nie znajdywał się w zasięgu mojej widoczności. Wtarabanili go do celi obok Haruno i gdyby mi zależało, po wychyleniu, mógłbym dojrzeć jedynie kawałek jego nogi. Wolałem sam uzmysłowić sobie ile błędów popełniłem, niż wysłuchiwać jego tyrady.
Panowała cisza, rozdzierana co chwila pogawędką strażników z wyższego piętra. Przez znudzenie zajmowałem sobie czas przyglądaniem się Sakurze. Leżała skulona w kłębek, a jej brzuch i czoło owinięte były cienką warstwą bandaży. W kark wsmarowaną miała jakąś oleistą maź, która błyszczała w nikłym świetle pochodni na końcu korytarza.
Żołądek skręcał mi się z głodu, byłem wycieńczony i słaby. Spędziliśmy tu raptem trzy godziny, a już marzyła mi się ucieczka. Nawet ze świadomością odbywania wyroku za skrzywdzenie Sakury. To  j a  po części przyczyniłem się do nałożenia tych przeklętych bandaży na jej skórę.
Sen zaczął powoli się do mnie dobierać, i kiedy myślałem, że wreszcie mnie zmorzy, usłyszałem szczęk odzierającego o cegły metalu. Uniosłem głowę z nadzieją, że to Sakura, ale ona wciąż leżała nieruchomo.
Zamiast tego rozległ się głos Ren’a:
 - Nie lubię cię, Uchiha, ale nie mam zamiaru przesiedzieć tu kolejnych trzech dni. Musimy się stąd wydostać.
 - Prosisz o współpracę? – wychrypiałem cierpko.
 - Tak, chodzi mi o współpracę, ale bynajmniej nie mam zamiaru cię o to prosić. Tylko… jeśli masz jakiś pomysł, cokolwiek… - Wtem urwał jak gdyby doznał olśnienia, a po kilku sekundach przemówił ponownie, znacznie ciszej i spokojniej: – Pamiętaj tylko, żeby mówić szeptem. Słyszą nas. Ten mężczyzna, z którym walczyliśmy powiedział, że używają specjalnych Jutsu na wzmocnienie słuchu i węchu.
 - Dlatego tak szybko nas wykryli…
Ren nie odpowiedział, ale wyczułem, że skinął głową.
 - Nie zdołamy niczego zrobić mając do czynienia z posiadaczami zwoju. Słyszałem o miliardach technik jakie w sobie zawiera. Oni mogą zrobić z nami wszystko – wyjaśniłem.
 - Nie zdziwiłbym się, gdyby obserwowali nas w jakieś misternej kuli – prychnął Ren.
 - Tak, to też może być możliwe.
Oparłem głowę o ścianę, ale natychmiast tego pożałowałem. Warstwa zielonej mazi była gruba i kleista, od razu poczułem jak wsiąka w moje włosy. Syknąłem pod nosem kilka przekleństw poszukując dogodnej pozycji do snu.
 - Poddajesz się? – usłyszałem Ren’a, gdy usiłowałem ułożyć głowę na podłodze.
 - Ja nigdy się nie poddaję.
 - Jakoś teraz nie za bardzo znajduję potwierdzenie tych słów.  
 - Jestem zmęczony – warknąłem. – Sakura jest bezpieczna, obandażowali ją. Nic nie zdziałamy bez energii. Musimy ją odzyskać i jutro coś wymyślić.
Przez parę chwil z celi Kanoe nie dobiegał żaden dźwięk. Stwierdziłem, że zacny pan właśnie z trudem przekonuje się, że mam rację, jednak w tym samym momencie Ren westchnął przeciągle i zabrał głos:
 - Chyba masz rację. Powinienem przystopować.
Ułożyłem się bokiem na podłodze i podparłem policzek na dłoni. Miałem teraz idealny wgląd na śpiącą Sakurę.
 - Znów mam wrażenie, że za bardzo zależy ci na zadaniu. To misja moja i Sakury. To my zostaliśmy w to wplątani.
Ren roześmiał się ponuro, łańcuchy zaszczękały.
 - Nawet nie masz pojęcia jak wielką rolę gram w tym przedstawieniu.
 - Więc opowiedz mi o niej.
 - Nie.
 - Dlaczego? – zmarszczyłem brwi. Liczyłem, że podstępem, lub prowokacją coś z niego wyciągnę, jednak Ren był nie do zdarcia. Szanse prysnęły, gdy w jego tonie na powrót usłyszałem nutę wrogości zarezerwowaną specjalnie dla mnie. Może mógłbym jakoś zmusić go do gry w otwarte karty. – Nie jestem tak naiwny jak Sakura. Wiem, że coś ukrywasz.
 - Nie nazywaj Sakury naiwną. Ona jest po prostu zbyt dobra i ufna.
 - Czy to nie czyni z niej naiwnej?
 - To czyni z niej pełną dobroci osobę – sapnął, a ja zrozumiałem, że jest zirytowany ciągnącym się tematem.
Trudno, sam rozpoczął pogawędki.
 - W takim razie ochoczo korzystasz z tej dobroci.
 - Co masz na myśli? – Ren przysunął się do krat. Widziałem teraz kawałek jego twarzy, na której odmalowywała się podejrzliwość.
Zanim ośmieliłem się rozpocząć akcję polegającą na wyciągnięciu od Kanoe wiadomości, z mojego brzucha wydobyło się nieprzyjemne burczenie. Ponieważ nie miałem pod ręką niczego, co mogłoby zaspokoić jego odgłosy, westchnąłem głęboko.
 - Uchiha! – zniecierpliwił się Ren.
Oby wszystko poszło zgodnie z planem.
 - Masz zamiar kiedykolwiek wyznać jej co działo się przez te trzy miesiące?
Odpowiedziała mi cisza. Długa i napięta. Ja byłem spokojny, gorzej z Ren’em. Stąd wyczuwałem wiszącą w powietrzu atmosferę niepewności.
 - Powiedziała ci? – odezwał się słabo.
 - Tak.
 - Mogłem się tego spodziewać. Jest zbyt ufna i chyba zapomniała, że człowiek, któremu zdradziła swoją przeszłość, omal nie pozbawił jej życia.
 - Możesz celowo nie zbaczać z tematu? Wiem co zrobiłem i jaki byłem. Ludzie się zmieniają. Coś o tym wiesz, prawda?
Wokół panowało takie milczenie, że mógłbym przysiądź, iż słyszałem jak Ren przygryza dolną wargę. Wiedziony ciekawością przeczołgałem się trochę do przodu, by poszerzyć pole mojej widoczności. Sakura pogrążona była we śnie, zaś Ren miał zamknięte oczy i przyciskał czoło do krat celi. Nie zauważył, że się mu przyglądam. 
 - Jak dużo ci powiedziała? – wyszeptał, pozostając w transie.
 - Wystarczająco dużo, abym zauważył wiele nieścisłości. Sakura opowiedziała mi jak się poznaliście i kim przedtem byłeś, a co najważniejsze… jaki byłeś. Nie jestem na tyle głupi, aby uwierzyć, że zwykła kłótnia zmieniła cię w takiego człowieka.
Ren ściągnął brwi i przez chwilę nic nie mówił.
 - Wszystko stałoby się prostsze gdybyś zaczął współpracować – powiedziałem. – Twoja postawa typu: Zrobię wszystko sam, zaczyna grać mi na nerwach.
 - To nie ma nic wspólnego z naszą misją.
 - Jesteś tego pewien?
 - Tak! – mocno ścisnął w pięści jeden z żelaznych prętów, a brwi niemalże stykały mu się pośrodku. – Nic nie rozumiesz, więc nie ingeruj w to, co jest między mną, a Sakurą. Obiecałem coś sobie i będę się tego trzymał do końca swoich dni. A ty… - żachnął się i spuścił wzrok. Znów odniosłem wrażenie, że płacze. - Ty jedynie wszystko utrudniasz. To przez ciebie ją straciłem.
Wzdrygnąłem się. Ren wrócił do siebie, więc prędko zniknąłem za ceglaną ścianą tak, aby mnie nie dostrzegł.
 - Przeze mnie ją straciłeś? Nie odebrałem ci jej. Macie wspólnie syna, nieprawdaż?
 - Myślisz, że posiadanie dzieci, uniemożliwia kobiecie powrót do pierwszej miłości? – prychnął.
Chwilę temu upilnowałem, żeby przypadkiem nie zauważył jak go obserwuję, teraz przestałem się tym przejmować, tylko szybkim ruchem znalazłem się przy kratach, szukając go wzrokiem.
Lecz Ren zdążył zmienić pozycję, przez co widziałem tylko kawałek jego nogi.
To absolutnie nie ma nic wspólnego z pierwotnie ustalonym celem naszego zadania, ale coś zmusiło mnie do podtrzymania tematu:
 - Ty… ty uważasz, że Sakura się we mnie zakochała? – Zadbałem, żeby Ren odebrał to jako szyderczą uwagę.
Ale on milczał znów.
Zajęty myślami, opętany przez jego słowa, które echem obijały mi się o czaszkę, ponownie ułożyłem się do snu, cierpliwie wyczekując jego odpowiedzi. Ren chyba nie miał zamiaru wdawać się w pogawędkę o uczuciach wobec Sakury. Mnie też było to nie na rękę. To najwyższy czas, żeby skoncentrować się na zadaniu i obmyśleniu skutecznej strategii na wydostanie się z tego rabanu.
Zasnąłem śniąc o moim bracie, który znienacka ubzdurał sobie, że jest światowej klasy komikiem.
***
Ponieważ każdy mój mięsień zaczął wyć z rozdzierającego go bólu, zrozumiałam, że właśnie wróciłam z ostoi do bezwzględnej rzeczywistości. Obrazy nacierających na nas mężczyzn, panikującego Ren’a, pół-przytomnego Sasuke, złowieszczej bestii i ledwie żywego Wampira uderzyły we mnie z potworną siłą, a ich potęgę odczułam niemal namacalnie, na powrót uderzając głową o twardą powierzchnię.
Gdzie jestem? Czy Sasuke jest już bezpieczny? Czy Ren zdołał sobie z nim poradzić? Czy Ketsuto przeżył zażartą bitwę?
