środa, 27 czerwca 2012

I. Na nowo



   - On jest cudowny! – Ino splotła ręce przy piersiach, nachylając się jednocześnie nad dziecięcym łóżeczkiem. Omiatałam ją ubawionym spojrzeniem, gdy wzięła malca na ręce i zaczęła się mu przyglądać z promiennym uśmiechem. – Przeuroczy! Ma nawet twoje oczy! – na krótką chwilę zerknęła na mnie, aby puścić oczko.
 - Tylko go nie uduś – zachichotałam, biorąc do ręki szklanki ze stołu. Posłałam Hinacie przepraszające spojrzenie i ulotniłam się do kuchni. Nastawiłam wodę i wyciągnęłam z lodówki resztki ciasta, które zostały po wczorajszej uroczystości.
Z salonu usłyszałam głos Ino:
 - To jest najcudowniejsze stworzenie na ziemi! – zachwycała się. Oczami wyobraźni widziałam jak obraca się wokół własnej osi z Satoshi’m uniesionym ku górze.
Hinata westchnęła i gdy rozległ się głośny szczerk sprężyn, wiedziałam już, że zasiadła na kanapie.
 - Nie było mnie trzy miesiące, a on tak wyrósł! – ciągnęła dalej Ino. – Czy potrafi się uśmiechać?
 - Ma już pół roku – stwierdziła Hinata. – To oczywiste, że potrafi się uśmiechać. Sakura opowiadała, że czasami nawet się zaśmieje.
Gdy woda się zagotowała, zaparzyłam herbatę, po czym jak najprędzej powróciłam do salonu, stawiając na stoliczku dwa kubki z gorącym napojem. Przekroczywszy próg, zauważyłam jak Ino robi w kierunku malca różne komiczne miny, po czym parska z oburzeniem.
 - Nie uśmiecha się.
- Ino daj spokój. Przecież nie będzie uśmiechał się dwadzieścia cztery godziny na dobę – powiedziała Hinata i skinęła głową w ramach podziękowania, kiedy kubek wylądował przed jej nosem. – Dziękuję.
 - Herbata dla ciebie Ino – zwróciłam się do niej i podeszłam z zamiarem odebrania Satoshi’ego. Kiedy mnie zobaczył z jego ust wydobyło się ciche jęknięcie, a zaraz potem po pulchniutkiej twarzy rozlał się radosny uśmieszek. Powietrze rozbrzmiało dziecięcym śmiechem.
Ino spojrzała na dziecko z niedowierzaniem, oddając go w moje ramiona.
 - Hej, to jest ewidentnie niesprawiedliwe.
Hinata parsknęła śmiechem.
 - Sakura jest matką Satoshi’ego. Na nią zawsze będzie tak reagował. W końcu to ona jest z nim od początku jego życia. Ciebie Ino nie widział wiele czasu i śmiem wątpić, ażeby cię pamiętał.
 - No nie! – Rozłożyła ramiona i spojrzała z oburzeniem na malca, który był już w moich ramionach. – Ty mały potworze! Jak możesz mnie nie pamiętać? Przecież byłam przy tobie niemal cały czas.
 - Potwierdzam – westchnąwszy, Hinata zaczęła mieszać herbatę. Ino usiadła obok niej, a ja zadowoliłam się fotelem.
Ostatnie wydarzenia zupełnie namąciły mi w głowie. Tak wiele się działo, a skrycie liczyłam, że w końcu nastąpi taki okres w moim życiu, który będę mogła nazwać Świętym Spokojem. Wczoraj Ino wróciła z misji szpiegowskiej, szczęśliwa i podekscytowana. Wioska Liścia mogła odetchnąć z ulgą, ponieważ śmierć Madary Uchihy została oficjalnie potwierdzona, a jego pogrzeb (tak, pogrzeb!) będzie miał miejsce za tydzień na Konohańskim cmentarzu. Aż trudno uwierzyć, że Naruto zdecydował się, ażeby to prześladowca wioski został w niej pochowany.
Spięłam się, kiedy Yamanaka poczęła interesować się rzeczami, które ja najchętniej wyrzuciłabym z umysłu.
 - A więc to prawda? – spoważniała, gdy ciemno-włosa pokiwała głową. – Naruto naprawdę sprowadził tą dwójkę do Konohy?
 - Tak, udało mu się – wtrąciłam, posyłając lekki uśmiech Satoshi’emu. Malec patrzył na mnie z fascynacją, a w jego oczach igrały iskierki radości. Z pewnością nie odziedziczył tego po ojcu.
 - Ten dom obok… przed nim jest mnóstwo kartonów – zaczęła szeptać, jak gdyby mój sąsiad był w stanie nas usłyszeć. – Dlaczego wprowadzają się akurat tutaj?
 - Przecież rezydencja klanu Uchiha była olbrzymia, a ten dom obok najbardziej dorównuje jej wielkością. Zresztą nie widziałaś jak wygląda ich poprzednie lokum? Oboje go zaniedbali. Kilka dni temu Naruto był tam z Itachi’m, aby sprawdzić jego stan. – poinformowała Hinata.