Z kotłującymi się w mojej głowie pytaniami ostrożnie uchyliłam powieki, obawiając się obrazów, jakich zastanę. Ja żyłam. To dało mi nadzieję, że z resztą też wszystko w porządku.
O dziwo widok cegieł, na których rozsiana była jakaś zielonkawa papka, nie zrobił na mnie wrażenia. Chwilę leżałam nieruchomo wpatrzona w sufit, z nierozsądną nadzieją na dostrzeżenie drogi ucieczki. A więc znalazłam się w lochach… Nawet przez myśl nie przemknęło mi, że po walce z królewską armią wyląduję w miejscu, z którego niedawno odratowaliśmy Ren’a.
Ren…
Ren i Sasuke!
Lekceważąc protesty mięśni, które naprawdę urządziły solidny strajk, podniosłam się do pozycji pół-leżącej. Pierwsze co zauważyłam i co sprawiło, że odetchnęłam z ulga, to Sasuke zamknięty w celi naprzeciwko, przeszywający mnie spojrzeniem hipnotyzujących czarnych oczu. Od razu zatopiłam się w ich morzu.
 - Nie panikuj – powiedział twardo.
Nie miałam tego w planach.
Uśmiechnęłam się do niego krzepiąco.
 - Spodziewałam się tego. – Drugim elementem, który przykuł moją uwagę były bandaże, owijające mi brzuch. Poczułam też ucisk na czole i unosząc rękę, natknęłam się na ten sam delikatny materiał.
Sasuke wyczuł moje zainteresowanie.
 - Wcześniej przyszyły tu jakieś kobiety i cię obandażowały.
 - Naprawdę?
Potaknął, przylgnął plecami do ściany i wypuścił z siebie powietrze. Przyglądałam się mu w poszukiwaniu jakiegoś lekarskiego ekwipunku, ale szrama na jego torsie kuła w oczy.
 - Dlaczego ciebie nie opatrzyli?
Wzruszył ramionami.
 - Dziwisz się?
 - Dziwię się. Przecież twoja rana… nie zdołałam jej do końca uleczyć, a teraz… teraz nie mam jak i…
 - Sakura – przerwał mi i zerknął na mnie kątem oka. Znałam naturę Sasuke. Nie był ochoczo nastawiony do bezpośredniego okazywania emocji, ani do bycia wesołym optymistą, ale obecny chłód w jego głosie sprawił, że w gardle poczułam nieznośne pieczenie. Tak jakby ktoś wsypał mi tam garść gwoździ. Nie używał wobec mnie takiej intonacji nawet w najbardziej zażartych awanturach.
 - Sasuke, wszystko w porządku? – zapytałam, zanim się odezwał.
Kiwnął bezwiednie głową.
 - Jestem odpowiedzialny za zniszczenie większej części armii Michigatty, a ty dziwisz się, że mnie pominęli?
 - No tak – Straciłam rezon. To nie był mój Sasuke. Mój Sasuke owszem, potrafił spojrzeniem przyprawić niejednego o gęsią skórkę, a głosem zmrozić krew w żyłach, ale nie wywoływał u mnie niepokoju, który odczuwałam teraz. Zbliżyłam się niezauważalnie do krat, żeby lepiej się mu przyjrzeć. Twarz miał taką, jakby w środku właśnie rozdzierało się mu serce. Odchrząknął dopiero, gdy dostrzegł moje zainteresowanie i zaczął wyjaśniać ile czasu tu spędziliśmy. Nie dysponując tak ekskluzywnym sprzętem jak zegarek, instynkt Sasuke podpowiadał mu, że jesteśmy tu przynajmniej pół dnia. Powiedział mi także, gdzie znajduje się Ren, i że póki co, pogrążony jest w głębokim śnie, również pozbawiony szpitalnego ekwipunku.
Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tylko mi udzielono pomocy. Dlaczego w ogóle mi jej udzielono…
 - Prześpij się. Musimy zebrać siły. Jak tylko Ren się obudzi zaczniemy obmyślać jakiś plan – polecił Sasuke. Znów zapatrzył się w pustkę przed sobą, ale tym razem jego mimiki nie dało się odszyfrować.
Nie czułam się zmęczona. Właściwie rozważałam wariant próby odstawienia krótkiego tańca na udowodnienie obecności rozsadzającej mnie energii. Długi czas siedziałam po turecku, gmerając palcami w wąskich wnękach między cegłami. Z nudów zaczęłam nucić nawet kołysanki dla Satoshi’ego. Sasuke miał zamknięte oczy, a jego głowa delikatnie się chwiała. Wydawało się jakby mnie słuchał. Kilka kolejnych piosenek śpiewałam cicho z myślą o nim i śpiącym za ścianą Ren’ie.
 - Sakura – usłyszałam głos Uchihy.
 - Co?
 - Śpij.
 - Ale ja nie chcę spać. Nie jestem zmęczona.
Kolejnym dźwiękiem jaki z siebie wydobył było przeciągłe westchnięcie. Usytuowałam się w kącie celi i podciągnęłam kolana pod brodę, spoglądając na Sasuke.
 - Przeszkadza ci jak śpiewam?
 - Nie – odetchnął.
Po chwili milczenia kontynuowałam swój cichuteńki koncert. Głowa Sasuke po raz kolejny zaczęła się poruszać w tę i we w tę. W czasie nucenia odszukałam sobie zajęcie. Zielona maź na ścianach, acz ohydna skutecznie odciągała mnie od monotonii. Tuż przy twarzy zaczęłam rysować byle jakie kształty, lecz w późniejszym czasie zaczęło mnie nużyć malowanie nieznanych elementów. Pomyślałam o Satoshi’m. Najpierw wyrysowałam na ścianie jego kocyk z wyszytym baśniowych księżycem, który uśmiechał się z błyskiem przeznaczonym dla dzieci. Następnie skupiłam się na główce. Wyszła dosyć krzywo, niczym nadszarpnięty owal, za to dwie kreski, które grały tutaj parę zamkniętych oczu, wyszły fenomenalnie. Spojrzałam na arcydzieło z ostentacyjnym westchnięciem tęsknoty.
Czułam jak Sasuke wwierca we mnie dwie czarne otchłanie. Miał wgląd na ścianę, gdzie powstawały moje próby zabawy w artystę i od razu zapytał:
 - Tęsknisz za nim, co?
 - Wiem, że dla ciebie sześć dni to nic – zachichotałam. – Przedtem spędzałam z Satoshi’m dwadzieścia cztery godziny na dobę. Może właśnie dlatego tak ciężko mi wytrwać. Tęsknię nawet za jego płaczem. Niejednokrotnie budził mnie w nocy, przyprawiał o zmęczenie i działał na nerwy, ale opłacało się pomęczyć, by potem ujrzeć jego spokojną buźkę, kiedy śpi – Założyłam ramiona na kolana i zanurzyłam w nich połowę twarzy. Mówiło mi się znacznie łatwiej z zamkniętymi oczami. – Kto by pomyślał, że nadejdzie dzień, w którym będę tęsknić za dziecięcym płaczem. A ty Sasuke?
 - Co ja?
 - Tęsknisz za Itachi’m?
Wlazłam w niebezpiecznie rejony, mimo wszystko oczekując cierpliwie jego odpowiedzi. Wiedziałam, że Sasuke potrzebuje czasu na uporanie się z takimi uczuciami. Są dla niego nowością.
 - Trochę tęsknię za jego kiepskimi dowcipami – odezwał się w końcu. Miałam wgląd na jego profil, na którym pojawiło się coś w stylu półuśmiechu.
 - Mam nadzieję, że prędko usłyszymy kolejny żart.
 - Ja też.
 - Sasuke?
 - Co?
 - Wymyśliłeś już plan na wydostanie się stąd?
 - Nie – oparł krótko, rozglądając się dookoła. Wzięłam z niego przykład, dokonując oględzin własnej celi. Dlaczego nie mogło być jak w filmie? Dlaczego moim oczom nie może rzucić się ulokowane w górnym kącie maleńkie okno, które będzie naszą bramą wyjścia? Dlaczego rzeczywistość musi być taka okrutna i nie obdarowywać nas zbiegami okoliczności, dzięki którym zburzylibyśmy wszystkie ograniczające bariery?
W baśniach, które czytałam Satoshi’emu, bohaterom zawsze udawało się skomponować plan działania.
Spojrzałam na Sasuke.
Znów mi się przyglądał zjadliwą czernią jego ślepi. Poczułam, że to dobry moment na rozpoczęcie rozjuszającego mnie tematu.
 - Sasuke?
 - Hmm?
 - Naprawdę mnie lubisz? Jako… kobietę?
Mało brakowało, a parsknęłabym śmiechem na widok jego wielkich oczu. Teraz to ja będę bezpośrednia, ot co!
Sasuke odwrócił się tak, że nie byłam w stanie zbadać wyrazu jego twarzy. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, wyobrażając sobie wypieki goszczące na policzkach członka elitarnego klanu Uchiha.
 - Nie odpowiesz mi? – zapytałam.
Sasuke zmierzwił sobie włosy, które i tak były już solidnie rozwichrzone. W takim wydaniu wyglądał jeszcze doskonałej niż zazwyczaj. Czyż to nie piękne, mieć talent do wyglądania zjawiskowo, nawet siedząc wycieńczonym w lochach? Ciekawe jak ja się prezentowałam? Być może Sasuke przyglądając się mi stwierdził, że wyznanie na dachu zamczyska straciło swoją wartość. Sakura Haruno nie okazała się być tym, czego oczekiwał.
Zrobiłam się naburmuszona przez własne myśli.
 - Ok, nie chcesz gadać, to nie – Przycupnęłam blisko ściany i uniosłam rękę: - Wiedz jednak, że pozbycie się mnie nie będzie proste.
Odwróciwszy się do niego plecami, zaczęłam tworzyć. Rysowanie szło mi teraz znacznie sprawniej po testowych próbach, wynikających z tęsknoty za synem. Ruchami palców stworzyłam coś na podobieństwo twarzy, ale to szpiczaste włosy nadały postaci odpowiedniego wyglądu. Czułam na sobie zainteresowane spojrzenie Sasuke.
Nie zapomniałam oczywiście o magicznych oczach i było mi wstyd, że coś tak urokliwego finalnie wyszło dość mizernie. Najważniejszym elementem były jednak usta, które krzywiły się w serdecznym uśmiechu.
Zerknęłam na Sasuke znad ramienia.
 - I co o tym sądzisz? – Uśmiechnęłam się. – Lubię to w tobie i chciałabym częściej móc podziwiać.
Długo czekałam na ruch z jego strony. Ostatecznie Sasuke wybełkotał coś pod nosem i odwrócił spojrzenie.
A więc tak chce się bawić?
Zgoda.
Rozprostowałam palce niczym zapaśnik przygotowujący się do starcia. Moja walka także nie toczyła się o byle co. To walka o uczucia Sasuke. Musiałam więc użyć swojej najcięższej artylerii.
Mimo wszystko byłam rozluźniona rysując dwa niezgrabne ludziki, których ręce i nogi tworzyły wyłącznie nierówne kreski. Jeden był dwukrotnie większy od drugiego. Oba trzymały się za ręce i zdawały się różnić praktycznie wszystkim. Wyraźne zaznaczyłam odstające kosmyki włosów u wyższego stwora i długie, sięgające pasa włosy u mniejszego.
Tym razem moje zerknięcie na Sasuke było dwa razy szybsze. Chłopak przyglądał się wszystkiemu z rozbawieniem, kręcąc ostentacyjnie głową.
 - No co? Wiem, że nie mam talentu, ale zrobiłam wszystko co w mojej mocy! – obruszyłam się.
Sakura i Sasuke, informował koślawy napis wydrążony w papkowatej mazi. Na ostatek, zręcznym ruchem narysowałam cienką nić, która ich łączyła. Sznureczek Itachi’ego.
 - Jest nieźle, jak sądzisz?
Sasuke nie odpowiedział.
Przez następne parę chwil szukałam inspiracji do nowego arcydzieła. Ilekroć uderzało we mnie natchnienie, pozwalające w nieskończoność wyliczać atrybuty, które uwielbiałam w Sasuke, tak teraz złośliwy mózg musiał rozpierzchnąć i odepchnąć od siebie wszystkie idee. Ponieważ mój model znajdował się zaledwie parę metrów ode mnie, postanowiłam dokonać kolejnych oględzin. Odwróciłam wzrok.
 - Hę?
Tym razem Sasuke nie siedział bezczynnie w miejscu. Nawet nie wiedziałam, w której chwili się poruszył, ale jakimś cudem znalazł się znienacka przy ścianie naprzeciwko i siedział plecami do mnie, babrając opuszkiem palca w zielonej brei. 
Obserwowałam jak nieporadnie wodzi palcem po niewielkiej przestrzeni przy swojej głowie i usiłuje się skoncentrować.
Prędko zrozumiałam, że ludzikiem – który kształtem kończyn przypominał mój rysunek – jestem ja. Owal pełniący rolę mojej twarzy był pusty, z kolei od czubka głowy w dół płynęła gęsta fala włosów. Sasuke wyraźnie je podkreślił, przyciskając palec mocniej do ściany.
 - Włosy… - wyszeptałam odruchowo ściskając w ręku ich pasmo.
Następnie moja owalna głowa wypełniła się nowymi rysami. Oczy miałam zamknięte, zaś zęby wyszczerzone w wesołym uśmiechu.
Dłoń Sasuke najwyraźniej była magiczna, bo ów gest zaczął rozjaśniać moją rzeczywistą twarz i śmiałam twierdzić, że jestem teraz równie radosna, co Sakura stworzona przez Uchihe.
 - Lubisz moje włosy? – zapytałam wesoło.
 Sasuke, zamiast odpowiedzieć, raz jeszcze obrysował linie, które tworzyły moje usta.
 - Ach, uśmiech też.
Podobała mi się ta „niema” zabawa. Wprawdzie nie szło mi najlepiej, za to Sasuke sprawował się doskonale.
Przywędrowałam na czworaka do krat i ani na moment nie spuszczałam z niego wzroku. Byłam pewna, że w niedalekiej przyszłości będę surowo uskarżała się o moje obecne zachowanie, ale tak piorunujący widok Sasuke działał na mnie w sposób magiczny. Jakby jego ręce nie tylko tworzyły kształty, ale także rzucały misterne zaklęcia na zauroczenie.
Oplotłam wokół palca jeden ze swoich kosmyków. Nagle z przeciętnej posiadaczki długich włosów, stałam się rozpartym przez dumę właścicielem.
Kochałam Sasuke.
Nie potrafiłam temu zaradzić.
Niestety ogień jątrzącej się we mnie pasji przygasł wraz z dźwiękiem głosów, które przywiodło do nas echo.
 - Naucz się być bardziej tolerancyjnym – odezwał się obruszony mężczyzna.
Chwilę później dobiegły nas również stukoty kroków, a czyjeś cienie przecięły ceglastą ścianę niedaleko.
 - Cofnij się! – syknął ostrzegawczo Sasuke, nakierowując mnie ruchami dłoni. Posłusznie wykonałam jego rozkazy i zamazałam rękoma wcześniejsze rysunki, przez co moje dłonie natychmiast wsiąknęły nieprzyjemny fetor kleistej mazi. Zmarszczyłam nos z niesmakiem.
 - Jak mam być tolerancyjny, kiedy moja własna córka odstawia takie rzeczy? Powinna kierować się rozsądkiem – Męski głos ponownie rozbiegł się po lochach.
Nie ma to jak zwierzać się ze swoich ojcowskich problemów w takim miejscu, pomyślałam nachmurzona i poczułam się bezpieczniej. Sasuke wciąż nieudolnie usiłował przycisnąć mnie gestami do ściany, ale ja z uporem wróciłam do krat, przytykając policzki do ich chłodnej powierzchni.
 - Głupia… - westchnął Sasuke.
Pogawędka dwójki strażników trwała jeszcze chwilę. Zanim trasa dobiegła końca zdążyłam już dowiedzieć się, że większość małżeństw na Michigacie jest aranżowanych, a córka mężczyzny o grubszym i posępniejszym głosie zauroczyła się w niewłaściwym facecie, niższego pokroju.
Kiedy odziani w ciężkie żelastwo strażnicy stanęli przed mymi oczami miałam czystą chęć przemówić ojcu niesfornej córki do rozumu. Jaka szkoda, że nie było mi dane tego uczynić. Posłańcy szybko przeszli do rzeczy.
 - Koniec waszej kary – oznajmił nieidealny tatuś i zmierzył wzrokiem Sasuke. Ren najwyraźniej wciąż spał, gdyż z jego celi nie dochodziły żadne odgłosy.
 - Koniec kary? – zdziwiłam się. – Co masz na myśli?
 - To, że król wzywa was do siebie – odrzekł ten drugi.
Ciężko było wymyślić jakąś odpowiednią reakcję. Nie miałam bladego pojęcia czy powinnam się cieszyć, czy też płakać. W lochach nasz los był przesądzony, lecz kto wie jakie niebezpieczeństwa czyhają na nas ze strony króla? Być może chce, abyśmy zostali „wyeliminowani” na jego oczach, tak dla ludzkiej pewności.
Przełknęłam ślinę, a tymczasem nieidealny tatuś zabrał się do rozprawiania z kłódką mojej celi.
Sasuke zacharczał wściekle, gdy strażnik podciągnął do góry. Jego nadgarstki ledwie wydostały się z ciasnej bariery, a już zaaplikowali kolejną.
 - Wasza chakra jest nieaktywna dzięki tym kajdankom. Nie próbujcie żadnych sztuczek – wyjaśnił mężczyzna i ustawił Sasuke przed sobą, delikatnie pochylonego. Uchiha chwilami wierzgał się nieustępliwie, ale tym razem to nie byli ci ludzie, z którymi walczyliśmy na dachu zamku. Oni byli przygotowani na nasze wybryki.
Potulna niczym baranek pozwoliłam się prowadzić nieidealnemu tatusiowi. Strażnicy zamknęli za nami cele, przytrzymując jedną ręką i pociągnąwszy nas za sobą, ruszyli wprzód.
Przystanęłam zdezorientowana.
 - A Ren?
Mój oprawca odwrócił się w tył, jakby Kanoe miał tam stać i czekać aż zwrócimy na niego uwagę.
 - Król chce widzieć się wyłącznie z wami – wyjaśnił.
Drugi głośno zarechotał.
 - Poza tym ten młody miał już okazję porozmawiać z naszym władcą i o ile plotki są prawdziwe, w pełni ją wykorzystał.
- Co masz na myśli?
Zamiast usłyszeć kulturalnej odpowiedzi, poczułam mocne szarpnięcie.
 - Nie twój interes, intruzie. Swoją drogą jestem ciekaw, dlaczego król aż do tej chwili utrzymywał was przy życiu.
Ja też, pomyślałam, a mój umysł i ciało powolutku zaczynały pławić się w strachu i niepewności.
 - Skoro ją opatrzono, raczej nie ma w planach nas zabić – zauważył Sasuke.
Odruchowo zerknęłam na śnieżnobiały bandaż, owijający mój brzuch.
 - Właśnie – wtrąciłam się. – Dlaczego…
 - Król z początku chciał, żebyście trochę tu posiedzieli i zobaczyli, że z Michigattą nie ma żartów. Traktowaliście tę misję jak dobrą rozrywkę – wyjaśnił nieidealny tatuś. – Dzisiaj chciał się z wami zobaczyć, ale obawiał się, że z twoimi ranami… - Zerknął na mnie znacząco. – Możesz nie przeżyć, lub być w tragicznym stanie podczas spotkania. Dla pewności zlecił naszym strażniczką zatrzymać krwawienie.
Świetnie.
Marzyłam, żeby to usłyszeć.