 - To przykre…
 - Przykre jest to, że Naruto tak szybko im wybaczył.
 - Sakura! – upomniała mnie pani Uzumaki. Naburmuszona odwróciłam wzrok i zaczęłam kołysać dziecko na moich kolanach. Hinata kontynuowała: - Poznałaś przecież prawdę o Itachi’m. Wiesz już, że to wioska zawiniła. Mieszkańcy zgodzili się przyjąć go z powrotem do Liścia.
 - Jeszcze miesiąc temu był martwy – upierałam się.
 - Nie, nie był. On nigdy nie był martwy. On chciał, żebyśmy myśleli, że jest martwy. Przynajmniej tak to tłumaczył.
 - Gadałaś z nim? – Ino wybałuszyła na nią oczy, a kiedy kobieta potaknęła, jej zdumienie się wzmogło. – Nie bałaś się go? No wiesz… przez długi czas był jednym z najniebezpieczniejszych Ninja z Konohy.
 - Był u nas w domu, zaraz po wyjściu ze szpitala. Itachi jest przesympatyczny – zapewniła z triumfalnym uśmiechem. – Docenia, że Naruto im pomógł, a nawet chciał zostać u nas i pozmywać naczynia.
Ino zmarszczyła brwi.
 - Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić…
 - Ja też – zgodziłam się.
Wtedy Satoshi zapiszczał szczęśliwie, by zaraz potem bez powodu wybuchnąć kolejną salwą śmiechu. Yamanaka od razu zareagowała, robiąc w jego kierunku słodkie oczka. Nie mogłam powstrzymać nadchodzącego uśmiechu, mając nadzieje, że dzięki mojemu synowi, zejdziemy w końcu z tematu.
         - Co jest, kochanie? – bąknęłam, kręcąc palcem wskazującym przed jego oczyma. – Czyżby tobie też wydawało się śmieszne, żeby pan Itachi mył naczynia u cioci Hinaty?
No dobra. To naprawdę było śmieszne. Tym razem zachichotałyśmy wszystkie we trójkę.
Resztę wieczoru spędziłyśmy na zwyczajowych babskich pogaduszkach. Ino w skrócie opisała nam przebieg misji, a także obiecała, że po więcej szczegółów dotyczących powrotu braci Uchiha, uda się do gabinetu Szóstego Hokage. Temat zaniknął, a główną atrakcją po raz kolejny okazał się Satoshi. Yamanaka koniecznie namawiała mnie do tego, żebym przypilnowała go co do włosów. Stwierdziła, że w czarnych kucykach będzie wyglądał zjawiskowo. Obiecałam jej, że nie pozwolę mieć synowi krótkich włosów.
Raz po raz, mimo wszystko wracałam myślami do ostatnich wydarzeń. To był dzień, kiedy Sasuke, Madara i Kabuto dowiedzieli się o sfingowanej śmierci Itachi’ego. Okazało się, że tak naprawdę starszy Uchiha ukrywał się przez dłuższy czas, obserwując Madarę. To była chyba jedyna rzecz, przez krótką miałam względem niego pewną sympatię, pomimo, iż nie widziałam go na oczy od czasu powrotu do wioski.
Itachi podejrzewał, że Madara coś knuje.
‘[…] Ukrywał się przed nim i chciał, żeby myślał, iż nie żyje. Obserwował go, a kiedy zrozumiał, że używa Sasuke jako pionka, postanowił się ze mną skontaktować i poinformować o wszystkim […]’
Do teraz pamiętam w najmniejszych szczegółach szeroki i dumny uśmiech Naruto, kiedy mi to opowiadał.
 - To był plan. Misja! – Hinata tłumaczyła Ino całą skomplikowaną procedurę, wyraźnie przy tym gestykulując. – Itachi wiedział, że Sasuke będzie w szoku, widząc go żywego i tym sposobem zyska jego zainteresowanie. Zwłaszcza, że będzie w obecności Naruto. Ich planem było zaskoczenie Madary i zlikwidowanie go razem ze wspólnikami. Jedynym, który przetrwał był Zetsu, a ANBU nieprzerwanie go poszukuje. Wszystko się powiodło. Naruto i Itachi’emu udało się przekonać Sasuke do swoich racji i razem stanęli w walce przeciwko Madarze. I tak było ciężko, ale dwa dni później wrócili do Konohy z nieprzytomnym Sasuke.
Tak. Sasuke ucierpiał najbardziej. Nienawiść, niewiedza i bezradność całkowicie go zdominowały. Po dzień dzisiejszy nieświadomy leży na szpitalnym łóżku. Ale Itachi podobno zapewniał władze wioski, że jeszcze na polu bitwy oświadczył, że chce wrócić z nim do Konohy i wieść szczęśliwe życie.
Nie widziałam ani Sasuke, ani Itachi’ego. Nie chciałam ich widzieć. Nie posiadałam również konkretnych powodów, lecz wewnętrzną blokadę. Wszyscy moi przyjaciele odwiedzali szpital i zmieniali warty przy łóżku młodszego Uchihy. Wszyscy za wyjątkiem mojej osoby. Umysł dziwne odniósł się do powrotu dawnego członka Drużyny Siódmej. Jednego byłam pewna: spotkanie z Sasuke to dodatkowa komplikacja w moim życiu, a ja komplikacji miałam wystarczającą ilość.