Maszerowaliśmy trasą, którą w niedalekiej przeszłości przemierzałam z Sasuke pędem, uciekając przed hordą dzikiej armii. W tamtym momencie nie odczuwałam strachu. Przynajmniej nie tak namacalnie jak obecnie. Wówczas wiedziałam, że mam przy sobie Sasuke – niegdyś kryminalistę, ale mimo wszystko potomka klanu Uchiha z budzącą uznanie listą zabójstw. Mogłam czuć się bezpiecznie, nawet ścigana przez rój uzbrojonych ludzi.
Teraz byliśmy bezbronni, schwytani… Jakże mogłam przezwyciężyć lęk, wiedząc, że niedługo być może król dokona na mnie egzekucji? Cha! Pewnie chodzi o Wampira! Jest tak wściekły za przegraną, że postanowił osobiście pozbawić nas ostatniego oddechu.
Wzdrygnęłam się. Mężczyzna, który mnie prowadził wzmocnił uścisk. Po przejściu kilkunastu pięter znaleźliśmy się w końcu na tym właściwym. Strażnicy ucinali sobie żywą pogawędkę, jakby był to ich przeciętny dzień pracy, tymczasem mnie i Sasuke ściskało w żołądku z nerwów.
Długi, kunsztowny korytarz w kolorystyce złota i kwitnącego słonecznika powiódł nas do mniej barwnej Sali. Potężne drzwi z ciemnego drewna były lekko uchylone, a przez szparę widziałam jedynie mrok.
Strażnicy skończyli roztrząsać sprawę kandydata na męża dla córki jednego z nich i odchrząknęli uroczyście w tej samej chwili, każąc nam się wyprostować.
Rzuciłam przelotne spojrzenie ku Sasuke. Liczyłam na drobne wsparcie z jego strony. On tylko skinął głową, co miało chyba oznaczać Powodzenia i po chwili zniknął mi sprzed oczu, prowadzony przez swojego oprawcę.
 - Przyprowadziliśmy tych szkodników – zadeklarował nieidealny tatuś, prowadząc mnie głębiej.
Od razu zrozumiałam, że znaleźliśmy się w głównej siedzibie króla – Sali tronowej. Na filmach wyglądało to nieco inaczej. Bardziej radośnie, odżywczo. Przepiękne zdobienia ścian, jedwabiste zasłony, tron utrzymywany w barwach czerwieni wzbudzały zachwyt, ale też potrzebny respekt. Nawet Wampirzyca Momo trafiła do lepszego miejsca, gdy dowiedziała się, że jej prześladowca jest władcą wszystkich paranormalnych istot. Tu było inaczej. Kamienne ściany nie zostały nawet pomalowane, ani przyozdobione. Przez swój naturalny kolor były głównym czynnikiem sprawczym panującego tutaj mroku. Naprzeciwko nas pod ścianą ustawieni byli w szeregu kolejni strażnicy, gotowi zainterweniować. Oprócz drobniutkiej półki z tajemniczo wyglądającymi księgami, w pomieszczeniu nie było żadnych mebli.
Ale to król wołał o naszą uwagę.
 - Wreszcie – odetchnął z ulgą i wstał ze swojego królewskiego miejsca. W przeciwieństwie do grozy, jaką budził jego „pokój”, sam jego właściciel nie robił wrażenia przerażającego. Miał długie, proste orzechowe włosy i zielone oczy, które błyszczały przyjaznym płomieniem. Nawet jego uśmiech był serdeczny. Zaraz… uśmiech? Tak! On naprawdę się do nas uśmiechał. I to nie w sposób złowieszczy, łobuzerski, ani w jakikolwiek, który zwiastowałby kres naszych dni. Nie! Ubrany w piękne, złote szaty, błyskające gdzieniegdzie srebrnymi gwiazdkami, wyszytymi na powierzchni materiału, wyglądał jak prawdziwy władca. Długo nie mogłam oderwać od niego wzroku. Pewnie miał na karku czterdziestkę, albo nawet pięćdziesiątkę, ale mogłabym zaryzykować i dać mu te trzydzieści parę lat.
Tenshi Tomoko, określiłam w myślach jego tożsamość, przypominając sobie słowa pani Hotaru. Król był dla niej bratem, zaś dla Tsubaki pełnił rolę wujka. Natomiast dla nas grał zwykłego złodziejaszka!
Nie odzywając się, król ruchem ręki nakazał wszystkim strażnikom opuścić pomieszczenie. To tyczyło się nawet naszych oprawców, którzy dygnęli i jak gdyby nigdy nic opuścili nas, ponownie prawiąc na temat nieszczęsnej córki. Po chwili w Sali tronowej zostałam tylko ja i Sasuke, król oraz dwóch mężczyzn zajmujących miejsce, po obu stronach misternego siedziska władcy.
Tenshi nie rezygnował z serdecznego uśmiechu i zachęcił nas do zbliżenia się. Sasuke ścisnął mój nadgarstek i nie spuszczając wzroku z króla, poprowadził wprzód. Po drodze postanowiłam jeszcze raz zbadać otaczającą nas przestrzeń.
 - Niedługo będzie remont – Tenshi roześmiał się perliście, a ja wnet zrozumiałam, że zwraca się do mnie. Zrobiłam głupią minę.
 - No… tak.
Jednak Sasuke nie miał w planach powziąć strategii króla i od razu przeszedł do rzeczy:
 - Będziesz łaskaw w końcu oddać zwój naszej wiosce? – zapytał kpiarsko. – Nie macie do niego żadnych praw, ani tym bardziej zgody na używanie jego mocy do prowadzenia jakiś pokręconych działalności.
Tenshi wystąpił krok do przodu i zamyślił się.
 - Zastanawiałem się cóż mam z wami począć? Bezsprzecznie jesteście bardzo barwnymi postaciami, ale puszczając was na wolność, ześlę na swoje królestwo niepotrzebne problemy. Konoha na pewno jest nieugięta w sprawach zwoju.
 - Ty mnie w ogóle słuchasz? – Sasuke zacisnął pięści, puścił mój nadgarstek i zbliżył się o kilka kroków do króla. – Myślisz, że teraz robisz nam łaskę? Oddawaj ten cholerny zwój! Jesteście pierwszymi podejrzanymi na liście Konohy. Nawet jeśli nas zabijecie, oni i tak prędzej czy później tu dotrą.
Hej! Zgadzając się na misję, nie było mowy o ryzyku zabicia.
 - Masz rację młodzieńcze – Król obrócił się do nas plecami i zasiadł na tronie. – Nie mogę jednak oddać wam zwoju. Rozumiem waszą determinację i upór, ale bez zwoju nie będzie Michigatty.
 - Jak to? – zapytałam bardziej pewnie. Król naprawdę nie sprawiał wrażenia bezdusznego władcy. Właściwie chwilami przywodził mi na myśl panią Hotaru Tomoko.
 - Wezwałem was tu, abyśmy ustalili co poniektóre sprawy – obwieścił uroczyście Tenshi. – Dostaliście misję od waszego Kage, prawda? Misję odzyskania zwoju. Według moich źródeł natrafiliście na nasz trop poprzez dwójkę szpiegów Madary i dzięki rozmowie z moją siostrą.
Pokiwałam głową. Wszystko zgadzało się z prawdą.
 - To zabawne – Król zachichotał. Jak na władcę miał ewidentnie zbyt przymilny głosik. – Akurat was wybrano na tę misję. Jesteście połączeni Kyori, prawda?
Znów potaknęłam.
 - Do rzeczy – niecierpliwił się Sasuke.
 - To nie ja, ani żaden z moich mieszkańców, także sług nie użyli na was owej techniki. Podejrzewaliście Ketsuto, ale on nie ma dostępu do innych zakazanych Jutsu, oprócz Ritsu i technik na uwrażliwienie zmysłów.
 - Ale wiesz kto to był! – wtrąciłam.
 - Wiem.
 - No więc…
 - Dziewczynko…
 - Sakura – uzupełniłam, widząc jak celowo nakłania mnie do pomocy w odszukaniu słów.
 - Ach, tak Sakura. Jakże mógłbym zapomnieć? – Z jego gardła raz jeszcze wydobył się śmiech. Wprawdzie był on czystą symfonią dla uszu, ale w takim momencie nie koncentrowałam się na pięknie jego głosu. – A więc, Sakura. Nawet jeśli chciałbym wam powiedzieć, nie mogę tego zrobić. Obiecałem to komuś i dotrzymam danego mu słowa. Zwoju również nie dostaniecie. Wstyd się przyznawać, ale Michigatta od lat potrzebuje pieniędzy, a odkąd pod naszymi skrzydłami znalazł się zwój, na wszystko nam wystarczało, a mieszkańcom żyło się lepiej. Nie bierzcie mnie za pozbawionego skruchy, okrutnego władze. Robię to wszystko dla dobra mojego ludu. Niestety… wy do niego nie należycie. Czy mam inne wyjście?
 - Inne wyjście? – zmarszczyłam brwi. – Nie rozumiem.
W tej samej chwili król skinął palcem na strażnika po lewej. Mężczyzna z bijącym od niego spokojem, wyciągnął coś niewidocznego z kieszeni, a ja zareagowałam dopiero, gdy zamachnął się prawym ramieniem.
Poczułam mrowienie w nogach. Spojrzałam w dół. Zauważywszy chmarę igieł, które rozsiane były po mojej skórze, nie mogłam wstrzymać się od paniki. Sasuke zjawił się przy mnie i z warknięciem obrzucił trójkę wrogów opętanym przez wściekłość spojrzeniem.
 - Co to jest?! – krzyknął.
Zabierałam się do wyciągania igiełek, tym bardziej póki nie czułam żadnych symptomów omdlenia. Niestety król powstrzymał mnie swoim głosem.
 - Nie, nie. Nie radziłbym tego robić. Wykrwawisz się, Sakura – W jego ustach moje imię brzmiało bardzo uroczyście. Jakby jego wypowiadanie sprawiało mu samą przyjemność.
W oczach Sasuke widziałam wzmagającą się histerię. Patrzył naprzemiennie w moje oczy i na Tenshi’ego, który traktował naszą tragedię niczym godne uwagi widowisko.
 - Uwierzcie mi, nie często zabijam. Żal ściska moje serce na myśl, że stracę tak barwne postacie. Ale jeszcze większy żal przychodzi, kiedy pomyślę o tym, że Konoha miałaby odebrać mi zwój! To byłby koniec dla Michigatty! – Po raz pierwszy na jego serdecznej twarzy wyrysował się gniew. Dwójka strażników zaczęła zmierzać w naszą stronę. Sasuke stanął przede mną. Nie miał przy sobie żadnej broni, wszystko zostało mu odebrane, ale mimo tego gotował pięści do walki. Nie zwracał uwagi na szczekające kajdany.
 - Sasuke…
 - Spokojnie, coś wymyślę – syknął do mnie.
Wciąż czułam lekkie mrowienie w kończynach, ale oprócz tego wszystko zdawało się być ze mną w porządku.
Wtedy przestałam słyszeć przyśpieszony oddech Sasuke. Uchiha wyraźnie się rozluźnił i uniósł ku górze obie ręce.
 - Czekaj!
Zaintrygowany król uniósł palec wskazujący do góry, tym samym zatrzymując dwóch oprychów. Mężczyźni z niezadowoleniem przystanęli w miejscu, opuszczając swoje miecze.
 - Co się stało? Masz jakieś ostatnie słowa, młody Uchiha? – zapytał z drwiną.
To niezaprzeczalnie zirytowało Sasuke jeszcze bardziej, ale jakimś cudem zdołał stłamsić narastające emocje.
 - Zawrzyjmy układ – zaproponował.
 - Układ?
 - Sasuke! – z cichym syknięciem lekko łupnęłam go w plecy. Nie zareagował. Posunął się do przodu i potarł brodę.
 - Powiedziałeś, że obawiasz się o losy Michigatty. Nie chcesz stracić zwoju, a puszczając nas właśnie na to się skazujesz – Sasuke zaczął maszerować w tę i we w tę, splatając dłonie za plecami. Przyglądałam się mu czujnie, licząc na to, że z jego ruchów odczytam planowane zamiary. – A jeśli obiecamy ci, że wracając do Konohy nie piśniemy słowa o zwoju?
Strażnicy stojący nieopodal Sasuke zaśmiali się ponuro, na powrót chwytając miecze w stan gotowości. Król nie wydawał się być przekonany. Z grymasem na twarzy spozierał wzrokiem nas obojgu.
 - To ma być układ? Przecież nie mogę być pewien, że mnie nie oszukacie. W tych czasach przysięgi nie mają żadnej wartości. Nawet te najbardziej uroczyste. – Tenshi poderwał się z miejsca i zacisnął pięści. – To głupota!
Może i głupota, ale także klarowny znak na porażkę. Sasuke w mgnieniu oka stanął obok.
 - Warto było spróbować – szepnął do mnie.
Nie odrywając wzroku od króla i jego pachołków, powiedziałam:
 - Trudno mi uwierzyć, że akurat ty byłbyś gotowy to wszystko zostawić i poddać się.
 - Nie poddałbym się – Władca Michigatty po raz kolejny porozumiewał się ze strażnikami ruchami palców, nakazując im kontynuować przerwaną czynność. Wraz z Sasuke ostrożnie przekradaliśmy się do tyłu, niczym ofiary głodnego drapieżcy, których los został przesądzony. – Wróciłbym na Michigatte i odzyskał zwój – usłyszałam jego głos nad moim uchem.
 - W takim razie dlaczego teraz chcesz, żeby puścili nas wolno?
 - Ze względu na ciebie – Zacisnął usta. – Nie możesz zginąć, Sakura.
Na tę krótką chwilę polujące na nas lwy przestały dla mnie istnieć. Spojrzałam na Sasuke z lekko rozwartymi oczyma, ale w jego oczach nie znalazłam żadnej konkretnej odpowiedzi. Powaliły mnie natomiast swoim urokiem.
Z cichym parsknięciem pokręciłam głową, przywracając się na scenerię dżungli, gdzie ja i Sasuke graliśmy rolę bezbronnych antylop.
Nie mogłam jednak zapominać, że wśród dzikich zwierząt, zielonkawych drzew i źdźbeł trawy, sięgających do pasa, czaiła się jeszcze jedna istota. Przywódca.
 - Może zajmijmy się najpierw młodym Uchihą? – rzucił niewinnie Tenshi. – Ty, moja droga Sakuro będziesz nam przeszkadzała, ale nie martw się… znaleźliśmy odpowiedni sposób na powstrzymanie cię.
Nie miałam bladego pojęcia o czym mówi, ale Sasuke naraz znieruchomiał i spojrzał na powbijane do moich nóg igiełki.
Wciąż nie odczuwałam żadnych symptomów. Właściwie czułam się świetnie. Byłam gotowa „przeszkadzać” królowi Michigatty w wyeliminowaniu Sasuke.
Tenshi Tomoko przybrał zacięty wyraz twarz, odrzucił złocistą szatę za plecy i rozpoczął formułowanie skomplikowanej serii znaków. Od razu pojęłam, że mamy do czynienia z zakazaną techniką. Sasuke cofał się ze mną jeszcze parę sekund, ale strażnicy przed nami znienacka rozpłynęli się w powietrzu i zmaterializowali za Uchihą, przytrzymując go za oba ramiona.
 - Puszczajcie! – Szargania Sasuke, tak jak poprzednio, nie wprowadziły żadnego efektu, oprócz wzmocnienia uścisku strażników.
 - Sasuke!
Momentalnie się na nich rzuciłam. Nie mogłam wiele zrobić bez użycia chakry, ale nieaktywna energia nie pozbywała mnie moich umiejętności walki. Wymierzyłam solidnego kopniaka w brzuch jednego ze strażników, który osunął się z jękiem na ziemię.
Za naszymi plecami rozniósł się demoniczny rechot władcy. Rzeczywistość okazała się być okrutna, a Tenshi bynajmniej nie obdarowywał nas teraz serdecznym uśmiechem.
Sasuke korzystając ze zniesienia połowy przytrzymującej go siły, odepchnął od siebie mężczyznę i stanął przede mną.
 - Dobra robota – powiedział.
 - Nie na długo – odrzekłam zerkając na Tenshi’ego, który wcale nie wyglądał na zaskoczonego naszą taktyką.
Wkrótce król z prędkością światła znalazł się przy Sasuke, zaczynając go dusić. To było niepojęte. Ledwie odwróciłam wzrok od władzy, a ten znikąd zjawił się obok mnie, ściskając kark Uchihy. Zanim zdążyłam zareagować oboje zniknęli mi sprzed oczu, ponownie zjawiając się przy tronie. Tenshi przycisnął Sasuke do ściany, który bezskutecznie próbował przezwyciężyć siłę napastnika.
 - Nie! – krzyknęłam, ruszając pędem w ich stronę.
W tym momencie dostrzegłam, że jeden ze strażników się podniósł. Lekceważąc jego obecność biegłam dalej. Niestety będąc w połowie drogi poczułam pulsujący ból w dolnych kończynach i runęłam na ziemię.
 - Mówiłem, że cię powstrzymamy – odezwał się strażnik, stawiając spokojnie kroki za mną.
Wnet zrozumiałam czemu miały przysłużyć się igiełki. Ból zniknął, a wraz z nim czucie. Nie mogłam poruszać nogami!
 - Sasuke… - wykrztusiłam, podciągając się rękoma, nad którymi dzięki Bogu miałam panowanie. Igły przygniecione przez podłoże zapewne wbiły się głęboko w moje nogi i poniekąd byłam wdzięczna, że nie musiałam czuć wynikającego z tego bólu. Przy użyciu rąk czołgałam się po ziemi.
Sasuke zauważył moje działania i patrzył na mnie zaskoczony, krztusząc się. Tenshi dusił go bez cienia litości, a po przestrzeni roznosił się wyłącznie jego śmiech i bełkot ofiary, próbującej bezowocnie napełnić płuca potrzebnym powietrzem.
 - Zostaw go! – ryknęłam ostrzegawczo.
Na Tenshi’m nie zrobiło to jednak wrażenia.
Poczułam się tak samo bezsilna, gdy przed zamkiem Ketsuto rozprawiał się w ten sposób z Ren’em. Obecna sytuacja była jednak gorsza pod kilkoma względami. Strażnicy czaili się za moimi plecami, gotowi zainterweniować, kiedy będę już wystarczająco blisko króla.
Na parę sekund zerknęłam w dół, by móc skontrolować stan swoich nóg. Jęknęłam przerażona na widok rozlewającej się ilości krwi.
 - Sasuke – wyszeptałam.
Wówczas do rechotu króla, szeptów strażników i kasłań Sasuke, dołączyły się jakieś odgłosy zza drzwi. Dobiegły nas protesty i wołania, a także ciężkie kroki. To na szczęście zdołało zaciekawić Tenshi’ego, który wlepił wzrok w stronę, skąd dochodziły dźwięki.
 - Co jest? – zapytał strażnik.
 - Miało tu nikogo nie być – Mina króla zrzedła. Ze łzami w oczach odwróciłam się w stronę drzwi. Głosy się nasilały. Teraz wyraźnie słyszeliśmy czyjeś bezowocne próby zatrzymania i nieustępliwość intruza.
Wrota rozwarły się z impetem i grzmotnęły o ściany.
Na widok osoby stojącej w progu serce podeszło mi do gardła. Zaczynałam zastanawiać się nawet czy igiełki nie wywołują również halucynacji.
Mężczyzna zauważywszy mnie otworzył szeroko oczy i zmarszczył brwi. Emanujący od niego gniew natychmiast rozniósł się dookoła, wsiąkając w atmosferę grozy.
Zdezorientowany król raptem puścił Sasuke, który opadł bezwiednie na ziemię, rozmasowując swój kark i chwytając łapczywie powietrze, do którego nie miał dotychczas dostępu.
Osoba, która wtargnęła do epicentrum wydarzeń była wyraźnie zagniewana, ale do mojego organizmu mimo wszystko dostała się naraz potężna dawka radości. Łza spłynęła po moim policzku, a usta wykrzywiły się w słabym półuśmiechu.
Chociaż wiedziałam, że to prawdopodobnie tylko iluzja, wyszeptałam:
 - Itachi.


Od autorki: Ten rozdział zupełnie mi się nie podoba. Moja wena jest wyjątkowo zmienna i złośliwa. Raz zjawia się w olbrzymich ilościach, a raz nie ma jej w ogóle. Mam nadzieję, że przez ten tydzień polepszy mi się. Być może wynika to z mojego lekkiego przeziębienia. Ech, okropna zima. Mówiłam już, że zdążyłam ją znienawidzić?
Chcę wiosnę i basta!
W ogóle to bardzo zaskoczyły mnie wyniki ankiety. Cha! Naprawdę nie spodziewałam się, że Sasuke będzie miał taką przewagę. Z początku prowadziła Sakura, co też trochę mnie zdziwiło. W mandze/anime nie jest ona zbyt lubianą postacią. Właściwie nie wiem czy istnieją jej fani, tak zażarci jak ja (xD). Ach! Tak dla waszej wiadomości, Akashi’emu jest smutno, że zdobył zaledwie trzy głosy. Załamał się chłopak (kociak xD) i nie chce ze mną rozmawiać.
Pozdrawiam was i zsyłam wyrazy współczucia dla osób, którym skończyły się ferie.



26 komentarzy:

  1. Witam! Zaczynam czytać :)
    od raz poczułem - zjadałaś ,,U"
    przy kratach, szukają go - brakuje ,,C"
    Obrazy nacierających na nasz mężczyzn - na nas
    czarnych oczy. - oczu