Po długich pożegnaniach z Satoshi’m, Ino opuściła mój dom i udała się na zasłużony odpoczynek. Hinata nie traciła ani sekundy i niemal natychmiast zjawiła się za mną, kiedy kładłam śpiącego syna do łóżka.
Poczułam jej dłoń na swoim ramieniu.
 - Wiem, że ci ciężko Sakura – powiedziała uroczyście, patrząc głęboko w moje oczy. Znów z jej tęczówek emanowała ta dziwna emocja. Od dłuższego czasu dość często ją napotykam. Nieodczytana mina. Jakby współczucie, ale też żal i poczucie winy.
Nie miałam odwagi zapytać się wprost, więc to lekceważyłam. Być może w grę wchodziły moje nierozwiązane sprawy z Ren’em.
 - Ale nie martw się – mówiła dalej. – wszystko się ułoży. Itachi jest naprawdę sympatyczny. Nie zmuszam cię wcale do spotkania z nim, ani z Sasuke. Razem z Naruto czekamy, aż będziesz gotowa. W końcu żywiłaś do Sasuke silne uczucia i teraz, po tylu latach…
 - Proszę cię – weszłam jej w słowo, wypowiadając się ostrzej, niżby należało. – Nie chcę o tym rozmawiać. Nie mam zamiaru ich unikać. W końcu będziemy sąsiadami – urwałam, by wskazać na olbrzymią posesją obok, przy której – tak jak zaraportowała Ino – była sterta kartonów, a na ogrodzeniu wisiały już materiały ze znakiem klanu. Obie wyszłyśmy na ganek przed domem, aby polepszyć sobie widoczność. Zahipnotyzowane obserwowałyśmy jak kilkoro ANBU krąży przed domem pomagając z wniesieniem mebli.
 - Wiele się wydarzyło… - westchnęła Hinata, nie odrywając wzroku od posesji.
 - Tak, ale dzięki tym wydarzeniom przejrzałam na oczy. Ja po prostu… na pewno nie będę traktowała Sasuke tak jak wcześniej. Będzie dla mnie… zwykłym znajomym, jeśli mogę to tak określić. Wolałabym ograniczyć nasze spotkania do minimum.
 - Boisz się go? – spytała mnie prosto z mostu. Wzdrygnęłam się jakbym została poparzona i wlepiłam w nią nierozumne spojrzenie. Hinata spuściła wzrok. – Nie patrz tak na mnie. Naruto i mistrz Kakashi opowiadali mi jak po śmierci Danzo próbował cię zabić.
Zostałam pochłonięta przez wspomnienia, a uczucia, które w tamtym momencie mi towarzyszyły, odczuwałam po dziś dzień tak wyraźnie, jak gdyby było to wczoraj.
 - To było trzy lata temu – Uśmiechnęłam się sztucznie. – Poza tym wtedy prowadziłam ze sobą prawdziwą wojnę uczuć. Musiałam wybrać pomiędzy dobrem dla Naruto, a Sasuke… nie do końca wyszło tak jak oczekiwałam, ja… - zrobiłam pauzę, bo wnet doszło do mnie, że mówię stanowczo za dużo.
Odchrząknęłam szybko.
 - Chyba pójdę się położyć.
 - Będziesz na pogrzebie? – usłyszałam za sobą, gdy przekraczałam już próg domu. Milczałam. – Wiem, że to dziwne, ale jako Uchiha, Madara musi zostać pochowany w Wiosce Liścia.
Wzruszyłam ramionami.
 - Sama nie wiem. Muszę zająć się Satoshi’m, a za kilka dni zaczynam już pracę w szpitalu i będę musiała znaleźć jakąś opiekunkę.
 - Mówiłam ci już, że jestem wolna – zaśmiała się, poprawiając opaskę Liścia na szyi. – Nie pracuję i niemal cały dzień siedzę w domu, a wieczorem nasłuchuje narzekań Naruto na ilość papierów do wypełnienia.
Popatrzyłam na Hinatę przez ramię i znienacka dotarło do mnie jak bardzo zazdroszczę jej potoku życia. Żona Szóstego Hokage, szczęśliwa przyjaciółka… ile bym dała, aby znaleźć się na jej miejscu.
Mój potok życia został nieco skomplikowany.
 - Jeśli to nie będzie problem – powiedziawszy bezgłośnie, wlepiłam wzrok w słońce, które leniwie nikło za linią horyzontu. Zawiał chłodny wiatr.
 - Wszystko będzie dobrze – Głos Hinaty wyrażał pełną szczerość i zaufanie. – Teraz kiedy Naruto osiągnął swój cel, wszystko może być już tak jak dawniej. Wioska Liścia odzyskała spokój i wiesz co? Czuję się jakby wszyscy mieszkańcy zaczynali nowy etap w życiu.