    Rozdział bardzo mi się podobał, a najbardziej końcówka - co Itachi robi na Michigacie?
    Bardzo fajnie wymyśliłaś tą scenę z babraniem w zielonej mazi. Wyobrażając sobie Sasuke, prawie spadłam z krzesła xD
    A ten pomysł z igiełkami? Cudowny :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie - pojawił się epilog :)
    tsuki-no-kuroi-me.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cholercia xD
      No cóż, rozdział wstawiłam po 13, ale poprawiałam go dwie godziny wcześniej, więc dla mnie był to bardzo wczesny ranek i jeszcze niezbyt dobrze kontaktowałam :3
      Dziękuję ci bardzo za przyuważenie błędów.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Hm...rozdział jest słabszy niż ten ostatni. Nie miałaś weny? Rozumiem cię doskonale. Bywa strasznie zmienna, nieprawdaż?
    Mazanie w tej zielonej mazi było...słodkie. Nawet za słodkie. Nie mój klimat. Król powiedział, że to nie Wampir użył na nich Kyori. No to kto? I co na Michigacie robi Itachi?! Oh...dziewczyno, masz genialne i cholernie oryginalne pomysły. Skąd ty je bierzesz?
    Właściwie to nie wiem co ci tu jeszcze powiedzieć :D Chyba tylko to, że czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.
    Życzę udanych ferii zimowych i dużo weny.
    Pozdrawiam.

    PS. A co z nowym blogiem? Na facebooku jakiś czas temu napisałaś, że masz na niego pomysł. Czy mogłabyś zdradzić kiedy planujesz go założyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam założyć go od razu, ale stwierdziłam, że lepiej nadrobić trochę rozdziałów na Ai no Ibuki. Niegdyś prowadziłam dwa blogi jednocześnie i przyznam, że ciężko koncentrowało mi się na dwóch tak odmiennych fabułach.
      Na razie ciężko mi powiedzieć kiedy go rozpocznę.
      Dziękuję ci bardzo za komentarz.
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  3. Mnie osobiście rozdział przypadł do gustu;)
    Podobał mi się pomysł, w którym za pomocą rysunków pokazują swoje emocje;)
    Genialne ;) Ciekawe co takiego ukrywa Ren, może ma coś wspólnego z Kyori?
    Co robi Itachi na wyspie i dlaczego król był zaskoczony jego widokiem, znają się?:) Pomysł z igiełkami bardzo mi się podobał, jednak mam nadzieję że to zakazane jutsu nie zostawia niepożądanych szkód w organizmie.

    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, życzę weny;)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi rozdział sie bardzo spodobał, ahh.. itachi on to jest super zawsze jest tam gdzie powinien xd nie moge doczekac sie kolejnego rozdziału i życze szybkiego powrotu do zdrowia (mnie tez chwyciło i modle sie juz o wiosne -,-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci i również życzę zdrowia.
      Ech, zima daje w kość. Musimy wytrzymać trochę ponad miesiąc i liczyć, że wiosna rozpocznie się na dobre xd

      Usuń
  5. Podobała mi się ta scena z rysunkami w lochach :D Omomom.
    Sakura otwarcie przyznaje się do tego, że nadal (albo znów) kocha Uchihe <3! Sasuke, rzecz jasna, nie dopuszcza do siebie tej myśli, iż mógłby kogoś darzyć tak głębokim uczuciem. Cały on. Ale to w nim jest intrygujące. Przynajmniej nie rzuca słów na wiatr! :D
    Czytając końcówkę, myślę sobie "Och, nieee! Pewnie to Ren! I pewnie znowu nie będzie chciał uratować Sasuke ; (((" a tu Itachi! O tak, jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Sądzę, że nagłe pojawienie się owej osoby na Michigattcie wiele wniesie. Być może, dowiedział się czegoś więcej o Kyori, albo nawet znalazł sposób na jego złamanie?
    Tak czy siak rozdział bardzo mi się podobał.

    Mam pytanie.
    Mogłabyś podać tytuły soundtrack'ów z poprzedniego rozdziału? Bardzo mi się podobały, ale nie zapisałam sobie ;(

    Pozdrawiam, weny życząc ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. John Dreamer - End Of My Journey
      2. Position Music - Inner Strenght

      Dziękuję i również pozdrawiam <3

      Usuń
    2. O, super. Dziękuję bardzo :D

      Usuń
  6. Jeśli o mnie chodzi to mogę przyznać, że ten rozdział był odrobinę przewidywalny jak dla mnie. Fakt... spodziewałam się kogoś z Konohy, ale żeby Itachi?! Jego najmniej się spodziewałam.
    Poza tym nadal jaram się tymi glutami na ścianach. Ale oczywiście ktoś zawsze musiał przeszkodzić w tej jakże romantycznej i przesłodkiej scenie.
    A jeśli chodzi o walkę to się nie martw. Każdy ma swoje dobre i złe strony. Twoją jest opisywanie walk , a komuś innemu opisywaniu uczuć Sasuke< czego ci okropnie zazdroszczę>. Na pewno z czasem będziesz je pisać na tyle zadowalająco, żebyś nie musiała narzekać.
    Wena była lekko odczuwalna, ale nie na tyle by ci to mocno wypominać. Sama mam problemy z weną i wtedy zazwyczaj czytam sobie jakieś inne Sasusaku lub wcinam kisiel . Są różne metody "walki" z brakiem weny i powinnaś znaleźć sobie taki własny. Poszukiwania są trochę uciążliwe, ale potem jakie skuteczne.
    Mam nadzieje, że te ferie, które też będą teraz mieć pomogą ci jakoś i, że następna notka w pełni cię usatysfakcjonuje. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział, ale najlepsza akcja z tymi rysunkami.Jestem przeziębiona i mam gorączkę, ale od razu lepiej mi się zrobiło gdy czytałam sobie tą scenę xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak weny? O dziewczyno, skoro Ty na braku weny potrafisz napisać cały, w moim mniemaniu długi rozdział w tydzień, w dodatku w cudownej jakości, to ja mam wrażenie, że Ty nigdy nie masz weny! Jak dla mnie, notka nie odstawała jakością od innych.. no może jedynie od tych z opowieścią Sakury, bo tamte były kosmosem! Ale skoro tak mówisz... cóż, i tak Ciebie podziwiam. I całkowicie rozumiem. Sama też ostatnio zupełnie nie mam weny, co jest cholernie frustrujące >.< i również liczę, że ferie coś zmienią! Dobra, koniec czczego gadania, czas na notkę!

    A więc... mnie najbardziej urzekła scena z glucianymi arcydziełami <3 jeju, jakim cudem udało Ci się wymyślić coś tak słodkiego, a zarazem tak pasującego do tej parki? Wyszło idealnie! Sakura tak beztrosko najpierw sobie śpiewała kołysanki, a potem zaczęła grzebać w tej zielonej mazi. Cieszyła się dokuczając Sasuke, który (oczywiście) zachował całkowitą obojętność... a potem sam stworzył arcydzieło! No naprawdę, czytając całą scenę szczerzyłam się jak głupia. Szczególnie, kiedy Haruno odgadywała, co Uchiha w niej lubi. No.. ojeeeej <3

    Hmm... cóż, co do audiencji u króla, to spodziewałam się, że w końcu postanowi ich zabić. Do przewidzenia. Ale! Z tym Itachim to Ci się udało. W pierwszej chwili pomyślałam o Renie, ale od razu to odrzuciłam - zbyt oczywiste. Druga myśl - Narto. A Ty mi tu z drugim Uchihą wyjeżdżasz xd no nie powiem, to było dobre.

    Aaaa, i wiesz co? Mam swoją teorię o tym, kto rzucił na nich tą technikę! I właściwie, to podejrzewam to odkąd się dowiedzieli, co to za technika xd a po dzisiejszej notce, moja teoria wydaje mi się jeszcze bardziej prawdopodobna! Oczywiście moją teorią jest sam Itachi ^^ powszechnie wiadomo, że ten człowiek ma wiele znajomości i dużo wie. Ponadto troszczy się o swojego braciszka, więc czemu nie mógłby się zatroszczyć o jego przyszłość i miłość? A taka technika jest bardzo przydatna i skuteczna. Tak, więc obstawiam, że to właśnie Itachi na nich ją rzucił. Czy mam rację? Mam nadzieję, że szybko mi wyjaśnisz ^^

    Błędy:
    "...usłyszałem szczęk odzierającego o cegły metalu." --> "odzierającego się o cegły"
    "Wokół panowało takie milczenie, że mógłbym przysiądź,.." --> czyżby ort? "przysiąc"

    Życzę weny, powrotu do zdrowia i wiosny! (sama jej mocno wyczekuję!)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Nie jestem sama. Ja też przez pewien czas podejrzewałam Itasia za rzucenie tej techniki.
      No cóż, czas pokarze :D