Tak. Ja też to czułam. Musiałam wezbrać w sobie wystarczającą ilość energii i siły na spotkanie z braćmi Uchiha. Prędzej czy później to nastąpi, a Naruto i reszta tylko oczekują na dzień, kiedy Sasuke zbudzi się z powrotem do życia.
 - Mam nadzieję, że mówisz prawdę – szepnęłam na ostatku, by potem pożegnać się z Uzumaki przyjacielskim uściskiem.
Kiedy weszłam do domu, mój wzrok mimowolnie powędrował ku zdjęciu Drużyny Siódmej.
Tak jak dawniej, powtórzyłam w myślach i zrozumiałam, że to przecież niemożliwe.
***
         - No nie patrz się tak na mnie – mruknęłam z obrażoną miną w kierunku Satoshi’ego. – Nie zrozum mnie źle, lubię twoje towarzystwo, ale czasami mam dość siedzenia w domu. Nie masz mi tego za złe, prawda?
Mimo słów, maluch i tak nieprzerwanie lustrował mnie zagubionym spojrzeniem, co chwila zaglądając w inne zakamarki mojego gabinetu. Westchnęłam ciężko sortując kolejną stertę papierów. Gdy tylko Kiba zawiadomił mnie, że potrzebują osoby na przeglądnięcie raportów z misji, nie wahałam się ani na sekundę, lecz w trybie natychmiastowym pognałam do gabinetu Hokage. Miło zaskoczyłam Naruto swoją wizytą, więc bez zbędnych komentarzy wręczył mi plik papierów, odsyłając do szpitalnego gabinetu.
Wtedy dotarł do mnie cichy skrzyp. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu w wyniku nagłego olśnienia zrozumiałam, że to kołyska Satoshi’ego zakomunikowała jego ruch.
 - Nudzi ci się? – Przytknęłam dłoń do policzka, próbując skoncentrować się na dacie, którą oznaczona była kartka. Siedziałam na krześle, a kołyskę z synem postawiłam tuż obok szafy z tysiącem dziecięcych zabawek, które raziły mnie wyrazistymi kolorami, jednocześnie napawając przestrzeń odrobiną barw. 
Satoshi zatrząsnął błękitną grzechotką.
 - Już kończę, już kończę – powiedziałam matowym głosem. – Został mi ostatni raport.
Od ilości liczb i słów mieszało mi się głowie. Najczęstsze słowa jakie zjawiały się w raportach to między innymi ANBU, Madara, Akatsuki i posiłki. Byłam usatysfakcjonowana tym, że po przeczytaniu zaledwie kilku dokumentów, mogłam stwierdzić z czym Konoha ma największe problemy podczas misji najwyższych rang. Przy następnym spotkaniu polecę Naruto wysyłać na zadania większą ilość ludzi.
Wówczas moim oczom ukazał się ostatni, a zarazem najświeższy raport. Już zbierałam się do przeczytania pierwszych słów, kiedy usłyszałam dziecięcy jęk. Zerknęłam w stronę syna, a powodem jego niezadowolenia okazała się zabawka, której nie potrafił utrzymać w ręku. Szybko jednak zadowolił się następnym rażąco kolorowym przyrządem.
Ktoś zastukał do drzwi.
 - Proszę – wysiliłam się na uprzejmość, upijając kolejny łyk zimnej kawy.
 - Doktor Haruno? – w progu zjawił się jeden z pomocników, którego imienia nigdy nie potrafiłam zapamiętać. Stary, pulchny i łysy – trzy najczęstsze przymiotniki, jakimi określają go pacjenci w czasie poszukiwania. Jego oczy do teraz iskrzyły nieopisaną radością w związku z tak licznymi odwiedzinami ważnych osobistości w szpitalu. Sasuke jest obiektem potężnego zainteresowania.
         - Coś się stało? – odrzekłam.
Wzrok doktorka na krótką chwilę powędrował w kierunku Satoshi’ego. Szybko jednak przekierował go na mnie, odchrząkając:
 - Szósty Hokage prosi o konwersację.
Konwersację? Cóż za wyszukane słownictwo. Westchnąwszy, potarłam rękom czoło i przesunęłam ostatni raport na koniec biurka, oznaczając tą strefę tytułem Nie zapomnij dokończyć!
 - Gdzie jest? – spytałam.
 - Jest zaraz obok mnie, na korytarzu.
 - Niech wejdzie – Opadłam na krzesło, obserwując jak doktorek ulatnia się z zasięgu mojego wzroku. Po paru chwilach w pomieszczeniu zjawił się Naruto, a powietrze wpuszczone przez okno, złośliwe bawiło się jego śnieżnobiałym płaszczem. W ręku trzymał kartkę papieru.
 - Przepraszam, że ci przeszkadzam Sakura-chan, ale… - urwał, zauważając Satoshi’ego. Na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech. – Czołem łobuzie! Widzę, że mama nie dała ci pospać.
 - Daj spokój. Cały dzień nie spał i miałam nadzieję, że chociaż tutaj odleci z nudów, ale ten mały uparciuch jest nie do pokonania.
- Może rozpraszają go zabawki? – podrzucił Uzumaki i uklęknął przed dzieckiem, dotykając palcem czubka jego nosa.
Powstałam i korzystając z propozycji przyjaciela, zabrałam z podłogi wszystkie kolorowe przedmioty, zostawiając Satoshi’emu wyłącznie grzechotkę, którą trzymał obecnie w ręku.
 - Po co przyszedłeś? – zmieniłam temat, chowając rzeczy do szuflady. – Masz dla mnie kolejne raporty?
Uzumaki wyprostował się i potrząsł trzymaną kartką, spoglądając na nią nieufnie.
 - Tak jakby – odezwał się w końcu. – To spis zakazanych technik razem ze zwojem.
 - Zwojem? – zdziwiłam się.
 - Mam go w kieszeni. Wiesz o tym, że ANBU wciąż poszukuje Zetsu, prawda? No więc dzisiaj dostarczyli mi te dokumenty, twierdząc, że zostały znalezione w dawnej siedzibie Madary, Kabuto i Sasuke.
Patrzyłam na niego jak krowa na pociąg, starając doszukać się sensu w jego wizycie. Głowa pękała mi od poprzednich zajęć i nie byłam przygotowana na otrzymanie dodatkowych informacji.
 - Dlaczego z tym do mnie przychodzisz? Miałam tylko uporządkować raporty.
Patrząc na Naruto, odniosłam wrażenie, jak gdyby tylko czekał na to pytanie. Z wyniosłą miną zanurzył dłoń w kieszeni płaszcza i wyłowił z niej olbrzymi zwój, który powalał mnie swoją grubością.
 - Psiakrew – wymsknęło mi się.
 - Psiakrew to za mało powiedziane. Tu są wszystkie zakazane techniki – wyjaśnił. Z trudem powstrzymywałam ubawienie, widząc z jaką dumą przekazuje mi te informacje.
 - W jaki sposób znalazło się to w łapskach Madary?
 - Uprzednio zwój ukryty był w Sunie. ANBU podejrzewają, że za kradzieżą prawdopodobnie stoi Deidara; ten dawny członek Akatsuki. W końcu współpracował z Madarą.
 - Nadal nie rozumiem co ja mam do tego? – Rozłożyłam ręce, aby podkreślić moją niewiedze. Naruto prychnął, jakbym powiedziała coś co uraziło właśnie jego godność.
 - Po pierwsze: jesteś diabelsko ciekawska i zawsze musisz wszystko wiedzieć, więc zdecydowałem ciebie również o tym poinformować…
 - Bardzo śmieszne – wryłam mu się w słowo, zasiadając z powrotem na krześle. Pilnowałam Satoshi’ego, co chwila zerkając w jego stronę. W powietrzu uniósł się dziecięcy bełkot.
Hokage westchnął, po czym podszedł bliżej biurka.
 - Powiem wprost – zaczerpnął świeżego powietrza. – ja i rada postanowiliśmy, że ukryjemy ten zwój tutaj w szpitalu. Jest bardzo niebezpieczny i kiedy inni dowiedzą się, że jesteśmy w jego posiadaniu, będą chcieli nam go odebrać. Co prawda Konoha nie ma na stan obecny żadnych wrogów, ale ważne są wszelkie środki ostrożności.
 - Czekaj, czekaj – wydusiwszy w otępieniu, wszczepiłam palce we włosy. Naruto patrzył na mnie wyczekująco. – Chcesz powiedzieć, że mam ukryć tutaj ten zwój?
 - Nie wyraziłem się dość jasno?
 - Dlaczego nie zwrócicie go Sunie?
 - Gaara pozwolił nam go zatrzymać. Wolałby, żeby był tutaj.
 - Gaara wolałby, żeby to Konoha była napadana z tego powodu – oznajmiłam rzeczowym tonem, przełykając ciecz, która teoretycznie miała obdarzać mnie większą ilością energii.
 - Jak zwykle wszystko wyolbrzymiasz – Naruto zaczął używać ostrzejszego tonu. – Konoha nie ma już wrogów. Jesteśmy bezpieczni. Robię to w razie nagłych, nieprzewidzianych, wręcz niemożliwych wypadków.
Być może w normalnej sytuacji rozsądek i logika nakazywałyby mi podjąć walkę na argumenty i przedyskutować kilka kwestii z Naruto, to jednak w tym momencie przechodziłam awarię procesu myślowego i byłam praktycznie niezdatna do użytku. Diabli wiedzą w jakiej kolejności uporządkowałam te raporty.
Odebrałam więc od Naruto ten zwój i bez szczególnego przejęcia otworzyłam szafę i umieściłam na pierwszej lepszej półce, która rzuciła mi się w oczy.
 - Genialna kryjówka – usłyszałam za sobą i rozdrażniona odwróciłam się w stronę blondyna, piorunując go wzrokiem.
Wywrócił teatralnie oczami.
 - Wracam do gabinetu. Usabi mnie poćwiartuje, jeśli zauważy moją nieobecność – dodał pośpiesznie, raz jeszcze klękając przy moim synie.
 - Jako Hokage nie powinieneś w ogóle go opuszczać – zwróciłam mu uwagę i poczułam nagłą chęć przyłączenia się do tej dwójki. Dopiłam ostatnie drobinki kawy, czym prędzej siadając po turecku obok Naruto.
Oboje w milczeniu lustrowaliśmy malca przenikliwym spojrzeniem. Satoshi’ego najwyraźniej ucieszyło tak liczne grono zainteresowania, bo naraz jego twarz rozjaśnił promienny uśmieszek.
 - Chciałabym, żeby zaczął już mówić – wyznałam nie do końca to kontrolując. O dziwo Uzumaki pokiwał tylko głową, niewzruszony moją bezpośredniością.
Niespodziewanie roześmiał się.
 - Co jest? – zapytałam.
 - Pewnie jego pierwszym słowem będzie Mama, nie mam racji? – zagajając, wystawił palec, a Satoshi natychmiast pochwycił go w luźnym uścisku, zaczynając chichotać.
Zamyśliłam się. Czekałam na tą chwilę od dłuższego czasu, ale zawsze ogarniały mnie wtedy wątpliwości.
Przecież był jeszcze Ta-ta.
 - Liczę na to – wyburczałam pod nosem i pogłaskałam Satoshi’ego po główce. – Naruto... czy Hinata naprawdę będzie miała czas się nim zajmować? Nie chcę jej robić problemów, wiesz…
 - Hinata uwielbia Satoshi’ego i jestem pewny, że nie zrobisz jej tym żadnych problemów, zwłaszcza mnie. Przecież jestem jego wujkiem.
         - Ale nie takim prawdziwym – zauważyłam.
Uzumaki machnął lekceważąco ręką, a na jego twarz wstąpił dumny uśmieszek.
 - Czepiasz się szczegółów. Wszyscy byliśmy przy jego narodzinach, więc dla mnie jest jak rodzina. Przecież ty jesteś moją siostrą, tak więc – urwał, wręczając Satoshi’emu następną zabawkę. – Witaj siostrzeńcu – zwrócił się do niego i wybuchł śmiechem.
Moje oczy nabrały ciepłego blasku, kiedy byłam świadkiem tej sceny. Nigdy nie powiedziałam mu tego w twarz, ale byłam pewna, że Naruto będzie najwspanialszym ojcem w Świecie Ninja.
Wtedy Uzumaki spoważniał.
Z pewnymi oporami obdarowałam go lekkim uśmiechem.
 - Został mi ostatni raport, więc resztę uporządkuję w domu – stwierdziłam i poprawiwszy spódnicę, wzięłam syna na ręce. Naruto poszedł w moje ślady i pochwycił plik gotowych już papierów.
 - Byłaś u Sasuke? – zagadnął ot tak, ale w moim organizmie wprowadził stan wyjątkowy. Raptownie odwróciłam się do niego plecami, by nie mógł ujrzeć mojego zmieszania.
 - Nie – powiedziałam. – Jakoś nie miałam okazji.
 - Okazji czy odwagi? – W jego tonie wyczułam nutkę rozbawienia. Kiedy zerknęłam na przyjaciela przez ramię, uśmiechał się blado, wpatrzony w czubki butów.
Nie odpowiedziałam.
Westchnął.
 - Wiem, że to trudne Sakura-chan, ale…
 - Przerabiałam to już z Hinatą – przerwałam mu ostro. – Wiem, że to trudne, ale wypadałoby go odwiedzić, jako, że kiedyś był członkiem twojej drużyny – zaakcentowałam, małpując uroczysty ton pani Uzumaki, kiedy kierowała do mnie te słowa.
Blondyn nachmurzył się jeszcze bardziej.
 - Wcale nie chciałem tego powiedzieć. To po prostu… dziwne. Wszyscy tam byli. Nawet Sai, który nigdy go nie poznał. Nawet Gaara, który od zawsze go nienawidził. A ciebie? Ciebie nikt nie zastał tam ani razu, a przecież to ty go tak bardzo k…
         - Pytałam się doktora o jego stan – zaczęłam pleść trzy po trzy, byle tylko położyć kres monologowi Naruto. – Wiem, że wszystko z nim dobrze, niedługo się zbudzi i nawet wiem, w której sali leży. Dwieście Trzy – dodałam.
 - Teraz zachowujesz się jak dziecko – prychnął. – I dlaczego mnie kłamiesz?
O cholera. Ale żeby Naruto mnie przejrzał?
 - Nie kłamię! – zaryzykowałam, udając oburzenie.
Tak naprawdę polegałam na informacjach, które Ino mimowolnie ujawniła mi kilka dni temu.
Pod spojrzeniem Naruto kryło się zniesmaczenie. Splótł ręce na torsie i oparł się o framugę drzwi, które były otwarte na oścież.
 - I pytałaś się o to dzisiaj, tak? – zagaił.
Bez wahania przytaknęłam.
 - W jakich godzinach?
 - Od razu jak tu przyszłam. Zresztą co to za przesłuchanie? Zainteresowałam się i już. Przecież był moim przyjacielem.
Naruto parsknął kpiarskim śmiechem i poprawił ten swój olbrzymi kapelusz[?]. Diabli wiedzą jak fachowo nazywała się owa część wyposażenia Hokage.
 - Sakura-chan. To niemożliwe, aby doktor powiedział ci, że Sasuke niedługo się obudzi.
Przełknęłam ślinkę.
Chyba zaczynałam pojmować istotę rzeczy.
Uzumaki widząc, że nie mam zamiaru się odezwać, odwrócił się do mnie plecami i chwycił za klamkę.
 - Oprócz zwoju chciałem przekazać ci jeszcze jedną informację – Wziął głęboki wdech. – Sasuke się już zbudził i będzie w szpitalu przez najbliższe dwa dni na kontrolę.
I odszedł.
Pozostawił mnie w odrętwieniu z miną, której wystraszył się sam Satoshi. Odruchowo wtulił się w moje ciało, a ja nie miałam nic przeciwko, żeby przyciągnąć go mocniej do siebie.
 - Ułaaa – wybełkotał, a po jego twarzy pociekła ślina. Podeszłam do biurka i chusteczką usunęłam problem.
Wtedy moim oczom rzuciła się treść najświeższego raportu, który wciąż leżał na skraju biurka w strefie Nie zapomnij dokończyć! 

KONOHA-GAKURE nr 578
DNIA 6 LIPCA

„Powróciłem do wioski z Sasuke i Itachi’m Uchihą. Madara Uchiha pozostał nieprzytomny na polu walki i nadal oczekujemy na potwierdzenie jego śmierci. Kabuto nie żyje.
Zezwoliłem braciom Uchiha na powrót do Wioski Ukrytej w Liściach, jak również na odbudowę ich klanu.
Pogoda nie dopisywała. Padał letni deszcz, a na miejscu zdarzenia znalazła się masa ANBU i Medyków z Konohy. Kilku naszych ludzi ucierpiało. Sasuke Uchiha razem z Itachi’m Uchihą zostali przekierowani do szpitala.
Szczegółowe informację: […]”

NARUTO UZUMAKI

Zgięłam kartkę na pół i włożyłam do kieszeni. Nie miałam ochoty na dalszą analizę tekstu.
Świadomość, że Sasuke Uchiha oddycha i funkcjonuje jak normalny człowiek kilka pięter niżej, doprowadzała mnie do szaleństwa. Z prawdziwą ostrożnością opuściłam szpital, a wyłącznym i ostatnim pocieszeniem był Satoshi, który usnął w moich ramionach.

15 komentarzy:

  1. nowy blog zapowiada się świetnie,Itachi i Sasuke z powrotem w wiosce , jaki zaskok . zastanawia mnie tylko jedno kogo jest to dziecko ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Domyślam się, że dziecko należy do Ren'a, aczkolwiek nie jestem pewna. Uwustwiam Cię, bo zabiłaś Madarę, Boże jak ja go nie znoszę O.O Fajnie, że Itachi i Sasuke wrócili do wioski. Oczywiście najbardziej się cieszę, że Itaś powrócił <3 Rozdział długi i bardzo dobrze :D takie czta się najlepiej. Po przeczytaniu prologu, myślałam, że wszystkie notki będę takie krótkie, ale nie miałam racji :D Długie notki forever <3

    OdpowiedzUsuń
  3. tak.. powoli zaczynamy rozumieć zawiłą fabułę nowego bloga. co prawda zapomnieliśmy już o nurtujących nas pytaniach po przeczytaniu prologu jednak pojawiły się nowe i jakże ciekawe ;> . aż płonę z ciekawości kto jest ojcem Satoshi'ego? czy Sakura jest aż tak ciekawa, że przeczyta zwój? kiedy Haruno spotka się z Sasuke? jaki wątek w opowiadaniu będzie pełnił tutaj Itachi? nawet nie wiesz ile jeszcze mam pytań, których tutaj nie zadałam ;p.
    jak na pierwszy rozdział to jestem w szoku, ponieważ już mam uśmiech na twarzy. zachowanie Naruto powaliło mnie na kolana.. od kiedy jest taki spostrzegawczy i poważny w jednym czasie? tarzałam się ze śmiechu, gdy pouczał Sakurę jak "wychować dziecko". od kogo on się dowiedział tylu rzeczy na ten temat? aż zacytuję ;p : "Może rozpraszają go zabawki?"... wow.. normalnie ja bym na to nie wpadła xD
    pozdrawiam i czekam na kolejne rozjaśniające historię rozdziały xD ;);***

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście Twój kolejny blog już zapowiada się fenomenalnie. Długie notki i nieprzeciętna fabuła sprawiają, że jak już wsiąknę w lekturę to odpływam póki się nie skończy. Jestem strasznie ciekawa, jaką historię skrywa Sakura, a także przeszłości i przyszłości Sasuke/Itachi/Sakura. Czekam na następną notkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, rozdział był długi, co zdecydowanie jest plusem. Większość blogerek pisze krótkie posty, żeby nie zamęczać "czytelników". To straszna prawda, że ludzie bardziej łakną krótkich tekścików z masą akcji... Ale nie zbaczając z tematu, zdecydowanie jesteś jedną z lepszych pisarek, które zajmują się tematyką SasuSaku. Nie umieszczasz ich w żadnych dziwnych realiach jak nasz prawdziwy świat. To jest plus.
    Jeśli chodzi o samą treść pod kątem technicznym niekiedy leżała. Zdania były nieco niezrozumiałe, zwłaszcza w pierwszej części rozdziału. Czasem nadużywasz "że" i innych spójników. Postaraj się przekształcać zdania tak, żeby używać ich jak najmniej. Wtedy styl bardzo zyskuje. Za użyłam też brak ogonków przy niektórych wyrazach, jak na przykład Dziękuję w wypowiedzi Ino. Ogonek tam powinny być, ponieważ przy odmianie czasownika przez osoby, w pierwszej osobie, czyli "ja" zawszę będzie "ę"
    ja - piszę
    on/ona/ono - pisze
    Ale to chyba wiesz, prawda? ;)
    Czasem też wydaję mi się, że próbujesz nadać tekstowi niepotrzebnej... hm, jakby to nazwać. Niepotrzebnego wysokiego stylu(?) dodając słowa jak iż, które niekiedy nie brzmiały. Nadawały rozdziałowi dziwnej sztuczności. Są to takie małe potknięcia, które zdarzają się każdemu, nie przejmuj się :3
    A sama fabuła ciekawa. W głowie wciąż mi huczy jedno pytanie: Z kim Sakura ma dziecko?!
    Czy to był ten Ren? A jeśli tak, to co się z nim stało? Porzucił Sakurę, zginął na jakieś misji, a może to była zwykła wpadka?
    Ciekawość mnie zżera, ale to dobrze. Takie powinny być rozdziały ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Czy Sakura w końcu spotka się z Sasuke?
    Ach, zapomniałabym dodać - Itachi zmywający naczynia, aż prawie oplułam monitor!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super...brak mi słów normalnie :)
    I proszę, proszę, niech Satoshi będzie dzieckiem Sasuke! Pzdr, Anastasiane R.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sawako~~ Świetny rozdział, jestem ciekawa dalszych wydarzeń :D jest też kilka kwestii, które mam nadzieje niedługo się wyjaśnią :D Czekam na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział świetny! Błagam Cię jednak na kolanach, żeby to było dziecko Sasuke!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowy blog. Zapowiada się świetnie. Porównując stronę gramatyczną z SOH jest wręcz fenomenalnie xD
    Dziecko chyba jest Ren'a, nie? A zresztą...
    Jak na razie nie mogę znaleźć głównego wątku, tzn. o czym będzie opowiadaie. Piszesz tak ogólnikowo, że trudno to wyczuć. Ale myślę, że niedługo się dowiemy co będzie motywem przewodnim :)
    Pozdrawiam ^^
    killer-gun.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Kto to jest ten Ren.? Niczego nie kumam.

    OdpowiedzUsuń
  11. ''Zezwoliłam bracią Uchiha na powrót do Wioski Ukrytej''
    Pisałam, to Naruto, więc zezwoliłEM. I ''braciom'', nie ''bracią''

    OdpowiedzUsuń
  12. Posiadasz świetny styl pisania. Dzięki stylistyce, bardzo miło się mi czytało. Zauważyłem parę błędów, ale nie mają one zbyt wielkiego znaczenia. Historia ciekawa, choć na razie mało wiem.
    Pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam tego małego dzieciaka! :3 Zgadzam się z Ino, cudownie by było gdyby miał długie włosy związane w kucyk. A nóż widelec wyglądałby podobnie do Itasia. :>
    Podziwiam Sakurę za jej cierpliwość. Naprawdę trzeba mieć dobre nerwy, ja bym pewnie nie wytrzymała na jej miejscu tak rzadko wychodząc z domu. Z dalszych rozdziałów pamiętam, że Ren na pewno jest ojcem, więc nie zastanawiałam się nad tym. xd
    Naruto Hokage. xd Hahahah. Dał Sakurze zwój do ukrycia. Nie wiem co mu do głowy przyszło. Przecież to jest ważna rzecz, którą wiele osób będzie chciało zdobyć. A ona ma małe dziecko w domu i mieszka sama. Do tego nie jest jakaś bardzo silna.
    Sasuke się obudził. Łoho. O ile mnie pamięć nie myli na początku ta dwójka nie będzie za sobą przepadać, no ale cóż.
    Jest jeszcze jedna dziwna rzecz.. Ino mnie nie denerwuje tak jak zawsze, tylko jakoś... mniej. :o Duży plus ^^
    Uwielbiam Twoje opowiadania, wciągają i to bardzo. Muszę nadrobić dalsze rozdziały. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Teraz zachowujesz się jak dziecko – prychnął. – I dlaczego mnie kłamiesz?

    - może raczej "dlaczego mnie okłamujesz".

    OdpowiedzUsuń