      Usuń
  9. Wydaje mi się, że gdzieś już czytałam o tych kulkach w nodze... Ale nie pamiętam gdzie ;-) Ogólnie wiele rzeczy z Twojego bloga kojarzy mi się z książkami, filmami i anime. Weźmy na przykład jutsu Rena, w Bleachu było coś podobnego, ale dokładnie nie wiem, nie oglądnęłam do końca. Albo "wyznanie" Sasuke podczas walki na wieży... Cytat był podobny do tego Haru z "Tonari no Kaibutsu-kun", a samo miejsce i czas wypowiedzianych słów przywodzi mi na myśl 3 część Piratów z Karaibów i ślub Willa & Elizabeth.
    Nie wiem czy to efekt zamierzony, ale to naprawdę świetna zabawa wyszukiwać podobieństwa, a najlepiej jest, kiedy przez kilka dni nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to widziałam, bo przecież gdzieś widziałam... :D
    Co do rozdziału... Podobało mi się to rysowanie w mazi xD Takie inne. I aż się zdziwiłam, kiedy Sasuke dołączył do zabawy, przecież to taki gbur...
    Kurczę nie wiem skąd tam się wziął Itachi, jestem taka zła, że skończyłaś w tym momencie... Wiesz na jakich obrotach będzie teraz pracował mój mózg? Nie będę mogła się skupić przez cały tydzień! Ale w sumie... Co innego mam robić na feriach? ^^
    Też często się zastanawiam czy tylko ja tak bardzo lubię Sakurę.
    Sama nie wiem czemu żywię do niej taką sympatię, skoro w początkowych odcinkach "Naruto" okropnie mnie irytowała. Ale jakoś nawet wtedy nie potrafiłam jej nie lubić...

    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    Życzę Ci, aby Twoja wena wróciła z ferii i wzięła się do roboty ^^
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? Aż tyle tych "podobieństw"? Bleach'a oglądałam do 60 odcinka i to już sporo czasu temu. Bynajmniej nie myślałam o tym Anime tworząc technikę Ren'a i czegoś takiego nie kojarzę xD. Wpadło do głowy i tyle. Chciałam, żeby miał coś wyjątkowego.
      Piratów z Karaibów (kurczę, teraz się narażę) nie lubię. Dziwne, nie? Jakoś nie umiem się do nich przekonać i koniec kropka. Hmm. Ale jeśli mówisz, że wystąpiło tam takie podobieństwo... to muszę obejrzeć. Możesz zdradzić w której to było części? xD
      Co do Tonari no Kaibutsu-kun, do teraz jestem miłośniczką tego Anime, ale zauważyłam że kwestie "Lubię cię jako kobietę", albo to samo, tylko inaczej określone słowami powtarza się w wielu Anime. Nie wydaje mi się więc to dziwne.
      Cholera, czyli że ja nieświadomie mieszam coś z Anime i filmów? Będę musiała zacząć bardziej wysilać moją wyobraźnię...

      Cha! <3 Więc ty także lubisz Sakurę? Co za ulga. Naprawdę myślałam, że jestem jedyna.

      Dziękuję i również pozdrawiam.

      Usuń
    2. Jeśli "Na krańcu świata" jest III częścią Piratów to to jest właśnie ta część, o którą chodzi Hotaru-chan.
      Faktycznie, bardzo podobna scena. Teraz dopiero sobie to uświadomiłam. Oni chyba też tam się godzili, aż ostatecznie się pobrali podczas walki. Coś takiego? Nie pamiętam już, choć oglądałam ten film z 1000 razy :D

      Usuń
    3. Dokładnie, to "Na krańcu świata". ;-) Szczerze to mam niewiele koleżanek, które podzielają moją sympatię do tego typu filmów, więc nie zdziwiłaś mnie tak bardzo.
      Prawdopodobnie to wpływ taty i braci; gdyby oni tego nie oglądali, omijałabym szerokim łukiem podobne pozycje, ale tak nie miałam wyjścia. Poza tym... urzekł mnie Jack Sparrow <3

      Natomiast jeśli chodzi o "Bleach'a"... Jest to Anime na którym bardzo się zawiodłam. Wiele osób porównywało je z "Naruto", do którego mam ogromny sentyment (taaak, kolejna fanka z czasów Jetix'a :D), więc oczekiwałam czegoś naprawdę niezwykłego. Również dotrwałam do około 60 odcinka, po czym je porzuciłam. Pamiętam, że bohaterowie latali w jakichś kulach stworzonych przez skupioną energię, więc jutsu Ren'a bardzo mi to przypominało. Jednak to tylko zbieg okoliczności :)

      Hm, jeśli chodzi o wyznanie Sasuke... Nie mam pojęcia czy często pojawiają się podobne słowa, bo... nie oglądam tego typu Anime. "Tonari no Kaibutsu-kun" to typowy romans, tak mi się przynajmniej wydaje, a ja oglądnęłam je tylko po to by zrobić na złość bratu. Nie podziela mojej pasji, wręcz mnie wyśmiewa, więc specjalnie wynalazłam coś o miłości wiedząc, że będzie to dla niego samo "zuuuuo". Niemniej miło spędziłam czas i uśmiałam się oglądając to Anime.

      Właściwie opowiadania sasusaku to, jakby nie patrzeć, typowe romanse... 0_0
      Ludzie, co ja robię na tym blogu? :D
      Ach, to chyba przez moją sympatię do tej dwójki. Ubzdurałam sobie, że śliczna z nich para i w efekcie wyszukuje coraz to nowsze blogi, w których są razem...
      Jednak bez względu na ilość przeczytanych blogów SOH i Ai no Ibuki to jedne z moich ulubionych <3

      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Hotaru-chan!
      Jak tak sobie czytam o Twoim zamiłowaniu do takich filmów, o braciach i tacie, którzy wpłynęli na Twój gust i ogółem jak sobie tak czytam cały ten komentarz, to tak jakbym widziała samą siebie :D Co prawda teraz moje przyjaciółki wpłynęły na mnie i zaczęłam również lubować romanse. No, ale Piraci, czy inne filmy w tym stylu, albo anime/manga... Tego nie da się już zmienić. ^^

      Akemii wybacz, że tak Ci spamuję na blogu. Jak już zacznę wyrażać swoje zdanie to jakoś skończyć nie mogę.
      To już mój 3, albo nawet 4 komentarz do tego postu O.o

      Usuń
    5. Ależ ja nie mam nic przeciwko xD Nie mam też nic do spamu.
      Muszę obejrzeć "Na krańcu świata" i to natychmiast ^^ Jeśli chodzi o Bleach to mam takie samo zdanie jak Hotaru-chan. Też oczekiwałam czegoś lepszego. Zwłaszcza, że niektórzy śmiali twierdzić, że jest to Anime lepsze od NARUTO.
      Pozdrawiam i dziękuję wam.

      Usuń
  10. Świetny rozdział. Zapraszam do siebie
    http://upendo-ni-hatima-yangu.blogspot.com/
    Pozdrawiam :^^

    OdpowiedzUsuń
  11. O jezuniu ;o totalnie zapomniałam do Ciebie wpaść ;c również jestem chora. Nic nie robię, tylko gniję w łóżku. Miałam aż dwa rozdziały do nadrobienia, więc bardzo mnie to ucieszyło, że mam co robić ;3 Rozdział genialny ^^
    Podobała mi się strasznie ta niema zabawa z zieloną mazią xD
    Życzę powrotu do zdrowia i więcej weny. A notka wcale nie jest zła ;3 na serio. Ciekawa jestem co Itachi robi na wyspie i co z tg wyniknie ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham ten blog!!!!!!!!! Jesteś extra. Czekam na następną notke, a w tym czasie zapraszam do mnie na ten blog :http://sasusaku-moj-zamek-ze-szkla.blogspot.com/ i na ten http://sasusaku-zycie-w-naszym-swiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ahhh w 2 dni przeczytałam wszystkie rozdziały a końcówkę tego no OMG teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać i nie umrzeć z ciekawości ;) a co dot ego rozdziału wcale nie jest kiepski, wręcz przeciwnie, niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń

  14. Hej, chciałabym cie powiadomić że zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji na moim blogu: http://natsulucystory.blogspot.co.uk/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Mazanie a ścianach było fantastyczne. Takie urocze..:3 Choć trochę ciężko było sobie wyobrazić Sasuke.

    Myślałam, że nasza drużyna zostanie w lochach na dłużej. A tu proszę. :o Cóż, król na początku wydawał się fajnym gościem, ale potem.. Żeby dusić mojego Saska i wbijać igły w nogi Sakury? :c

    Wszystkich bym się spodziewała, no normalnie wszystkich tylko nie Itachiego. Co on tam robił? Na początku myślałam, że do akcji wkroczy Ren (nie wiek jakim cudem) i zapanuje nad sytuacją. A tu taki starszy branciszek Sasuke. Może on ich śledził od początku misji? Nie, to głupie.

    No nic, dowiem się, czytając kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń